„Noverre en action” w reż. Romany Angel, koprodukcja Baletu Dworskiego Cracovia Danza z Krakowa i Polskiej Opery Królewskiej z Warszawy, podczas IV Festiwalu „In Tempore Regum. Muzyka czasu królów” w Teatrze Stanisławskim w Warszawie. Pisze Benjamin Paschalski na swojej stronie.
Codzienność życia tańca to nieustanne poszukiwanie nowej formy wyrazu, rozwój techniki, indywidualnej kreski choreograficznej czy też pomysłowości artystycznej. Progresywność i chęć ukazania odmienności są niebagatelnymi towarzyszami sztuki, która nie tylko ogranicza się do estetyki, ale także do komentarza do tego, co współczesne – także bolesne i doskwierające. Ale czasem warto zanurzyć się w przeszłości, oddać scenę płynnej zwiewności tego, co dawne, minione i praktycznie nieznane. Podróży do dawnego świata, który mimo swoich bolączek, niepokojów i politycznych rozgrywek, pisanych na kartach historii, przesiąkniętego przecież codziennym życiem – czy to dworu królewskiego, egzystencji mieszczan czy znoju chłopskiej doli. Każdorazowo, gdy nadarza się ku temu okazja z wielką lubością podziwiam prezentacje zespołów ludowych – „Mazowsze” czy „Śląsk”, gdzie wiruje dawny świat kultury niższych warstw społecznych zarówno w formie wokalnej, jak i tanecznej. Owszem, to pewien owoc lukrowany, wyidealizowany, wypielęgnowany, zapewne nie mający wiele wspólnego z przeszłą rzeczywistością, ale pozostający ważnym ogniwem dziedzictwa, spuścizny naszej wspólnotowej tradycji. Należy pamiętać, że jeszcze pod koniec osiemnastego wieku ponad dziewięćdziesiąt procent ludności żyjącej na ziemiach polskich mieszkało na wsiach. Ale pozostaje owa grupa uprzywilejowana, nie tylko zamieszkująca miasta, ale także liczne dwory magnackie i szlacheckie, a także rezydencje królewskie, gdzie rozrywką stawały się taniec oraz inne formy performatywne. W tym miejscu warto odwołać się do tradycji Nieświeża i przybytku Radziwiłłów. Tu rozwinął się teatr dworski za sprawą Franciszki Urszuli Radziwiłł, piszącej teksty, a następnie prezentowanych na zamkowej scenie. I wydaje się, że ową tradycję zaniedbujemy, pomniejszamy w nieustannej galopadzie nowoczesności. I choć zdarzają się ukłony ku przeszłości, jak choćby wiosenno-letnia wystawa w warszawskim Zamku Królewskim Wielka gra. Opera Władysława IV, to wydaje się, że nadal (relatywnie do kultury ludowej) mało wiemy o życiu artystycznym dawnych czasów zamożnej części społeczeństwa.
Ową lukę, od dwudziestu lat funkcjonując jako miejska instytucja kultury miasta Krakowa, stara się wypełnić w przestrzeni tańca – Balet Dworski Cracovia Danza. Nieprzerwanie prowadzi go Romana Agnel, którą należy uznać za niestrudzoną propagatorkę owej ruchowej tradycji. W swoich wielokrotnie krótkich pracach, prezentowanych w zabytkowych przestrzeniach grodu Kraka, stara się przybliżać dziedzictwo niematerialne naszej wspólnoty. Dla wielu może być to trywialna atrakcja turystyczna, ale jednak posiada ona niebagatelny walor pielęgnowania tego, co ulotne, zapomniane, może nawet utracone. To, co jest siłą zespołu, to nie forma wyobrażenia pewnej interpretacji wyrazu ruchu epoki renesansu czy baroku, ale wzorowana na źródłach próba odtworzenia owej spuścizny, która może zachwycać swoją niespotykaną mocą artystycznego przekazu. To świadectwo zagospodarowywania wolnego czasu w wiekach przeszłych, ale także ukazywanie ewolucji tańca jako świadka mijających epok.
Nie czas i miejsce, aby ukazywać dzieje tańca, który towarzyszył ludzkości faktycznie od zarania dziejów jako element obrzędowości, ale należy podkreślić, że był on niebagatelnym elementem, dodatkiem, komponentem utworów muzycznych. Świadczą o tym liczne wstawki baletowe w operach barokowych, których dziś odtworzenie może stać się zjawiskową próbą ukazania dawnej mocy interpretacji gestu i ruchu, ale także pułapką, że zamysł współczesnego tańca nie jest w stanie współgrać z muzyką przeszłości. Niegdyś (2017) w Warszawskiej Operze Kameralnej w spektaklu Armida Jeana-Baptiste’a Lully w reżyserii i choreografii Dedy Cristiny Colonna w licznych fragmentach baletowych prezentował się Nordic Baroque Dancers pod kierunkiem Karin Modigh. To było doznanie wyjątkowe, niepowtarzalne i wręcz spektakularne. Pozostaje ono w mojej pamięci do dnia dzisiejszego jako niedościgniony wzór połączenia sztuki wokalnej z ruchem, który ma walor nie tylko ozdobnika, ale także technicznej perfekcji będącej świadectwem minionych czasów. Owe podobne refleksje towarzyszyły podczas prezentacji krakowskiej formacji jako współprodukcji z Polską Operą Królewską. Premiera spektaklu odbyła się sześć lat temu, w burzliwym czasie pandemii, zatem powrót do niego obecnie można nazwać ponownymi narodzinami piękna ruchu w zjawiskowych wnętrzach Teatru Królewskiego w Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich.
Noverre en action w reżyserii i choreografii Romany Agnel to swojego rodzaju hołd i błaha historia, której celem jest ukazanie różnorodności dawnego tańca. Głównymi bohaterami są Stanisław August Poniatowski, król Polski i wielki mecenas sztuki, który poświęcając jej życie, zaniedbywał niestety sprawy państwowe, ale przede wszystkim Jean-Georges Noverre – wielki reformator tańca, choć niektórzy zarzucają mu plagiat, którego data chrztu stała się patronem Międzynarodowego Dnia Tańca (29 kwietnia). To właśnie jego koncepcja i praktyka odmieniły spostrzeganie baletu – nie jako dodatku, fragmentu, wstawki w innych formach widowisk, nadając tej sztuce charakter autonomii i niezależności. To także ukazanie opowieści, akcji jako istotnego elementu rzeczywistej tanecznej narracji, poświęcenie wirtuozerii na rzecz klarownego tanecznego wywodu, odejście do zakrywania twarzy maską, aby ukazać mimikę oraz emocje bohaterów oraz poluzowanie stroju, który miał prezentować zwiewność i techniczną perfekcję tancerzy. Z owych założeń narodziło się współczesne rozumienie baletu jako samodzielnej, spójnej, samoistnej sztuki. Twórczyni przedstawienia konstruuje fikcyjne spotkanie: władcy i artysty, który zabiega o posadę na polskim dworze. Choć nigdy do niego nie doszło, to faktem pozostaje, że Noverre po utracie pozycji na dworze w Stuttgartcie starał się o zatrudnienie w Warszawie. Jako swoje niesamowite curriculum vitae przedstawił jedenastotomowe dzieło: Théorie et Pratique de la Danse simple et Composée, zawierające opisy baletów, partytury muzyczne, projekty kostiumów, będące niesłychaną spuścizną dorobku mistrza tańca. Ów zbiór uznaje się za najważniejszą kolekcję spadku artystycznego francuskiego twórcy. Król odmówił przyjęcia na dwór zapewne z powodów finansowych oraz z faktu, że stanowisko głównego baletmistrza było już obsadzone. Ale pozostaje niezmienną wartością, że owe doświadczenie ukazuje, jak prężnie rozwijała się kulturowo stolica Polski, gdzie o zatrudnienie zabiegali najbardziej utytułowani twórcy ówczesnego czasu. I właśnie rozwinięcie owej korespondencji stało się kanwą tanecznej, scenicznej historii, której osnową stał się przyjazd do Warszawy Noverre’a i ukazanie w praktyce jego pomysłowości oraz innowacyjności wobec dotychczasowego spostrzegania baletu.
Agnel buduje ową opowieść w trzech tanecznych planach prezentacji. Pierwszymi są dwór królewski i kunszt tańca jako rozrywka i forma spędzania czasu. To niesamowite doświadczenie, gdyż ukazuje ono nie tylko maestrię ruchu dla niego samego, ale także przestrzeń dla flirtu, sztuki obmowy, zalotów i gry pozorów elity skupionej wokół króla. Całość rozegra się na podeście „dance floor”, znanym ze współczesnych dyskotek i klubów, gdzie taniec wyzwala emocje i nieokiełznaną ekspresję. To podobne doznanie, tylko osadzone w dawnych czasach. Ów rytuał ruchu dworskiego jest niezwykle precyzyjny, jasny, klarowny. Gesty i układ dłoni, a także całego ciała prezentują dostojność choreograficznej prezentacji. Drugim, już po pojawieniu się francuskiego mistrza, poziomem ukazania dawnego tańca jest wyobrażenie jego prezentacji przed zaproponowanymi przez niego przemianami. Tu statyczność, lekka mechaniczność wygrywają z lekkością – to także zdzieranie masek oraz bogactwo kostiumu. Trzecim elementem prezentacji staje się technika Noverre’a i jego model wizji tańca – samodzielnego widowiska z akcją, ukazującego sekwencje Psyche i Amora w walce z Furiami. Jednak kluczem wydaje się postać piekarza, która przedstawia sens reformy – gdzie postaci nadaje się wymiar realny, nie abstrakcyjny. To niezwykle interesująca podróż w głąb dawnego tańca, którego praktyka ukazuje świat, okoliczności, tło, w którym dokonują się owe przemiany, schematyzm i instrumentalność jego wykorzystania, a także budowanie autonomicznego, pełnego widowiska baletowego.
To świetna lekcja poglądowa dla każdego, kto jest zainteresowany dawnym tańcem, jego różnorodnością i tym, co pozostało dla nas współczesnych. To także rzecz dla tych, którzy uwielbiają obcować z tym, co dawne, rozkoszując się kunsztem dawnego ruchu. Ważnym pozostaje przestrzeń – oprócz owego wspomnianego podestu tło stanowią dyskretne projekcje. Początkowo to obraz Warszawy znany z landszaftu Canaletto, a następnie sala balowa przemieniona w nieskończony kosmos szarego tła. Walorem są kostiumy autorstwa Marleny Skoneczko, które doskonale ilustrują przepych czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Tworzy się w ten sposób zjawiskowy bibelot – obrazek dawnego czasu będący tłem dla ukazania tanecznej różnorodności.
Występujący tancerze Baletu Dworskiego Cracovia Danza to zespół ośmiu osób, które reprezentują różnorodne stylistyki i wzorce edukacyjne, a także odmienne doświadczenia artystyczne. Cześć z nich to absolwenci polskich szkół baletowych, a spory odsetek to artyści wykształceni w Ukrainie i na Białorusi. Zatem trudno powiedzieć, że posiadają pełny warsztat oraz praktykę wykonawczą owego specyficznego stylu tańca dawnego. Mimo owego ograniczenia prezentują się niezwykle okazale. Pełen zachwyt wzbudzają sekwencje dworskie – dystyngowane, wysublimowane i niezwykle precyzyjne w swoim wyrazie. Jest w nich nuta nie tylko zaprezentowania zespołowej perfekcji, ale również oddania klimatu, atmosfery tejże formy spędzania czasu. Oddanie dawnego ducha, cienia radości, ale i swoistej zabawy, zwady podszytej romansową nutą, ma swój walor lekkości i powiewu odmienności tego, co minione. Czasy dawne jawią się nam zazwyczaj poprzez karty historii jako nieustanny czas sporów, zwady, bitew i walki o elekcyjny tron przy jednoczesnym zaniku moralności szlacheckiego stanu. Agnel daje szansę oddechu od owej codzienności, która ukazywała schyłek I Rzeczypospolitej. Podejmuje w swoim widowisku temat codzienności, która była pisana także tanecznym krokiem. Ów obraz odmienia się wraz z pojawieniem się na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego – Jeana-Georgesa Noverre’a (Denys Onufriichuk). Choć jego wejście sceniczne wydaje się mało spontaniczne, efektowne, lekko przyćmione nieustanną zabawą, tancerz w dalszej części widowiska ukazuje swój kunszt wart postaci mistrza tańca. Jego popis solistyczny godny jest pokazowi wirtuozowskiemu, któremu Francuz stawiał opór. Na wyróżnienie zasługuje świetna, wskazana już, etiuda rzemieślnika-piekarza będąca popisem pantomimy jako środka komunikacji ruchem. Zatem wykonanie ma niebagatelny walor – nie jest trywialną hucpą, ale przemyślanym układem wzorowanym na dawnych źródłach, pełnym kunsztu i artystycznej dojrzałości.
Dopełnienie stanowi wykonanie wybranych fragmentów muzycznych. Zespół Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona pod kierownictwem klawesynistki Lilianny Stawarz świetnie współgra ze sceniczną prezentacją. To raczej koncertowa lista przebojów tańców i utworów stworzonych dla formy tanecznej. Wykorzystano kompozycje Macieja Radziwiłła (Polonez), i szeroką paletę ze spuścizny Wolfganga Amadeusza Mozarta (menuety, kontredanse, gawoty). Dopełnienie, a w sekwencjach ukazania twórczości Noverre’a jako najważniejszy element, pojawiają się osiągnięcia Jeana Josepha Rodolphe’a, który współpracował z francuskim artystą w Stuttgarcie, będąc autorem muzyki co najmniej pięciu jego baletów. Owa różnorodność współgra ze sceniczną zmiennością treści – od salonowej muzyki do fragmentów dedykowanych tańcowi jako autonomicznej sztuce scenicznej. To niezwykle udane zaprezentowanie owego podkładu, które mogło stać się koncertowym popisem, ale wyróżnia je szacunek dla baletowej formy, subtelność tła, komentarz posiadający różnorodny charakter oraz nastrój poszczególnych dobranych utworów.
W Polskiej Operze Królewskiej, za sprawą idei Baletu Dworskiego Cracovia Danza, powstał niezwykły, pierwszy i oby nie ostatni, wieczór baletowy, z historią nawiązującą do kształtowania współczesnej sztuki tańca znaną nam współczesnym z desek teatralnych. Można nazwać ową inicjatywę projektem edukacyjno-artystycznym, gdyż posiada ona oba elementy jako niebagatelne walory widowiska scenicznego. To podróż w czasie, w krainę historii baletu, dawnego czasu, obyczajowości, czegoś na swój sposób ulotnego. To forma zanurzenia się w tradycji, która sprawia wielką radość odbiorcom swoją lekkością i stylizowaną naturalnością. Warto i należy pielęgnować ową spuściznę, gdyż analogicznie jak tańce ludowe należy ona do naszego bogatego kalendarza dziedzictwa niematerialnego. I nie zapominajmy, że jednym z wpisów na ową listę UNESCO pozostaje właśnie taniec – polonez. Owe uhonorowanie zobowiązuje do pielęgnowania i doceniania polskiej tradycji tanecznej nie tylko od święta, ale także w codziennym czasie.