„Sen nocy letniej” Williama Szekspira w reż. Michała Zadary w Teatrze Komedia w Warszawie. Pisze Szymon Białobrzeski w Teatrze dla Wszystkich.
A co gdyby Szekspir kręcił polskie komedie romantyczne? Wiecie, te o Warszawiakach żyjących pomiędzy meblami z Ikei, wieżowcami korporacji i mieszkaniami nowych kochanków. Co gdyby Hermia miała białe spodnie, Lizander nowiutkie adidasy, Helena eksponowała dżins, Demetriusz chodził pod krawatem, a Tytania nosiła się w czarnym lateksie? „Sen nocy letniej” w reżyserii Michała Zadary odpowiada na to pytanie.
Byłoby przedziwnie i ryzykownie. Bo co oryginałowi do komedii z białych plakatów? Otóż wiele. Nie chodzi oczywiście o jakość wykonania, bo ta w przypadku polskich komedii romantycznych, delikatnie mówiąc, nie zadowala. Jednak warto na chwilę porzucić uprzedzenia i pomyśleć o elementach wspólnych: samoświadomości, odwołaniach do codziennego życia widowni, frywolności i gagach opartych na motywach miłosnych. Zadara wyeksponował te elementy, używając słów nikogo innego jak Szekspira. W obliczu tak sprawnego dramatu archetypiczni bohaterowie czy niewybredny humor stają się nie tylko strawne, ale wręcz przyjemne. Aktorzy odczytują tekst tonem współczesności, mieszają patetyczne frazy z ironią, krzyżują dobrze znane konwencje. Nic więc dziwnego, że pozornie wierne szekspirowskiej komedii sceny w praktyce kojarzyły mi się z rave’ami, kinem detektywistycznym, nowobogackimi weselami czy kabaretem.
Cały ten miszmasz obniża poziom napięcia. Szekspir wielkim poetą był? Niby tak, ale chyba nie zawsze ze względu na wielkie słowa – czasami raczej za lekki humor i językowe niejednoznaczności. Twórcom udało się to uchwycić.
Oprócz gier językowych i postmodernistycznego podejścia w spektaklu nie brakuje zabawy inscenizacją i scenografią. Jak pokazać przemieszczanie się bohaterów? Niech wchodzą do kanapy. Proste, absurdalne, a jednak… zabawne. Bohaterce śni się wąż? Niech dusi się kocem, dopóki nie zorientuje się, że jest bezpieczna. A magiczny eliksir? Balony, nienapompowane balony. Te kilka prostych rozwiązań pokazuje, z jaką gracją scena Teatru Komedia przeobraziła się w plac zabaw pełen zwariowanych dzieciaków.
Tak, myślę, że „dzieciaki” to dobre określenie, patrząc, ile energii mieli poszczególni aktorzy. W dramacie Szekspira czytelnik ma do czynienia aż z 23 postaciami, u Zadary zagrało zaś tylko siedmioro aktorów, a przez lwią część spektaklu – zaledwie sześcioro. Oznacza to, że prawie każdy z nich musiał przechodzić ciągłe transformacje. Przez to niektóre postacie są mniej wyraziste. Jednak dla większości ten zabieg zadziałał na dobre, co w połączeniu z charakterystycznymi kostiumami i tempem widowiska daje zadowalające efekty.
A jednak, niczym w szkolnym eseju, muszę dorzucić kontrargument, obalający tezy o tym, że „Sen nocy letniej” jest spektaklem bardzo dobrym. Wydaje mi się, że jego najmocniejsza strona – swoboda i lekkość w modyfikowaniu oraz dodawaniu elementów komediowych – jest też jego największą wadą. Wskrzeszając, przetwarzając i dekonstruując, reżyser gubi niejednoznaczność oryginalnego tekstu. Kanapy są pomysłowym sposobem transportu, ale nie pomagają w kreowaniu mrocznego lasu; babskie przepychanki wywołują śmiech, ale nie trwogę; magiczne eliksiry intrygują, ale nie niepokoją. Nie mam monopolu na jedyną słuszną interpretację dzieła kultury, ale doświadczenie podpowiada mi, że jednoznaczność często osłabia dzieło, nawet jeśli towarzyszy jej szereg ciekawych rozwiązań. „Sen nocy letniej” zdecydowanie nie jest wyjątkiem od tej reguły.
Podsumowując: na stronie Teatru Komedia można znaleźć program spektaklu, a w nim przewrotne pytania: Gdzie kryje się granica między prawdą a złudzeniem? Czy są jeszcze miejsca, w których nie musimy udawać? Czy zwykły człowiek potrafi wyjść poza teatr odgórnie przydzielonych ról? Moim zdaniem przedstawienie nie udziela na nie odpowiedzi, a nawet nie podejmuje próby głębszej refleksji. Z jednej strony to szkoda, z drugiej – konsekwencja, doświadczenie i sprawność reżysera pozwalają zapomnieć, że mogło być lepiej. Pozwalają napisać z czystym sumieniem: „Sen nocy letniej”, choć nie jest dziełem najbardziej treściwym czy subtelnym, bawi, zadziwia, intryguje i – o dziwo – nie usypia.
A jak wiadomo, czasami nie ma nic lepszego niż zwykły relaks.