„Między nogami Leny, czyli <i>Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny</I>według Caravaggia" Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Marian Kisiel w miesięczniku „Śląsk".
Zmierzch cinquecenta, Wieczne Miasto. Dogasa stulecie pozornie światłe i pełne optymizmu. Harmonijne (renesansowe) współistnienie lux tenebrae przekształci się wnet w dysharmonijne (barokowe) tenabrae - lux. Opozycje lubią zamieniać się miejscami. Światło życia zwyciężone zostanie przez ciemność śmierci. Czterech papieży, jeden po drugim, staną się szafarzami okrucieństwa i dobroczynności, wikłać się będą w teologiczne spory, nie unikną świeckich wojen, by powiększyć potęgę Rzymu. Asceta Klemens VIII zatwierdzi dekret Inkwizycji, za głoszone poglądy spłonie na stosie Giordano Bruno. Podobno ten heretyk twierdził, że piekła nie ma - mówi Mario (Jan Jakubik) do Caravaggia (Krzysztof Wrona). To mi się nawet podoba, że piekła nie ma - odpowiada malarz, zanurzając się w miłosny uścisk z szesnastoletnim chłopcem.
Czy antycypował w ten sposób słowa Garcina z jednoaktówki Sartrea, że piekłem są inni? Jest piekło ciała i piekło duszy. Michele czerpie rozkosz z przygodnych kontaktów, o które łatwo w mieście oliwek i cytryn, i gawiedzi w zatłoczonych tawernach. Kiedy poznaje Lenę (Karina Grabowska), odkrywa w sobie zwierzęcą namiętność. Jesteś moim światłem i moją ciemnością - mówi do kochanki. Jesteś moją chorobą - odpowiada mu kochanka. W miłosnym zatraceniu jest czułość i gwałt, miejsce na płomienne pocałunki i ból. Są dla siebie. Miłość zmywa wszystko: to, że Lena jest kurtyzaną i to, że Michele zaspokaja swój lubieżny głód z innymi. Oboje są dla siebie wyłącznością, dla której nie ma miejsca ani w tym, ani w każdym innym świecie. Michele śmierdzi - drwi Roza (Agnieszka Radzikowska), właścicielka bordello; nie śmierdzi bardziej niż inni - odpyskowuje Lena. Śmierdzi, śmierdzi - obnażają w szyderczym śmiechu spróchniałe zęby Lucia (Ewa Leśniak), Bo (Violetta Smolińska) i Jana (Nina Batovska), współtowarzyszki z Iupanaru. One też są przesiąknięte zapachem swoich klientów, ich zapoconych ubrań i dawno niemytych ciał. Trzecią częścią tych klientów są księża. Schyłkowe cinquecento cuchnie. Wieczny Rzym jest spocony, brudny, pijany, owładnięty szaleństwem.
Rozpusta jest tak samo powszechna, jak religijna ekstaza. Co zresztą za różnica, skoro zatracić można się i w dzikości chuci, i w uwielbieniu Boga. To są porównywalne żywioły. Ujawnią się w szaleństwie widzenia i pijackim obłędzie, przemieniając brzydkie, kalekie, brudne i nieświęte postacie, pospolite i odrażające w natchnione, poranione, podniesione do wymiarów wzniosłości osoby uświęcone. To świat codzienności i świat wyobraźni Michelangela Merisiego da Caravaggia. W codzienności - pije, kopuluje, zabiega o kontrakty, miota się między pragnieniem bycia malarzem niezwykłym, najlepszym z wszystkich a świadomością, że ci wszyscy inni są wyżej cenieni, bardziej pożądani przez kupców obrazów. Pan nie zna anatomii, proszę studiować posągi greckie - mówi księżna Colonna (Anna Kadulska), powtarzając słowa Kardynała, mecenasa sztuki. Panie Boże, pozbądź się Boticellego - błaga Michele w furiosum, które jest tyleż wściekłością, co niemocą. Panie Boże, wróć mi Lenę - żebrze w modlitwie do swoich wyobrażeń. Albowiem świat wyobrażeń jest tak samo dotkliwy, jak ten, w którym można otrzymać kopniaka od życia.
Rzeczywistość Caravaggia dzieje się więc na pograniczu jawy i majaków. Wszystko, co widzimy, widzimy przez Michela. Ten sam zabiedzony pijaczek, który w tawernie znienacka przyssie się do niedopitego kubka wina, w omamie malarza przybierze postać świętego Hieronima (Artur Święs) w purpurowej szacie, zagłębionego w słowa Biblii, powtarzającego łacińskie frazy modlitwy. A kiedy indziej - w Apostoła w scenie z niewiernym Tomaszem (Jakub Fret); a kiedy indziej - w Abrahama, składającego Izaaka (Jan Jakubik) w ofierze Bogu; a kiedy indziej - w Boga Ojca w stroju papieskim, w otoczeniu Jezusa Zmartwychwstałego (Bartosz Roch Nowicki) i Ducha Świętego (Dawid Ściupidro), osądzającego ziemską marność Michela. Pijaczek-żebrak, przeganiany przez rozweseloną tłuszczę, zostaje w ten sposób wyniesiony nad wszystkich, otoczony ciemnością, która wydobywającej światło postaci.
Podobnie będzie w przypadku właścicielki bordello - Rozy, która stanie się wzorcem pokutującej Marii Magdaleny, kobiety cudzołożnej jako symbolu nawróconej grzesznicy. Ciemność stwarza światło. Historia Michele i Leny to zaledwie pretekst do tego, by pokazać świętość, która jest nieosiągalna i grzech, który jest wszechobecny. Rudolf Otto w swojej fundamentalnej Świętości powiada, że numinosum (synonim pojęcia sacrum) jest tym, co nas jednocześnie przeraża (tremendum) i pociąga (fascinosum), jest paradoksem grozy i ekstazy. Caravaggio - jego życie i sztuka - to właśnie taki paradoks, czasem przekształcany w rzeczywistość karnawału i postu. Michele jest zakochany w Lenie, a jednocześnie przerażony sobą. W tym świecie na opak, gdzie miłość jest zabawą, a wierność powodem do drwin, rozpusta codziennością, a nagość obiektem zgorszenia, świętość i grzech stają się zarówno dogmatem, jak nieznaczącym faktem. Dlatego każde pojedyncze istnienie ma sens i właściwie nie ma sensu. W sztuce nie ma indywidualizowanych postaci, żadna nie jest tym, kim jest. Każda wtapia się w inną; mówiąc swoim głosem, za chwilę mówi głosem cudzym. Zachodzi wielka interferencja, ludzie żywi przemieniają się w ludzi namalowanych, sceny z życia w obrazy mitologiczne i biblijne.
Między nogami Leny... to spektakl przekształcający codzienne zdarzenia w żywe płótna. Aktorzy grają wiele ról, z życia przechodzą w sztukę i nawet tam, gdzie mamy do czynienia z maestrią interpretacyjnego popisu (Służąca Judyty Violetty Smolińskiej), doskonale odczuwamy, że jest to wiwifikacja zdarzenia, kiedy Judyta (Aleksandra Bernatek) dekapituje Holofernesa (Paweł Kruszelnicki). Obrazy z życia zmierzchającego cinquecenta, zastygające w tenebrystyczne płótna, unieśmiertelniające prostaków, przenoszące ich w wymiar świętości, stają się w ten sposób ciągiem ekfraz (albo hypotypoz). Nieciekawe życie przemienia się w ciąg niecodziennych historii, w których ludzie prości odgrywają role świętych Piotra, Franciszka i Hieronima, mogą być zarówno Niewiernym Tomaszem i Józefem z Arymatei, kurtyzaną i Salome, Amorem, Wenus i Jezusem.
Sceniczna namiętność Michela i Leny, dzikość ich cielesnej miłości, została prowokacyjnie ujęta w tytule sztuki. „Między nogami" Leny mieści się piekło ciała i piekło duszy Caravaggia. Lena rodzi dziecko, Michele pragnie, by było jego. Ale nie wiadomo, czyje dziecko rodzi kurtyzana Lena. Jej śmierć jest dla malarza zaśnięciem Marii. Tak tytułuje swój obraz, na którym bosa nędzarka o poszarzałej twarzy, w otoczeniu prostaków-apostołów leży na wznak. Agata Duda-Gracz obrazowi tenebrysty nadaje wzniosły tytuł: Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Nie Śmierć Mani czy też Zaśnięcie Marii. Grzeszne życie zostało uświęcone przez śmierć. Atmosferę schyłku wieku XVI i narodzin wieku XVII, oddają nie tylko kostiumy, wiernie przenoszące nas w dawny świat codziennego życia i mitologiczny czas zamknięty w płótnach Caravaggia, ale także muzyka Łukasza Wójcika-Zawieruchy, przywołująca rzeczywistość dźwięków tyleż majestatycznych, szlachetnych, co nieagresywnych, ciepłych. I w tym także zawiera się jakiś paradoks świętości i grzechu, dostojeństwa sztuki i dzikości życia.