„Świętogranie” pod opieką artystyczną Artura Tyszkiewicza, koncert w Teatrze Ateneum w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Ten spektakl na afisz już nie wróci (choćby dlatego, że Wielkanoc nieuchronnie się zbliża), gapa więc kto w stosownym czasie kilku zagranych przebiegów nie zobaczył. Świętogranie było bowiem przedstawieniem wprost ślicznym i było w nim coś rzeczywiście magicznego. Momentami – pogodne a nawet zawadiackie (żarty Przemysława Bluszcza, Jana Wieteski, Pawła Gasztolda-Wierzbickiego i Jakuba Pruskiego były zwiewne i bezpretensjonalne), by za chwilę stać się niezwykle poruszające. Trudno zapomnieć Kolędę dla nieobecnych we wspaniałym wykonaniu Marzeny Trybały czy – dojmującą Kolędę dla tęczowego Boga w obłędnej wręcz interpretacji Krzysztofa Tyńca; kolędy Bóg się rodzi NIE zaśpiewał Krzysztof Gosztyła, i to jak nie zaśpiewał… Zresztą wszyscy aktorzy Ateneum z wybranych tu utworów – kolęd, pastorałek i innych tzw. christmasów, mniej i bardziej znanych – często w zaskakujących interpretacjach, uczynili po prostu perełki.
To jeden z tych spektakli, po których wychodzi się z teatru lepszym, mądrzejszym, ładniejszym, jakby ktoś na moment przywrócił światu (choćby tylko na scenie) –właściwe proporcje. Bardzo więc liczę na powrót Świętogrania – w tej czy innej formule – także za rok.