21.11.2020, 17:10 Wersja do druku

Swiatłana Aleksijewicz: nie można wrócić do przeszłości

Na Białorusi nie jest możliwy powrót do przeszłości, bo żadnego zrywu do przodu nie da się cofnąć do końca – oceniła białoruska laureatka literackiej Nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewicz w wywiadzie dla Radia Swaboda.

fot. Jacek Bednarczyk/PAP

"Żadnej odwilży, żadnego zrywu do przodu nie da cofnąć do końca; powrót do przeszłości jest już niemożliwy. Naród nie chce żyć tak, jak (żył) do 1990 r. I nie będzie tak żyć - nigdy" - oznajmiła Aleksijewicz, pytana, czy na Białorusi może teraz nastąpić "tryumf reakcji".

Podkreśliła, że gdyby nie chruszczowowska odwilż, nie byłoby przemian lat 90-tych ani wydarzeń, które rozegrały się już XXI w. w Gruzji, na Ukrainie, w Armenii czy teraz na Białorusi. "Zmiany zachodzą, tylko powoli, i czasem, jak u nas, boleśnie" - powiedziała.

Pisarka, która weszła w skład białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, zapewniła, że wbrew zarzutom Alaksandra Łukaszenki opozycja nie chciała robić przewrotu. "Celem było osiągnięcie zgody w społeczeństwie i za zgodą władz wykonanie przejścia do wolnych wyborów i bardziej demokratycznego stanu społeczeństwa" - oznajmiła.

Jej zdaniem Rada Koordynacyjna, której wielu członków wyjechało za granicę lub siedzi w areszcie, stanowi coś w rodzaju "moralnej podpory sił opozycyjnych".

Według niej rywalka Alaksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich z 9 sierpnia Swiatłana Cichanouska rozwiązuje obecnie międzynarodowe problemy opozycyjnego ruchu białoruskiego. "Uważam, że robi to za każdym razem dobrze. Na naszych oczach wyrosła polityk klasy międzynarodowej. Prowadzi rozmowy wysokiego szczebla i znakomicie dobiera zespół z bardzo ciekawych osób, jest w nim na przykład Franak Wiaczorka" - oznajmiła noblistka.

Zaznaczyła, że działalność poszczególnych struktur opozycyjnych uzupełnia się nawzajem, co odpowiada sieciowemu kontekstowi współczesnego życia. "Jest to związane nie tylko z nowymi technologiami, ale i z tym, że mamy dość autorytarnej władzy, autorytarnych przywódców. Ludzie instynktownie szukają innych dróg" - powiedziała.

Według niej Łukaszenka nadal cieszy się w kraju pewnym poparciem i gdyby teraz odbyły się wybory, otrzymałby około 20 proc. głosów. "Szczególnie na prowincji naród nie jest zdolny do szybkich przeobrażeń. Zaczął się już budzić, ale w wielkich miastach odbyło się to znacznie szybciej" - powiedziała.

Podkreśliła, że choć część emerytów wychodzi na protesty, to inna część boi się przemian. "Ich więź z Łukaszenką urzeczywistnia się poprzez ich przeszłe życie. W porównaniu z tym, co było za Stalina, ich minione życie było z ich punktu widzenia niezłe. Ale myślę, że także ci ludzie(…) w okamgnieniu przeszliby przemianę, gdyby zwyciężyła nowa Białoruś. Bo każdy człowiek, nawet jeśli sam nie może żyć nowym życiem, pragnąłby go dla swych dzieci i wnuków" - oceniła.

"Przed nami wiele wyzwań. Jednym z nich jest zagrożenie ze strony Łukaszenki. Ale istnieje też ryzyko, że nasz mały kraj znajdzie się pod silnym wpływem geopolitycznym wielkiego kraju" - podkreśliła.

Pytana o postawę Rosji wobec wydarzeń na Białorusi Aleksijewicz powiedziała, że nie uważa, by Rosja stała po stronie Łukaszenki. "Ona stoi po swej własnej stronie. Ruch narodowy Białorusinów ją zaskoczył. Nie była na to gotowa. Ale nie podoba się jej także obecne zachowanie Łukaszenki, kiedy ulice naszych miast przypominają plac działań bojowych. Rosja będzie szukać innego wyjścia" - oceniła.

"Mam nadzieję, że nie staniemy się rosyjską gubernią i zachowamy samodzielne państwo. Jednakże Rosja w każdym przypadku będzie odgrywać ogromną rolę w naszym życiu" - powiedziała.

Pytana, czy nie zaskakuje jej, że obecny protest na Białorusi jest rosyjskojęzyczny, noblistka przypomniała, że większość mieszkańców kraju mówi po rosyjsku. Za ciekawy fenomen uznała natomiast fakt, że choć ludzie mówią po rosyjsku, to mają białoruską świadomość. "Chcą żyć w odrębnym kraju, Białorusi, mieć własną flagę, własną historię" - zaznaczyła.

Aleksijewicz zwróciła uwagę na brutalność obecnych represji, które dotknęły 27 tys. ludzi, przy czym była to najlepsza część społeczeństwa: studenci, profesorowie, lekarze, nauczyciele, inżynierowie. "Łukaszenka zadał narodowi ogromną traumę. I naród mu tego nie daruje" - powiedziała.

Noblistka pod koniec września wyjechała do Niemiec, choć według jej współpracownika wyjazd ten nie był związany ze sprawami politycznymi. Na początku października pisarka powiedziała, że nie planuje pozostać na emigracji i zamierza wrócić na Białoruś, choć obawia się, czy władze wpuszczą ją do kraju.

Źródło:

PAP