EN
25.11.2021, 11:01 Wersja do druku

„Stulek” był Jej teatralnym przewodnikiem…

13 listopada 2021 roku w wieku 84 lat odeszła wspaniała poznańska aktorka Irena Grzonka. Przez 62 lata występowała na scenach polskich miast: Wrocławia, Zielonej Góry, Białegostoku, Szczecina, Krakowa, Bydgoszczy i Poznania. W roku 1976 zamieszkała w Poznaniu – już do końca życia.  Grała na obydwu znanych scenach stolicy Wielkopolski, ale etatem związana była przez długie lata z Teatrem Polskim (1976 – 2008).

fot. mat. teatru

O jej teatralnych losach w dużej mierze zaważyło spotkanie z tandemem dyrektorskim „H+O”, tzn. ze Stanisławem Hebanowskim i Markiem Okopińskim – najpierw w Teatrze Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (w latach 1960 – 63), a następnie w Teatrze Polskim w Poznaniu (1963 – 67). Stanisław Hebanowski od 1948 roku był kierownikiem literackim tego teatru. Ten starszy od Pani Ireny o 25 lat reżyser teatralny, prozaik, tłumacz, krytyk literacki i teatralny lubił się bratać z ludźmi swojego środowiska – niezależnie od ich wieku – nazywany był powszechnie „Stulkiem” (od swojego imienia). „Stulek” był dla Pani Ireny najwyższym autorytetem, darzyła go też wielką teatralną miłością. Sama Pani Irena tak wspominała Stanisława Hebanowskiego w wywiadzie radiowym:

Irena Grzonka: Bardzo kochałam Stulka, był zawsze na widowni, wszystko o każdej roli wiedział, można było do niego podejść – no, był aniołem! To jest cały Stulo Hebanowski, po prostu anioł - ochraniał nas. Wiedział, że Teatr jest okrutny, potrafi nagle w pięć minut zlikwidować człowieka… ( Radio Poznań FM, „Spotkania z kulturą” pod reakcja Barbary Miczko-Mach, 21.11.2021 r.)

Dziadek „Stulka” – również Stanisław Hebanowski - był architektem, i to według jego projektu został pobudowany w roku 1975 Teatr Polski w Poznaniu. „Stulek” został pochowany obok swojego dziadka w rodzinnym Gieczu. Pani Irena występowała na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu przez ponad ćwierć wieku, a Jej „Stulek” był przez blisko 20 lat kierownikiem literackim tej sceny.

Irena Grzonka: Stulo to był taki kierownik literacki, który tłumaczył sztuki z innych języków. I któregoś dnia złapał mnie za rękę i mówi: „Chodź, Irenko, mam ci coś do powiedzenia! Ja teraz tłumaczę <Dziecinnych kochanków> Crommelyncka i tam jest Marie-Henriette – taka postać, która miała dwa imiona. I ty i Malanowicz będziecie właśnie tymi dziecinnymi kochankami. I dla ciebie…” I on właśnie tak robił, że dla wybranych osób, dla konkretnych aktorów tłumaczył konkretne sztuki, i wiedział kto jak mu to zagra. Tak, że byłam taka dumna! Mówię, „Stulo, jaka ja jestem dumna, że o mnie pomyślałeś! I myślisz o mnie, jak tłumaczysz tę Marie-Henriette?” On mówi: „No pewnie, nawet wiem, jakie miny będziesz robiła!” ( Radio Poznań FM, „Spotkania z kulturą” pod reakcja Barbary Miczko-Mach, 21.11.2021 r.)

Los zdarzył, że wpisałem się w tę teatralną drogę, którą przebyła Pani Irena „idąc za Stulkiem” do Poznania. Najpierw, w 32 lata po tym, jak Pani Irena została aktorką Teatru Ziemi Lubuskiej i w 31 lat po tym, jak duet „H+O” rozpoczął swój okres zielonogórski, zostałem dyrektorem Teatru Lubuskiego. (Żeby tych zbieżności było więcej, warto wspomnieć, że przewodniczącym komisji konkursowej na dyrekcję w T. Lubuskim i jej decydującym głosem, był w 1991 roku… Marek Okopiński, czyli zielonogórski dyrektor Pani Ireny!) Moja dyrekcja w Zielonej Górze trwała 5 lat i wiązała się z licznymi dowodami pamięci o „Stulku” (wystawienie „Antygony” i sceniczne czytanie „Przedziwnego kochanka” Pierre Corneille w jego tłumaczeniu oraz nazwanie Sceny Kameralnej imieniem Stanisława Hebanowskiego), a w roku 1998 poznałem Panią Irenę w Teatrze Polskim w Poznaniu jako… Jej dyrektor.

Aktorka tak wspominała to spotkanie z nowym dyrektorem: Przyszłam na rozmowę, bo jak przychodzi nowy dyrektor, to musisz z nim porozmawiać, czy on cię chce, czy nie chce, no, wypada się przedstawić. Jak przyszłam, to mówię: „Co ja temu człowiekowi powiem? On mnie nie zna, ja go nie znam. Co ja mam mu powiedzieć? No – mówię – powiem mu prawdę!” I tak siedzę na tym stołku, patrzę na niego, a serce mi już waliło, bo Mrówczyński już mi dziękował, jak zostawał dyrektorem. Mówię: „Boże, jak ten mi też podziękuje, to gdzie ja pójdę, co ja będę robiła?!”. Nigdy nie miałam poczucia bezpieczeństwa żadnego, nikt mnie nie ochraniał. No, i mówię do tego nowego dyrektora: „Panie dyrektorze, no, cóż ja mogę panu powiedzieć? Ja mogę panu powiedzieć, że ja jestem „ostatnia Stulkowa” w tym teatrze. Ja patrzę a on wstaje, podchodzi do mnie, obejmuje mnie i mówi: „Jak pani jest ostatnia Stulkowa, to ja panią już kocham! /śmiech/ Tak jakby jakiś kamień się urwał i poczułam ulgę, że nie będę się musiała wyprowadzać, ani…( Radio Poznań FM, „Spotkania z kulturą” pod reakcja Barbary Miczko-Mach, 21.11.2021 r.) Okazało się, że wspólnym wyznacznikiem pięknego Teatru był dla nas obojga Stanisław „Stulek” Hebanowski.

Teatr Polski w Poznaniu za czasów H+O nie musiał mieć bufetu, bo po drugiej stronie ulicy 27 Grudnia, przy której stał znajdowała się restauracja „Smakosz”, gdzie zasiadał „Stulek” i jego aktorzy a teatralny inspicjent doskonale wiedział, że tutaj powinien ich szukać. W końcu XX wieku „Smakosza” już nie było, więc w roku 1998, jako nowy dyrektor uznałem, że bufet - jako klub środowiska teatralnego Poznania, z małą sceną - należy w Teatrze Polskim uruchomić. Nazwaliśmy go „U Stula” (forma „Stulek” wydawała się nam, może niesłusznie, zbyt poufała). Pani Irena była tym pomysłem zachwycona, a kiedy popiersie Jej ukochanego „Stulka” zostało ustawione w centralnym miejscu teatralnego foyer i witało naszych widzów, Pani Irena była w siódmym niebie (tak jak jest w nim teraz). Podobało się Jej to „hołdowanie” Hebanowskiemu. Był rok 1999.

Irena Grzonka: I któregoś dnia dowiedziałam się – dyrektorem był Waldemar Matuszewski – że jedziemy do Giecza grać „Antygonę” w tłumaczeniu Stula Hebanowskiego. Ten placyk przy drewnianym kościółku, na którym graliśmy „Antygonę” wieczorem… - późno, ciemno, zapaliły się światła, piękne oświetlenie było zrobione, reflektory zrobiły ogromny nastrój. A ten plac wyglądał tak…, bo to były kamienie wbite w ziemię [to było stanowisko archeologiczne – W.M.], a to tak w tym oświetleniu wyglądało, jakby to były ludzkie czaszki, tak jakbyśmy tę „Antygonę” grali na tych czaszkach… Byłam tak wzruszona, bo Stulek leżał [na tym wiejskim cmentarzyku – W.M.] niedaleko! On mnie słyszał, w jego tłumaczeniu graliśmy. Byłam tak szczęśliwa, że tam w tym Gieczu właśnie tę „Antygonę” zagraliśmy, że Stulo mnie słyszał i on na pewno mnie słyszał! ( Radio Poznań FM, „Spotkania z kulturą” pod reakcja Barbary Miczko-Mach, 21.11.2021 r.)

Pani Irena występowała jako Chór, po całkowitym upadku Kreona kończyła spektakl słowami Sofoklesa-Hebanowskiego:

Mądrości, jedyne źródło szczęścia!

Ludzie, zuchwali w swej dumie,

chcieliby dorównać nieśmiertelnym.

Za późno los otwiera im oczy.

Za późno, u schyłku swoich dni, poznają ciebie,

mądrości, jedyne źródło szczęścia.

LINK DO AUDYCJI O IRENIE GRZONCE

Źródło:

Materiał nadesłany