22.03.2021, 11:16 Wersja do druku

Sprawdzian

Skoro, Droga Madeleine, dopytujesz, czy w Polsce można przedłużyć kadencję dyrektora teatru bez ogłaszania konkursu, to spieszę wyjaśnić, że nasze prawo przewiduje taką możliwość. Przepis ten stworzono zapewne ze względu na wybitnych twórców, prowadzących autorski teatr, których odwoływanie z dyrektorskich stanowisk byłoby prawdziwą stratą dla naszej kultury.

Czy mogłabyś sobie na przykład wyobrazić, że któregoś poranka przy kawie czytamy, iż podlascy notable nie zdecydowali się prolongować dyrekcji Piotra Tomaszuka i że rozglądają się za kimś, kto mając jakieś pięć lat doświadczenia w zarządzaniu instytucją kultury, chciałby przejąć kierownictwo Teatru Wierszalin? Przyznać mi musisz, że przywołany przykład wydaje się nie tylko absurdalny, ale możliwość jego realizacji budzi nasz głęboki sprzeciw.

Fot. Mat. teatru

Zechciej sobie przeto, Droga Madeleine, wyobrazić, co poczułem, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że zarząd województwa dolnośląskiego nie zamierza przedłużyć kadencji wieloletniemu dyrektorowi Teatru im. Heleny Modrzejewskiej Jackowi Głombowi i że zdecydował się ogłosić konkurs na to stanowisko.

Nie bardzo wiem, na ile świadoma jesteś rangi artystycznej sceny kierowanej od ponad ćwierć wieku przez tego niezwykle interesującego twórcę, ale dla każdego mieszkańca Polski, który cokolwiek interesuje się teatrem, Jacek Głomb jest artystyczną i dyrektorską legendą, człowiekiem, który prowincjonalną scenę zdołał przemienić w jeden z najjaśniejszych punktów na teatralnej mapie naszego kraju. A wypada mi od razu wytłumaczyć, że jaśniejący nie tylko dlatego, że dysponujący świetnym zespołem oraz własnym stylem artystycznym, ale również dlatego, że stanowiący miejsce, w którym to, co lokalne, podnoszone jest do rangi uniwersalnego, a to, co zaś ponadczasowe, przekładane na język współgrający z aktualnymi czasami. Innymi słowy Jackowi Głombowi udało się tak ukształtować legnicki teatr, że jest on atrakcyjny i dla lokalnych mieszkańców, i dla pielgrzymujących doń teatromanów.

Wspomniałem powyżej, że zasługą dyrektora jest również skompletowanie wyśmienitego zespołu, złożonego z aktorskich osobowości, niekiedy zresztą obdarzonych dodatkowymi jeszcze talentami. Dość chyba przywołać Magdę Drab, która nie tylko jest uzdolnioną aktorką i reżyserką, ale jednocześnie dała się poznać jako dobrze zapowiadająca się dramatopisarka. A przecież to tylko jeden z przykładów…

Dowodem jakości legnickiego teatru jest także repertuar, w którym pojawiają się i wystawienia dzieł klasyki światowej oraz polskiej, i utwory współczesne, niekiedy zresztą stworzone przez dramatopisarzy związanych z tą właśnie sceną. Do tego wszystkiego zechciej, Droga Madeleine, dołożyć oryginalną stylistykę wypracowaną przez Jacka Głomba jako reżysera. I zsumowawszy to wszystko, odpowiedz: czyż nie jest w interesie polskiej kultury, aby tak uzdolniony twórca jak najdłużej kierował sceną, której poświęcił już niemal trzy dekady swojego życia?

Trzeba by mieć możliwość zajrzenia do umysłów lokalnych urzędników, aby zrozumieć, czemu dolnośląski urząd marszałkowski zdecydował się na ogłoszenie konkursu i jak sobie dalej wyobraża losy Teatru im. Heleny Modrzejewskiej. Czy ma to być sprawdzian dla wieloletniego dyrektora podyktowany chęcią zachowywania demokratycznych procedur? A może jest to próba pogrożenia palcem niepokornemu twórcy, który, tak się bowiem złożyło, ma odmienne poglądy polityczne niż przywołani notable i niemałą skłonność do ich wyrażania? A może, o zgrozo, jest to wotum nieufności, za którym idzie chęć przejęcia legnickiej sceny i umieszczenia w dyrektorskim fotelu kogoś, z kim łatwiej można by sobie ułożyć „współpracę”?

Jakby nie było, ogłoszenie tego akurat konkursu budzi poważny sprzeciw ludzi związanych z polskim życiem teatralnym, którzy woleliby, aby Jacek Głomb miał możliwość kontynuowania swej misji, póki sam nie uzna, że przyszła pora, aby ją zakończyć. W obronie legnickiego dyrektora stanął zespół, przedstawiciele innych teatrów oraz liczni reprezentanci naszego środowiska. A sam dyrektor obiecał, że zgłosi swoją kandydaturę do konkursu.

Jak widzisz, Droga Madeleine, przywołana przeze mnie historia skłania do niespokojnego oczekiwania na jej zakończenie. I jakkolwiek muszę Ci się przyznać, że odczuwam lęk, jak się też ona zakończy, to jednocześnie towarzyszy mi nadzieja, iż po przykrych perypetiach doczekamy się szczęśliwego zakończenia. Decyzję w sprawie losów Teatru Modrzejewskiej podejmie przecież konkursowa komisja, więc jeszcze możemy liczyć, że będzie to decyzja uczciwa i odważna. Że w wyniku tej decyzji zwycięży najlepszy z kandydatów.

Nie wiemy póki co, kto ma się znaleźć wśród elektorów, ale już teraz możemy się nieco zabawić w matematyczne kalkulacje. Trzech reprezentantów tak zwanego organizatora teatru będzie być może przeciwko przedłużeniu kadencji obecnego dyrektora. Dwóch przedstawicieli związków działających w teatrze oraz dwóch przedstawicieli organizacji środowiskowych zagłosuje najprawdopodobniej za nim (no chyba, że wśród kandydatów znajdzie się nieoczekiwanie na przykład ktoś pokroju Kornéla Mundruczó, kto nad Jackiem Głombem miałby niejaką przewagę). Jakby nie było, może się okazać, że rozstrzygający głos będą mieli więc reprezentanci Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. I to chyba właśnie budzi moją nadzieję, bo trudno byłoby mi przypuszczać, aby delegaci tego właśnie ministerstwa nie mieli świadomości, kim dla legnickiej sceny jest Jacek Głomb i jak trudno byłoby zastąpić go poprzez inną kandydaturę.

Oczywiście nie zawsze matematyczne kalkulacje przekładają się na realny przebieg wypadków, podczas których zdarzać się mogą nieoczekiwane wydarzenia, układziki w obronie rozmaitych interesików czy nawet zakulisowe naciski. Wyniki konkursów, jak wiemy z praktyki, potrafią być zupełnie nieoczekiwane. I choć rzadko zapewne się zdarza, aby ktoś z członków komisji zagłosował na kandydata, do którego nie ma przekonania, to czyż nie czuliśmy się zaskoczeni, dowiadując się, że albo część z członków, albo i cała komisja nie zdecydowała się na rekomendowanie którejkolwiek z osób stawających do konkursu? Jeżeli programy kandydatów rzeczywiście nie dawały żadnych nadziei na sensowną działalność instytucji, do której kierownictwa aspirowali, to decyzja komisji może wydać się nie tylko uzasadniona, ale i słuszna. Cóż jednak myśleć o tych sytuacjach, gdy elektorzy wstrzymywali się od głosu, mimo że było w kim i w czym wybierać?

Tak właśnie sądzę, Droga Madeleine, że o ile konkursy są dobrą demokratyczną procedurą, o tyle natura ludzka daleka jest od doskonałości i skłonna niestety do tchórzostwa, konformizmu czy cynicznego politykierstwa. Ale kończąc ten list, odwołam się znów do nadziei. Ufam bowiem, że ci, którzy zdecydują o wyborze dyrektora legnickiego teatru będą pamiętać, iż konkurs stanowi sprawdzian nie tylko dla zdających, ale w wyższym jeszcze stopniu dla samych egzaminatorów.

Tytuł oryginalny

Sprawdzian

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Patryk Kencki

Data:

18.03.2021