Logo
Recenzje

Spragnieni miłości

11.12.2025, 16:05 Wersja do druku

„Złe wychowanie” Huberta Sulimy w reż. Jędrzeja Piaskowskiego z Teatru im. Jaracza w Olsztynie na 18. Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

fot. Karolina Jóźwiak

Nie umiem chwalić przedstawień. Zwykle brzmi to tak, jakbym się nabijał albo pierdolił od rzeczy. Ustalmy zatem od razu, że jeden raz w życiu napiszę coś na poważnie.

Spektakl jest przepiękny.

Dawno nie widziałem czegoś równie totalnego. W tym roku tylko dwa dzieła tak mocno mnie poruszyły: Późna wiosna (1949) Yasujirō Ozu i Mandarynka (2015) Seana Bakera. Złe wychowanie (2025) Jędrzeja Piaskowskiego zasługuje na coś więcej niż moje pierdnięcie w materiałach nadesłanych. Trzeba by napisać na przykład esej do „Więzi”. Recenzja już była.

Satyra na duchowieństwo, antyklerykalna farsa, lecz o stawce dużo większej niż udatne śmieszkowanie, które wspaniale im wyszło. Ja i chór kolegów z branży uśmialiśmy się jak norki. Aż przyszły ostatnie sceny i wtedy to już wcale nie było zabawne. Zatkało mnie ze wzruszenia.

Dzieło, jak Ciało Bożeny, cokolwiek inspirowane strzępkowym Andrzejem – no i bardzo dobrze. Czerpać inspirację z tekstów Demirskiego to jest zawsze dobry pomysł. Scenariusz żre w ch**. Czas przeprosić się z Olsztynem, który kiedyś obrzygałem za cieniutkie Panny z Wilka.

Nie wiem, czy to zgodne z intencją artystów, lecz wyszło im dzieło jawnie chrześcijańskie. Mądre, budujące, cudne, wielkoduszne. Nie chcę tego zamknąć serią przymiotników, które brzmią jak pustosłowie. Polski antyklerykalizm wreszcie wyrósł z pieluch, zostawił za sobą etap prowokacjo-profanacji. Kiedyś, gdy przemyślę sprawę i wreszcie zrozumiem, co właściwie obejrzałem, może wrócę do tematu. Tymczasem tylko nadmienię, że jestem wierzący i należę do podgrupy zwanej katogeje.

Aktorstwo najwyższej próby. Scena rozmowy z pogotowiem na poziomie 4:48. W sprawie sceny orgii zapytałem znawców, czy na haju postorgazmowo-postchemseksowym faktycznie tak się pierdoli. Potwierdzili. 

Nie miało znaczenia, że Scena Kameralna Starego Teatru to nienajszczęśliwsze venue dla tego spektaklu. Dekor, mimo że przesuwny, ledwo się tam zmieścił. Dostawiono rzędy z przodu, więc nie widziałem spektaklu, że tak powiem, od pasa w dół, lecz półniewidzialność nie stanowiła w tym wypadku najmniejszej przeszkody. Tylko kiepskiej baletnicy wadzi rąbek u spódnicy. Apel do jurorów Boskiej w sprawie tego przedstawienia: wiecie, co z nim zrobić.

O czym jest to dzieło? O obłudzie, owszem, ale też o strachu, który kończy się obłudą, o bliskości, o miłości i o pragnieniu miłości.

Spektakl jest przepiękny.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także