28.06.2021, 15:54 Wersja do druku

Spowiedź Salieriego

"Amadeusz" Petera Shaffera w reż. Norberta Rakowskiego w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Pisze Magdalena Mikrut-Majeranek w portalu Teatrologia.info

Amadeusz Petera Shaffera to dramat geniusza zniszczonego przez zazdrość innych. Do tej pory wiele osób znało Mozarta przez pryzmat jego twórczości. Teatr Miejski w Gliwicach postanowił przybliżyć historię jego osobistego życia, które niekoniecznie było usłane różami, i uczynił to po mistrzowsku. Ostatnia premiera pozostanie w pamięci na długo.

Spektakl to teatralna retrospekcja wydarzeń, które rozegrały się w XVIII wieku. Przedstawia nie tylko dramat Mozarta, ale i zmagania z przeszłością Antonia Salieriego, który pełni tu funkcję narratora. Ten włoski kompozytor i pedagog swoje najlepsze lata spędził w Wiedniu jako nadworny kapelmistrz opery włoskiej przy dworze cesarskim Habsburgów. Doceniany przez możnych i popularny wśród uczniów Salieri wiódł wystawne życie. Miał olbrzymi wpływ na rozwój XVIII-wiecznej opery i kształtowanie się teatru muzycznego. To właśnie on odpowiadał za muzyczną oprawę Kongresu Wiedeńskiego, a jego patronem był sam cesarz Józef II. Nie można mu odmówić talentu i artystycznej płodności, skomponował bowiem 39 oper oraz wiele symfonii, kantat, mszy i oratoriów. Z czasem jednak jego muzyka wyszła z mody. Po obejrzeniu gliwickiego spektaklu może się wydawać, że kompozytor miał jednak pewien kompleks, a nazywał się on Wolfgang Amadeusz Mozart. Kiedy kapelmistrz zrozumiał jak wielki to geniusz, postanowił się go pozbyć, sukcesywnie uprzykrzając mu życie. Dzieje Salieriego poznajemy już na samym początku spektaklu, kiedy – jako starzec – wprowadza widza w zawiłości opowiadanej historii, którą przedstawia z własnej perspektywy. Szybko okazuje się, że snuta opowieść staje się jedynie pretekstem do refleksji nad losem twórcy – nie tylko tego sprzed wieków, ale i współczesnego.

fot. Jeremi Astaszow

Czy przedstawiona relacja Salieriego z Mozartem jest prawdziwa? Czy jeden z klasyków wiedeńskich został zadręczony przez kolegę po fachu? Lata mijały, a wokół postaci Mozarta zaczęły powstawać liczne legendy. Jedną z nich jest kwestia rywalizacji między nim a Salierim. Temat ten podjął Aleksander Puszkin, tworząc sztukę Mozart i Salieri, z kolei Nikołaj Rimski-Korsakow skomponował operę o tym samym tytule, a Peter Shaffer w 1979 – sztukę teatralną Amadeus, którą wielu czytelników z pewnością zna ze zekranizowanej wersji w reżyserii Miloša Formana. Gliwicki spektakl oparty jest właśnie na sztuce Shaffera w tłumaczeniu Bogumiła Trelkowskiego. Prapremiera tej sztuki w Polsce została przygotowana przez Romana Polańskiego z Tadeuszem Łomnickim w roli Salieriego i samym reżyserem w roli tytułowej, w Teatrze na Woli w 1981 roku, i dopiero trzy lata później zekranizował ją Forman. Zatem do kwestii historycznej podejdźmy z rozsądkiem i pewną dozą dystansu. Zgadzają się oczywiście przedstawione postaci, ślub z Konstancją Weber, z którą miał sześcioro dzieci, a ona sama często wyjeżdżała do uzdrowiska w Baden, co zostało przedstawione, jednak sam konflikt dramatyczny to licentia poetica dramatopisarza. Wiadomo jednak, że Salieri w ostatnich dniach swego życia cierpiał na demencję i w majakach miał wyznać, że to on jest winny śmierci swego największego antagonisty, czyli Mozarta. I to ten fakt stał się kanwą do stworzenia scenicznej historii.

Amadeusz w reżyserii Norberta Rakowskiego to sprawnie opowiedziana historia o człowieku, zawiści, konflikcie i potrzebie zrozumienia. To dramat stłamszonej jednostki, ale narrację można czytać wielopoziomowo, odnajdując w niej ukryte sensy i uniwersalne nawiązania. Choć fabuła dotyczy Salieriego i Mozarta, to sam przedstawiony tu mechanizm można odnieść także do współczesności, w tym m.in. mobbingu, a także stalkingu, gdy Salieri w przebraniu nachodził swego scenicznego wroga, utwierdzając go w przekonaniu, że oto ukazuje mu się demon, odliczający mu dni do śmierci. Konstatacja płynąca z finału nie podnosi na duchu. Minęły bowiem dwa wieki, a pewne sprawy nadal się nie zmieniły – czy i dziś, aby zrobić karierę, nie potrzeba wkraść się w łaski protektora?

fot. Jeremi Astaszow

Ważną kwestią poruszoną w spektaklu są relacje z ludźmi i Bogiem, konflikt z ojcem czy konkurentem oraz sposoby oswajania ludzkich lęków i przyjmowanie porażek zesłanych przez los. Rakowski umiejętnie stopniuje napięcie, dozując odsłanianie kolejnych faktów z życia dwóch kompozytorów. Krok po kroku dokonuje ich rekonstrukcji niczym Herkules Poirot z kart kryminałów Agathy Christie. W spektaklu nie brakuje też elementów komicznych, jak choćby pozbawiona muzyki próba Wesela Figara. Z kolei scena pisania mszy żałobnej na zlecenie tajemniczej postaci to majstersztyk.

Kluczowym komponentem przedstawienia jest doskonale dobrana muzyka. Układ elementów wokalno-instrumentalnych przypomina dobrze napisaną partyturę. Historia Mozarta i Salieriego rozpoczyna się od motywu muzycznego przywodzącego na myśl nastrajanie instrumentów. Jest Adagio E-dur na skrzypce i fortepian, później wsłuchujemy się w takty kolejnych oper tworzonych przez Mozarta, w symfonie i koncerty, aż dochodzimy do Lacrimosa z Requiem d-moll, mszy żałobnej, która wieńczy dzieło. Amadeusz świetnie koresponduje ze spektaklem baletowym (sic!) Requiem d-moll Mozarta, w choreografii Jacka Tyskiego, który miał swoją premierę na deskach Opery Śląskiej 19 marca 2021 roku. Choreograf postanowił rozpisać mszę żałobną na język ciała, podejmując się karkołomnego zadania. Efekt był piorunujący!

W klimat XVIII wieku wprowadza oryginalna scenografia Marii Jankowskiej. Oprawa jest prosta, acz wymowna, metaforyczna i niezwykle funkcjonalna. Oddaje realia ówczesnego Wiednia i pozwala na zanurzenie się w świecie bohaterów. W scenie otwarcia przestrzeń gry zasłania dekoracja przypominająca nadpaloną, starą kartkę. Przez wypaloną dziurę można dostrzec sylwetkę starca – narratora. W kolejnej scenie element ten został podniesiony do góry, a dzięki odpowiedniemu oświetleniu konstrukcja ta przypomina dziurę w niebiosach – wszak Salieri prowadzi bluźnierczą dysputę z Bogiem, który poskąpił mu takiego talentu, jakim obdarzył Mozarta.

Całości dopełniają kostiumy Krystiana Szymczaka, które przywodzą na myśl stroje noszone przez wiedeńskie elegantki, a jednak inne, zrezygnowano bowiem z palety barw obejmującej róże, odcienie niebieskiego i zielonego oraz urozmaiconych faktur, wybierając monochromatyzm. Ciężkie robrony z jedwabiu, sukno czy kamlot brukselski zamieniono na zwiewny tiul. Z kolei panowie odziani są we fraki, kuloty, kamizelki i koronkowe żaboty, a nawet pończochy – a wszystko, poza tymi ostatnimi, również z tiulu! Bohaterowie noszą także kunsztownie ułożone peruki, które w XVIII wieku były oznaką wysokiego statusu społecznego.

Rakowski świetnie dobrał też obsadę. Mozart w interpretacji Mateusza Trzmiela, znanego gliwickiej publiczności z roli Wampira w spektaklu opartym na autorskim tekście Agaty Biziuk Wpuść mnie, jest cudownym dzieckiem, bon vivantem, nieokrzepłym geniuszem, neurastenikiem, który wprawia wiedeńskie towarzystwo w konsternację swymi wulgaryzmami, sprośnymi żartami i zbytnią pewnością siebie. Trzmiel zbudował postać z krwi i kości, którą rozwija z pełną konsekwencją. Jego Mozart przechodzi bowiem metamorfozę od infantylnego seksoholika i impertynenckiego kompozytora, w którego oczach widać błysk szaleństwa, poprzez muzyka ogarniętego obsesją tworzenia, aż po zrezygnowanego i umęczonego ciągłą walką człowieka. Aktor z lekkością wpada z euforii w depresję, płacze, a po chwili cieszy się. Niczym cyrkowiec wybornie żongluje emocjami. Ot, osobowość proteuszowa. To postać wyróżniająca się na tle innych bohaterów sztuki, odstaje od nich energią, żywiołowością i pasją. Znakomicie wypadł m.in. w scenie tworzenia Requiem czy próby Wesela Figara, która została pozbawiona muzyki. Jednym słowem, swoją partię rozegrał koncertowo. Wielkie brawa!

fot. Jeremi Astaszow

Z kolei Salieri Błażeja Wójcika to machiaweliczny, przebiegły intrygant, który knuje misterny plan mający na celu pozbycie się młodego geniusza. Z metodyczną konsekwencją realizuje swój zamiar, kurtuazyjnie uśmiechając się do ofiary. Wójcik otrzymał trudne zadanie, bowiem nie schodzi ze sceny. Ba! Cała historia opowiedziana jest z jego perspektywy – jest on zarazem narratorem, jak i jednym z bohaterów. Mruga do widzów, burząc czwartą ścianę, i zaprasza ich do świata dramatu. To my, widzowie, z obserwatorów stajemy się sędziami, którzy wydają wyrok na umierającego kompozytora. Wójcik genialnie gra zarówno zatroskanego przyjaciela, jak i powiernika, aby za chwilę przeobrazić się w mistrza zbrodni. Z łatwością zmienia goffmanowskie maski, wchodząc w kolejne role. W finale, prosząc o zrozumienie, nie przebaczenie, kona powoli, żegnając się ze światem i dzieląc się swoją historią. Scena ta przypomina nieco ars moriendi rodem ze średniowiecznych eposów. To klamra kompozycyjna otwierająca i zamykająca sztukę. Symboliczna, udramatyzowana.

Świetnie wypadł też Krzysztof Prałat jako zmanierowany, znudzony życiem Józef II – cesarz Austrii. Tym razem aktor zbudował postać powściągliwą do granic możliwości, trzymającą na wodzy mimikę, cedzącą słowa z niezwykłą starannością.

Amadeusz to synergia słowa, muzyki i dekoracji. Ciekawy koncept inscenizacyjny w połączeniu ze skrojoną na miarę scenografią, kostiumami, reżyserią świateł i grą aktorską sprawiają, że Gliwice zyskały kolejną repertuarową perełkę. Dramaturgia przypomina konstrukcję kryminału – wciąga, trzyma w napięciu do ostatniej chwili, w której następuje katharsis.

Amadeusz. Autor: Peter Shaffer; tłumaczenie: Bogumił Trelkowski; reżyseria: Norbert Rakowski; dramaturgia i opracowanie tekstu: Hubert Sulima; scenografia: Maria Jankowska; kostiumy: Krystian Szymczak; opracowanie muzyczne: Marcin Partyka; reżyseria światła: Bogumił Palewicz; ruch sceniczny: Witold Jurewicz, Marlena Bełdzikowska; wizualizacje: Wojtek Kapela. Obsada: Karolina Olga Burek, Anna Maria Moś, Katarzyna Wysłucha, Przemysław Chojęta, Rafał Domagała, Mariusz Galilejczyk, Cezary Jabłoński, Łukasz Kucharzewski, Maciej Piasny, Krzysztof Prałat, Mirosław Rakowski, Kornel Sadowski, Mateusz Trzmiel, Błażej Wójcik. Teatr Miejski w Gliwicach, premiera 17czerwca 2021.

Tytuł oryginalny

Spowiedź Salieriego

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Magdalena Mikrut-Majeranek

Data:

24.06.2021