Charakterystyczne dla Trybuły stają się zatrzymania, momenty pauzy, które utrzymują jej ciało w napięciu, skupieniu i pozostają centrum jej choreografii. O performansie Ilony Trybuły w ramach cyklu Autoportret choreograficzny w Mazowieckim Instytucie Kultury pisze Michalina Spychała.
forma
Cykl autoportretów choreograficznych w Mazowieckim Instytucie Kultury jest cennym punktem zarówno dla widowni, jak i tworzących osób. Unikalny charakter wydarzenia to gest wolności, ale i nietypowego rodzaju wdzięczności kierowanej do osób choreograficznych. Chcę przez to zaznaczyć, że fakt oddania przestrzeni do opowiedzenia o swojej praktyce jest jasnym okazaniem wsparcia i ciekawości względem pracy, jak i samej osoby tworzącej. Daje to możliwość poznania bliżej konkretnego sposobu myślenia o unikalnych cechach wytwarzanej przez lata praktyki. Dzięki oddaniu wszystkich decyzji w sprawie formy, treści, zapraszanych performerów – artystce zaproszonej w ramach wrześniowej odsłony, możemy oglądać w jaki sposób podejmuje decyzje i jak chce się sama przedstawić, co jest najistotniejsze, a co woli pominąć albo wręcz brutalnie wyrzucić. Dlatego autoportret choreograficzny wcale nie musi być choreografią, tańcem ani performansem solo, może to być warsztat, wykład performatywny, dialog, duet albo grupowa improwizacja. Brak ograniczeń sprawia, że ten format jest działającym zaproszeniem do spokojnego i otwartego opowiedzenia o swojej choreografii i osobie, która ją generuje. Stąd warto przyjrzeć się łańcuchowi decyzji, które pokazują sam proces pracy choreografki, a co za tym idzie jej prawdziwą pracę, której jedynie końcówkę możemy obserwować. Dlatego nie same ruchy czy słowa są punktem interpretacji a osoby zaproszone do współpracy, czy wybór rekwizytów, każda decyzja jest odzwierciedleniem sposobu patrzenia na swoją osobistą sztukę. I tak możemy obserwować nowe pomysły na partycypację widza albo jego edukację, czy wciągnięcie w magię ruchu wytwarzanego podczas improwizacji. Niespotykanym jest by otrzymać tyle wolności względem obu stron uczestniczących w wydarzeniu. Podkreślić warto autonomiczność osób choreograficznych, które mogą wykorzystać tę przestrzeń na praktykę a nie konkretnie wytwarzanie czegoś nowego, umacniają w ten sposób swój warsztat i mogą podzielić się nim w otwartej strukturze z zainteresowanymi.
zeszyty
Autoportret Ilony Trybuły przedstawiony dwudziestego piątego września ukazał pracę z tą niespotykaną formą a w tym przypadku ze skomplikowanym poczuciem obowiązku wobec samej siebie jako osoby artystycznej, która musi wybrać jak chciałaby o sobie opowiedzieć. Cały performans jest rodzajem walki pomiędzy chęcią szczegółowego przedstawienia swoich zbieranych latami odkryć a praktycznym ukazaniem tego w ruchu i udowodnieniem słuszności wypowiadanych słów. Symbolem tej niewypowiadalnej opowieści są rozstawione przez choreografkę zeszyty, które zajmują niemalże cały stół, przy którym czeka artystka. Tematyzowanie ich obecności a jednocześnie dosłowne wyciągnięcie z szuflad lat zapisanych zdań, tematów, pytań ukazuje literalnie ilość włożonej pracy, poświęconego czasu na znalezienie własnego ruchu. Choć nie mamy możliwości usłyszenia skrywanych zapisków, to sama obecność zgromadzonego archiwum praktyki dodaje jej wielowarstwowości, ponieważ za każdą stroną kryje się pomysł, który miał wpływ na ruch choreografki, która właśnie przed nami staje. Tak prosty gest, jak wyciągnięcie osobistych notatek udowadnia istotność i dosłownie zauważalną wagę samego procesu. Trybuła zdaje się wyczekiwać swojej własnej gotowości, by podzielić się z nami skrywanymi zapiskami. Jednocześnie performatywny wykład, który zaczyna snuć, jest jak opowieść ukrywająca treść, mówi ona o sednie, które jest gdzieś pomiędzy jej osobą a samym archiwum. Zarzekając się, że nie przeczyta nam ani jednego zdania z ustawionych wokół niej stron, wywołuje uczucia pożądania, irytacji i ciekawości, które ujawniają się w różnych proporcjach w trakcie trwania performansu. Droczenie się z oglądającymi pokazując im dowód, ale nie dając jednocześnie do niego dostępu buduje napięcie tajemnicy, które podkreśla ruch artystki. Proste gesty i utajenie szczegółu procesu pracy nadają jej siłę, bo nie zamierza ona opowiedzieć o całej swojej historii, nie uważa, że jest w stanie przekazać nam skutecznie jej złożoność w tak krótkim czasie. Dlatego rezygnuje z przedstawiania go a postanawia ukazać nam jedynie walkę o swoją własną pamięć praktyki. W zamian oddaje nam do oglądania strzępy choreografii, które są zaproszeniem do zderzenia się z jej obecnością w tym momencie i do odrzucenia jakiegokolwiek zrozumienia jej wielu lat pracy na rzecz docenienia jedynie tej chwili.
migotanie
Niespodziewanie kluczowym elementem performansu okazują się reflektory. Reżyseria świateł, którą Ewa Garniec na żywo kreuje w synchronizacji z improwizacją Trybuły, umacnia status jej gestów, które przestają być przerywnikiem pomiędzy strumieniem świadomości wykładanym przez artystkę a stają się potwierdzeniem jej tezy. Improwizacja w jej praktyce dlatego staje się przemyślanym, dokładnym i co nietypowe, powtarzalnym dziełem. Artystka stworzyła score, który realizuje na scenie sumiennie oraz klarownie. Jej wytrenowane gesty płynnie łączą się ze sobą niosąc ukojenie biegnącej i nieuformowanej jeszcze myśli. Przez ruch możemy zaobserwować brakujące i ukryte między zdaniami treści, czyli siłę wychodzącą z wypracowanych podczas długiej praktyki ruchów, które rodzą się z improwizacji, ale przez to, że artystka przychodzi z bardzo konkretnym tematem i planuje całe wydarzenie wcześniej nie jest to improwizacja powstająca z chwili czy ruchów współtowarzyszących osób a widzimy solowe dzieło, które składa się z rozdziałów opowiadanych tańcem. Charakterystyczne dla Trybuły stają się zatrzymania, momenty pauzy, które utrzymują jej ciało w napięciu, skupieniu i pozostają centrum jej choreografii. Nierównomierne tempo opiera się na sekwencjach wolnych ruchów, wydłużonych gestów, które zdają się ciągnąć długie minuty. Spowolnienie staje się cechą, która wpływa na odbiór całej choreografii, ponieważ nasze obserwujące ciało zdaje się dostrajać do miarowych i detalicznych gestów artystki. Nie tylko odbieramy produkowany ruch, ale możemy odczuć specyficzne uspokojenie się własnego ciała. Podkreślona przez ciepłe, maślano-żółte barwy światła sylwetka tancerki wędruje przez scenę szukając i uciekając przed zmieniającymi miejsce promieniami. Punktowo pojawiające się róże i pomarańcze podbudowują ruch, wyciągające się w górę ręce, które zaraz momentalnie spadają w dół zataczając koła i ujawniając delikatne wnętrza dłoni. Subtelne i zdecydowane gesty zatapiają się w proponowanym świetle utrzymując melancholijną atmosferę z niekonkretnymi emocjami, które otrzymujemy. Balans pomiędzy dowodem zawartym w choreografii samej w sobie a brakiem podawanych odpowiedzi pozostawia nas z buzującym uczuciem niedosytu. Praca choreografki jest jak obserwacja ruchów widzianych przez zaparowaną szybę w chłodne jesienne popołudnie, rozmazane, znikające, ale przyciągające uwagę i wzmagające ochotę na więcej tej cielesnej gry z podglądającym spojrzeniem.
Tekst powstał w ramach projektu Centralna Scena Tańca w Warszawie – edycja VI
***
koncepcja, wykonanie: Ilona Trybuła
muzyka, dźwięk, wykonanie: Adam Świtała
światło: Ewa Garniec
montaż zdjęć: Michał Mróz
zdjęcia: Marta Ankiersztejn, Katarzyna Bargiełowska, Ilona Trybuła, Sebastian Stankiewicz, Sandra Wilk
projekt: Centralna Scena Tańca w Warszawie edycja VI
organizator: Mazowiecki Instytut Kultury, Fundacja Artystyczna PERFORM
dział: Autoportret choreograficzny
kuratorka: Magdalena Chabros
współfinansowanie: m.st. Warszawa