„Spowiedź w drewnie” Jana Wilkowskiego w reż. Ryszarda Dolińskiego w Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach. Pisze Wanda Świątkowska, członkini Komisji Artystycznej XI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej „Klasyka Żywa”.
Sztuka Jana Wilkowskiego Spowiedź w drewnie inspirowana była życiem prawdziwej postaci, beskidzkiego rzeźbiarza, snycerza i autora drzeworytów, Jędrzeja Wowry (1864–1937). Ten niepiśmienny ludowy artysta zachwycił także Emila Zegadłowicza, który utrwalił jego portret we wspomnieniach i balladzie z cyklu Powsinogi beskidzkie. Żywot Wowry stał się w miniaturze Wilkowskiego parabolą losu artysty, a zwłaszcza lalkarza, bo tak jak świątkarz obcuje on drewnianymi figurami, które ożywia własną sztuką. Jest to historia na poły autobiograficzna: tekst powstał w 1969 roku, kiedy Jan Wilkowski został zmuszony do odejścia z warszawskiego Teatru Lalka i zamykał ważny etap swej działalności rozpoczęty w 1950 roku pod kierunkiem Janiny Kilian-Stanisławskiej i Władysława Jaremy. Spowiedź w drewnie to rozliczenie z własną twórczością, podsumowanie drogi artysty i pożegnanie. Tekst ten wystawił Wilkowski dopiero w 1983 w Teatrze Lalek „Pleciuga” w Szczecinie jako część dyptyku Rzecz o Jędrzeju Wowrze ze scenografią i lalkami Adama Kiliana – to przedstawienie legendarne, które zapisało się w historii polskiego teatru lalek. W inscenizacji kieleckiej postać świątkarza Jaśka gra Zdzisław Reczyński, uczeń Wilkowskiego, jest to też zatem hołd oddany mistrzowi i nauczycielowi.
Ta międzypokoleniowa osobista historia artystów sprawia, że spektakl staje się palimpsestem – można tu odczuć nałożone biografie twórców, które zlewają się w symboliczny los Jaśka – „snycerza bogów” (jak określił go Zegadłowicz), ożywiającego drewno i rozliczającego się ze swoim dorobkiem i życiem. Spowiedź ma charakter elegijny i gorzki: rzeźbiarz, może zmożony chorobą, a może pogrążony w depresji, czeka na koniec. Jest pełen zwątpienia i smutku, już nie tworzy. Pozostawia swą ostatnią robotę – Chrystusa Frasobliwego – nieukończoną.
Spektakl łączy żywy plan z planem lalkowym – Reczyński jako świątkarz podejmuje dialog z wytworami własnych rąk: Chrystusem, Matką Boską i Świętymi. Drewniane figury – stylizowane na ludowe odpustowe rzeźby – wykonał kielecki artysta Michał Lach. Rzeźby nie mają jednak dla Jaśka pocieszenia, a pełne są pretensji – czują się nieudane, kalekie, brzydkie – zalegają w domu, bo nie zostały sprzedane na jarmarku lub nie zyskały aprobaty proboszcza. Domagają się dla swego stwórcy kary piekła, wytykają mu grzechy, brak talentu – są złośliwe i nielitościwe. Wychylają się z szaf i schowków, atakują i grożą. Sporo w tym buncie humoru – animatorki (Jolanta Kęćko, Małgorzata Sielska) ukryte za ścianami ciasnego pokoju uruchamiają zajadłą armię ludowych świątków: prosto ciosanych, pstrokato malowanych, a swarliwych jak przekupki na targu. Święty Jerzy narzeka na brzydkiego konia, święty Emil na zbyt długie i nierówne ręce, święty Sebastian na nieudaną twarz. Nawet figura Matki Boskiej „z siedmi miecami” jest tu sroga i mało cierpliwa wobec swego ludowego stwórcy. Jedynie niedostrugany Chrystus Frasobliwy (animowany pod zasypanym wiórami stołem przez Andrzeja Kubę Sielskiego) jest wobec Jaśka wyrozumiały, współczujący i miłosierny. Ich dialog przypomina karcenie niesfornego syna przez ojca, jednocześnie okazuje się, że obaj mają niespełnione pragnienia i muzy – kobiety, o których skrycie marzyli (Maria Magdalena i Kukaśka). Następuje miedzy nimi porozumienie, którego nie akceptują zołzowaci i obrażeni święci.
Scenograf kieleckiego przedstawienia, Mikołaj Malesza, stworzył kameralną przestrzeń ubogiej pracowni – niewielka publiczność jest bardzo blisko tego intymnego i ciasnego pokoiku. Zarazem jest to przestrzeń funkcjonalna, pełna skrytek i możliwości animacji – rzeźby potrafią nieoczekiwanie „ożyć” w każdym miejscu sceny, a figura Chrystusa ma na niewielkim stole, pod którym mieści się lalkarz, sporo możliwości ruchu.
W tym spektaklu nie ma nadmiaru – dominuje skromność i prostota, franciszkańskie ubóstwo i temat niespełnienia. Spowiedź w drewnie porusza współczuciem wobec ludzkich ułomności, przejmuje szczerością i prawdą o odchodzeniu, o rozliczaniu się ze światem. Prawda jest przede wszystkim w kreacji aktora, Zdzisława Reczyńskiego, w jego smutku, grymasie, bólu, samotności, utracie złudzeń. Prosty kostium, bose stopy i twarz – przeorana, jakby wyciosana – zapatrzona pustym wzrokiem w to, co odległe i nieziemskie. I oczywiście dłonie – tak ważne u rzeźbiarza i lalkarza – duże, sprawne, pewne i spracowane ręce twórcy. Relacja rzeźbiarza z nieożywioną materią tak bardzo przypomina przecież relację lalkarza z animantem. Spowiedź Wilkowskiego to poetycki manifest animacji, ludzkiego tchnienia w nieożywione.
Reżyser spektaklu, Ryszard Doliński, zdecydował się nadać historii snycerza lokalny kontekst – tekst Wilkowskiego został przełożony na gwarę świętokrzyską. I całkiem naturalne wydaje się, że figury świętych i sam Chrystus także mówią gwarą (u Wilkowskiego również, tylko że beskidzką). To sami swoi, z którymi można pogadać, pożalić się lub pokłócić, i sporo w charakterach drewnianych świątków chłopskiej swady, zacietrzewienia, dowcipu (na przykład w komicznej scenie, gdy święta Genowefa wygania Chrystusa ze swej kapliczki, do której ten się zazdrośnie przymierzał). Najwięcej złości budzi jednak w dewotach wyrzeźbienie nagiej kobiety (owej „Kukaśki”, której przezwisko wzięło się od zawołania „nie kuś Kaśka Jaśka”). Jasiek pragnął nadać rzeźbie ruch, gibkość bioder, uwodzicielską zalotność – a skończyło się topornym, martwym klocem (figura jako jedyna się nie odzywa). Co więcej, Jasiek przerobił na jej rzeźbę figurę Marii Magdaleny, co dla drewnianych sędziów jego żywota jest grzechem i świętokradztwem. Wyrozumiały, ale zafrasowany Chrystus broni marzeń i pragnień rzeźbiarza, ale dostrzega jego klęskę. Gdy kończy się Jaśkowe „zywobycie”, Chrystus Frasobliwy rozgrzesza go i lamentuje nad losem człowieka, który marzy, stara się i trudzi nadaremno, bo zostaną po nim tylko te kalekie świątki – „troche farbów na drewnie” – i on sam – „niedostrugany Ponbóg”. Frasobliwy „przyłożył rękę do twarzy i zasmucił na zawsze”.
Prosta przypowieść o ludowym świątkarzu jest medytacją o losie artysty i jego niespełnieniu. W komicznym świętych obcowaniu ujawnia się prawda o ludzkich zmaganiach, marzeniach i klęskach, a także wniosek, że najsurowszymi sędziami będą zawsze nasze dzieła.
Jan Wilkowski
Spowiedź w drewnie
przekład na gwarę świętokrzyską: Stanisław Cygan
reżyseria: Ryszard Doliński
scenografia: Mikołaj Malesza
Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach
premiera: 27 czerwca 2025