EN
26.09.2022, 10:07 Wersja do druku

Słodko-gorzka landrynka

„Matylda” Roalda Dahla w reż. Jacka Mikołajczyka, koprodukcja Teatru Syrena w Warszawie i Teatru Kameralnego w Bydgoszczy. Pisze Zuzanna Liszewska-Soloch w portalu Teatrologia.info.

fot. Krzysztof Bieliński / mat. teatru

Matylda jest opowieścią o dziewczynce, która czerpie supermoce z literatury. Dziewczynce niewidzialnej dla swoich zajętych sobą rodziców, w domu, w którym króluje telewizor i nienawidzi się książek. Niewidzialnej także w rygorystycznej szkole, pełnej makabrycznych kar. Ostra satyra, czarny humor, ironia i dziecięca energia tworzą na scenie mieszankę wybuchową. Z małymi aktorami Teatru Syrena wyruszamy w podróż do świata, w którym możliwa jest dziecięca rewolucja.

Spektakl ma podwójna obsadę, a w wypadku młodych wykonawców czasem nawet potrójną. Bohaterka sztuki (w moim spektaklu Emilia Lasak) ma sześć lat i różne talenty, w tym snucia opowieści, które nie interesują jej zajętej własnym wyglądem i amatorskimi zawodami tanecznymi matki, ani ojca – prymitywa i oszusta, nieakceptującego tego, że Matylda nie jest chłopcem. Dziewczynka ucieka w świat fantazji i książek, a jak się okaże, posiada również ponadnaturalne zdolności…

Szkołą rządzi despotyczna dyrektorka, panna Agata Łomot (Damian Aleksander), specjalistka w rzucie młotem. Najgorszą represją jest trafienie do kudła (tajemniczego miejsca, gdzie wymierzano kary), nagminne jest ciągnięcie dzieci za uszy i warkocze, wojskowa musztra.

Doświadczenia szkolne w Wielkiej Brytanii bardzo mocno naznaczyły autora Matyldy Roalda Dahla, syna norweskich emigrantów. Kary cielesne, rygorystyczne regulaminy, mroczny wiktoriański internat – wszystko to znalazło później odbicie w jego literackiej twórczości, w której walczył z opresją wobec dzieci i głupotą dorosłych.

Matylda to bardzo progresywny i nieprzesłodzony musical. Nie starzeje się i zdobywa serca nowych małych oraz większych widzów.

fot. Krzysztof Bieliński

Reżyser oraz tłumacz Matyldy Jacek Mikołajczyk, dyrektor artystyczny Teatru Syrena, który wprowadził na polską scenę tę musicalową „superbohaterkę”, w programie napisał, że dziecięcy wykonawcy musicalowi w Londynie poziomem warsztatu nie odbiegają od swoich starszych scenicznych kolegów. Śmiało można powiedzieć to samo o polskich niezwykle zgranych i utalentowanych małych aktorach, nastawionych na pracę zespołową, a nie indywidualny popis umiejętności.

Muzyka jest grana na żywo, scena mieni się kolorami i efektami. Ciekawe są animacje i symboliczna scenografia – jaskrawe meble, ogromne i mniejsze świecące litery, które jakby wyskoczyły prosto z czytanych przez Matyldę książek, pełne, uginające się pod nimi regały biblioteczne, oczywiście szkolne ławki czy kozioł gimnastyczny. W kilku scenach dzieci i smutny klaun kręcą się na wielkiej, kolorowej karuzeli. Wszystko to bardzo działa na wyobraźnię. Postaci są cudownie przerysowane, dynamiczne, błyszczą i zapadają w pamięć – jak nieustannie mizdrząca się pani Kornik (Katarzyna Walczak), mama Matyldy z wielką fryzurą, nawet w dziewiątym miesiącu ciąży gotowa lecieć na turniej tańca, czy mały rockman Bruce (Jan Wieczorek) zmuszony przez pannę Łomot do zjedzenia całego tortu czekoladowego na raz.

“Kiedy życie nie ma w sobie nic z landrynki nie wystarczy zrobić tylko słodkiej minki, jeśli nie pociągniesz jednej z drugą linki zostanie tak “ – śpiewa Matylda. I to przesłanie zostaje z widzami na dłużej, razem z wpadającą w ucho melodią.

Tytuł oryginalny

SŁODKO-GORZKA LANDRYNKA

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Zuzanna Liszewska-Soloch

Data publikacji oryginału:

22.09.2022