Logo
Recenzje

Sen czworga

19.06.2026, 12:16 Wersja do druku

„Sen nocy letniej” z muz. Felixa Mendelssohna-Bartholdy'ego w choreogr. i reż. Anny Hop w Operze Wrocławskiej. Pisze Benjamin Paschalski na stronie benjaminpaschalski.pl.

fot. Karpati i Zarewicz

Nieubłaganie sezon artystyczny 2025/26 zmierza ku finałowi. Ale czerwiec to przecież imieniny Jana i co za tym idzie najdłuższy dzień w roku oraz magiczna noc świętojańska, znana również jako Kupały czy sobótka. Nieodmiennie kojarzy się z czasem radości, płodów i żywiołów, choć zazwyczaj miłości, spełnienia z metaforycznym poszukiwaniem kwiatu paproci. I właśnie ów świat magii niezwykle poetycko i realistycznie odmalował w swojej komedii mistrz pióra William Shakespeare. Jego Sen nocy letniej to sztandarowy tekst, który wielokrotnie gości na deskach teatrów dramatycznych z jego piękną historią naszej sceny. Nie tak dawno odkryłem również, że Andrzej Wajda z Agnieszką Osiecką zamierzali zrealizować film Czar nocy letniej, a kontekstem miała stać się Piwnica pod Baranami z magią dobrego ducha miejsca Piotra Skrzyneckiego. Nie czas i miejsce aby omawiać dawne i bliższe przedstawienia, ale należy zwrócić uwagę, że to także dobry materiał, niemal gotowe libretto, dla realizacji baletowych.

W ostatnich latach, kilka polskich instytucji pokusiło się na wprowadzenie owego tytułu. Balet Opery Nova w Bydgoszczy w 2011 roku przedstawił autorską choreografię Karola Urbańskiego, zaś dwa lata później Polski Balet Narodowy przygotował ikoniczną wersję Johna Neumeiera. Sześć lat temu na swoje deski wprowadziła tytuł Opera Bałtycka w dawnym i znanym układzie Graya Veredona, który daleki był od ideału. Jednak najgorzej, z owego zestawu, wypadła realizacja z 2019 Opery Krakowskiej zrealizowana przez Giorgio Madię. Poziom wykonania zbliżał przedstawienie do wprawek szkoły baletowej, wiele scen było nieprzemyślanych i wątpliwych, a przykładem niemocy twórczej stała się sekwencja z rzemieślnikami, którzy nie tańczyli a dialogowali tekstem wyjętym z komedii. Przerażenie mieszało się ze zniesmaczeniem. Zatem z owym tytułem, mimo jego uroku, dwuznaczności, wielowymiarowości i swoistej kuźni pomysłów dla realizatorów, bywa różnie. Ale na pewno z bogatego zboru dzieł Stratfordczyka to jedno z najczęściej prezentowanych baletowych widowisk.

W obecnym czasie pokusiła się o jego wprowadzenie do repertuaru Opera Wrocławska. Małgorzata Dzierżon, kierowniczka baletu, zasugerowała dyrektorce instytucji Agnieszce Franków-Żelazny powierzenie realizacji Annie Hop. Dla wielu to wciąż młoda postać polskiej choreografii, a przecież już utytułowana i rozpoznawalna osobowość sceny tańca. Artystka związana z Polskim Baletem Narodowym, z którego zespołem przygotowała, iskrzące się dowcipem i nieoczywistością, Męża i żonę na podstawie Aleksandra Fredry do muzyki Stanisława Moniuszki, Exodus do kompozycji Wojciecha Kilara urzekające w sekwencjach zespołowych oraz w moim odczuciu nieudanego, pogubionego i niestety monotonnego Pinokia z wykorzystaniem utworów Mieczysława Wajnberga. Pracowała również w innych ośrodkach krajowych i zagranicznych. Cenię jej artystyczny wyraz za umiejętność rozbicia sztywnego i sztampowego myślenia o sztuce tańca, gdzie humor i pastisz odgrywają istotną rolę w komunikacji z odbiorcą. To także chęć pochylenia się nad układami narracyjnymi, a nie tylko abstrakcyjnymi, szacunek dla klarownej opowieści i przede wszystkim budowanie widowiska pełnego ruchu, a nie chodzonych, pustych sekwencji, w czym brylują niektórzy artyści. Zatem owe połączenie pomysłowości i własnej stylistyki z dobrodziejstwem Williama Shakespeare’a mogło przynieść jak najlepszy efekt.

I tak też się stało! Widowisko zrealizowane w stolicy Dolnego Śląska to niesamowita, urocza perła baletowej klasy. To nie tylko dowcipna narracja, komunikatywna dla każdego pokolenia historia, ale przede wszystkim pomysłowy układ choreograficzny, który wykonuje niezwykle zgrany i dobrze skomponowany miejscowy zespół baletowy. To wielkiej krasy wydarzenie, które oczarowuje od pierwszej sekwencji. Hop buduje własny kosmos owej opowieści, odziera wiele elementów, które stają się albo przemilczane lub wątkami pobocznymi, oddając pole miłosnym uniesieniom czwórki młodych bohaterów o odmiennych rysach charakterów. To wieczór spełnienia i jasnego ukazania, że miłość przezwycięży wszystko – przeciwności świata rzeczywistego oraz abstrakcyjnego.

Owa tańczona historia zaczyna się w środku założonej opowieści. Trwają przygotowania do zaślubin Hermii (Mizuno Toma) oraz Demetriusza (Daniel Agudo Gallardo). To wymuszone małżeństwo za sprawą pokaźnej sumy pieniędzy ofiarowanych przez matkę chłopaka jako realizacja jego kolejnego kaprysu. Gośćmi są zadziwiające indywidua, które dają się poznać w kolejnych scenach przedstawienia. Wśród druhen panny młodej wiruje jej przyjaciółka, okularnica, ale urocza swoją nieporadnością – Helena (Miho Okamura). Gdy już ma dojść do wypowiedzenia sakramentalnego „tak” nagle pojawia się miłość stającej przed ołtarzem – Lizander (Alessandro Ciotta), który przerywa ową wątpliwą uroczystość. I nagle w pokracznym kroku zaczyna się ucieczka z owego miejsca celebry. Wybiegają wszyscy. Pozostaje tylko mistrz ceremonii, jak się okaże dobry duszek Puk (Kei Otsuka), który za pomocą pilota do magnetowidu cofa akcję do czasów szkolnych. Tu poznajemy wuefistę, późniejszego Oberona (Armando Barros), świetnie parodiującego styl nauczycielski, a także początek miłosnych więzów owego kwartetu młodych. Wielkie romantyczne uniesienie pomiędzy Hermią a Lizandrem, które skazane jest na porażkę, gdyż dziewczyna wpadła w oko gwieździe sportowej rywalizacji -  Demetriuszowi, a ten z kolei zawładnął sercem nieporadnej Heleny. Dalsze koleje są już jasne. Pieniądz buduje powodzenie oraz małżeństwo. Ono staje się kontraktem przypieczętowanym powtórzoną sekwencją zaślubin i ponownie zerwaną wtargnięciem Lizandra. Zatem całe towarzystwo ze świata realnego ulega magii fantastyki i w korowodzie przemierza leśne ścieżki stając się postaciami owego tajemniczego miejsca. 

Sekret lasu ukazuje odmienione postaci, które poszukują miłości. Puk na rozkaz Oberona posypuje zaczarowanym pyłkiem kwiatów oczy zakochanych tworząc istny galimatias relacji, którego finałem staje się pojednanie młodych we właściwych parach. Ale właśnie świat natury pobudza miłość, która eksploduje jak korki od szampana. To świat odmienności, swoistego spokoju, wyciszenia, ale również dzikiej rywalizacji. W owym zakątku pozornej ciszy goście weselni przeistaczają się w zjawy i duchy owego magicznego świata. Stają się asystentami pana owego miejsca Oberona. On sam podąża za uczuciem – Tytanią (Magdalena Kurilec-Malinowska). To nie tylko wspólny duet, ale także zaklęcie jednego z demonicznych grajków weselnych, którzy są parafrazą występujących w komedii rzemieślników, w Osła (Javier Gutiererez Cuervo) będącego obiektem westchnień królowej. Ta sekwencja jest niezwykle delikatna i symboliczna, ale znacząca. Ukazuje bowiem, że właśnie owa kraina wyciszenia, powrotu do tego co pierwotne, daje upust emocjom i biciu serca.

Widać to również w krótkiej sekwencji rodziców Hermii – Tezeusza (Łukasz Ożga) oraz Hipolity (Laura Flügel), którzy nie pozostają głusi na ów miłosny zew natury. Jednak kluczem owej opowieści pozostają młodzi wodzeni intrygą roztargnionego Puka. Sekwencja z pomyleniem postaci, które zakochują się nie w tym w kim trzeba, przywraca w myślach Męża i żonę choreografki. Tam finał był przewrotny, gdyż to panowie wybrali siebie, a panie pozostałe samotne. Przez moment myślałem, że realizatorka pójdzie podobnym tropem, ale to była tylko chwilowa intryga ukazania owej niejednoznaczności uczuć. Tym, co buduje ową opowieść zmierzającą do radosnego finału, z ukoronowaniem relacji kilku par, jest oczywiście cały zespół baletowy, który wpisał się w ową konwencję Hop niezwykle dobrze. Łaknie owych pomysłów, widać, że sprawiają one radość wykonania, a co więcej oczarowują publiczność.

Anna Hop, w swojej najnowszej pracy, wykorzystała technikę neoklasyczną, która w pełni jest adekwatna dla możliwości zespołu wrocławskiej instytucji. Niesamowitym Lizandrem, nieco rozmarzonym introwertykiem, nie zauważającym co się wokół niego dzieje, z nieodłączną gitarą i wykonującym ballady jest Alessandro Ciotta. Ma niesamowity, dostojny ruch pełen precyzji fantastycznych wykończeń. Nie ustępuje mu jako wybranka serca Hermia – Mizuno Toma. Jej sylwetka i ruchy są zachwycające, choć zabrakło mi w jej postaci indywidualnego rysu kim ona naprawdę jest. Natomiast mistrzynią komediowej formy, ale i technicznej sprawności, oczarowującą swoją filigranową sylwetką stała się Miho Okamura – Helena. Swoim charakterkiem prężnego mistrza wyczynu fizycznego próbuje zwrócić na siebie uwagę Demetriusz – Daniel Agudo Gallardo. Choć jako sportowiec nie ukazuje wszystkich swoich możliwości zdobywcy. To raczej delikatny mamisynek o twarzy przystojniaka z sąsiedztwa. I nie można zapominać o Puku – Kei Otsuka, jest niczym zwiewny duszek, pełen uroku, zawadiacki i swoisty pan swojego świata. To tylko przykłady pomysłów realizatorki, która nadała każdej postaci własną, odmienną interpretację, przez co są one żywe, wyraziste i jaskrawe.

W owej tanecznej opowieści widać trochę fascynacji baletową Alicją w krainie czarów zrealizowaną przez Christophera Wheeldona. W zbliżony sposób rozegrany został początek obu spektakli, gdy postaci ze świata realnego stają się bohaterami w przestrzeni wyimaginowanej. Wówczas wszyscy trafiali w magiczną przestrzeń króliczą norką, a teraz podróż odbywa się do magicznego lasu. Owe przenikanie się postaci ma swoje niebagatelne znaczenie. Ukazuje dualny rys ludzkich charakterów, którzy przybierają maski życia. Tylko pytanie co jest realnym, a co fikcyjnym?

Z owych pomysłów, fantazji, kreatywności powstało niezwykle atrakcyjne widowisko, które łaknie się wszystkimi zmysłami. Sceny płyną szybko, a ich montaż jest niesłychanie sprawny. To, co niezwykle ważne – jest ono tańczone na wysokim poziomie, z zapałem i determinacją całej formacji wrocławskiej. Tym czym wygrywa owa interpretacja to mocne osadzenie akcji w świecie realnym, skontrastowanym z tym co pozaziemskie, ulotne, nieosiągalne, ale dające możliwość wyrażenia rzeczywistych uczuć, a nie życia w świecie konwenansu i kupowania miłości. Las wyzwala, staje się oazą, a może tylko oczyszczeniem wobec szczęśliwego życia w świecie tu i teraz. Iskrzy się owa opowieść dowcipem, ma swój czar radości i dobrego nastroju. Pomagają w tym umowne, niekrępujące dekoracje autorstwa Małgorzaty Szabłowskiej, a także skontrastowane kostiumy Katarzyny Rott ukazujące dwie przestrzenie akcji. To cieszy oko bo nawet światło i tylna projekcja z zachodem i wschodem słońca oraz zaćmieniem księżyca daje świetny obraz pola zdarzeń.

Dopełnieniem owych zachwytów niech stanie się ukłon w stronę muzyki. To wybór z twórczości Felixa Mendelssohna-Bartholdy, ale nie tylko z kompozycji o tytule analogicznym z pierwowzorem literackim. Dodatkowo wykorzystano utwory Pawła Stuczyńskiego. Owa oprawa muzyczna, opracowana przez Annę Hop, świetnie współgra z wizją choreograficzną. Nie ma pustych scen, każda sekunda dźwięków została wykorzystana perfekcyjnie. Wielkie brawa należą się miejscowej orkiestrze, która pod kierunkiem Rafała Karczmarczyka grała olśniewająco. Nie tylko świetnie współpracując z tancerzami, ale także wydobywając z nut niemal czar dojrzałej symfoniki. To już kolejny raz, gdy podkreślam podniesienie poziomu zespołu instrumentalnego Opery Wrocławskiej. Wielkie uznanie, że z szacunkiem podchodzi się do każdego spektaklu pojawiającego się w repertuarze.

To niesłychanie dojrzały spektakl z jasną narracją, świetnie wykonany i muzyką, która urzeka nie tylko znanymi i lubianymi fragmentami z Marszem weselnym na czele. Dobrze jest oglądać przedstawienia, które powstają z jasnym przesłaniem i mogą sprawić wielką radość odwiedzającym. Tym razem jest to widowisko dla całej rodziny, gdyż rozrywka gwarantowana jest dla każdego. Nie zabraknie również nuty refleksji czym jest miłość i co ona oznacza we współczesnym świecie - tak jak dla czwórki wybrańców Snu nocy letniej Anny Hop.                                                                

Tytuł oryginalny

Sen czworga

Źródło:

benjaminpaschalski.pl
Link do źródła

Sprawdź także