Logo
Recenzje

„Seksmisja”. Machulski po beskidzku

30.09.2026, 10:42 Wersja do druku

„Seksmisja” wg Juliusza Machulskiego w reż. Pawła Szkotaka w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Zbigniew Lubowski w portalu bielskirynek.pl.

fot. mat. teatru

Jest powód do zadowolenia – Paweł Szkotak nie poszedł reżyserską drogą Pawła Maślony i nie przerobił na szczęście pralki na lodówkę. Jego inscenizacja sławnej „Seksmisji” na deskach Teatru Polskiego w Bielsku-Białej okazała się interesującą adaptacją kultowej komedii filmowej Juliusza Machulskiego z 1983 roku, a nie jej radykalną reinterpretacją. Nie powtórzył się więc dziwaczny przypadek XIX-wiecznej „Lalki” Bolesława Prusa, która w reżyserskich rękach twórcy z Netflixa przybrała niedawno postać współczesnego serialu obyczajowo-seksualnego, pozbawionego prawie w ogóle jakichkolwiek powiązań z literackim pierwowzorem.

Widowisko w reżyserii Szkotaka jest drugą w naszym kraju – po spektaklu w Teatrze Miejskim w Lesznie (Wielkopolska) z 2018 roku – sceniczną wersją filmowej opowieści Machulskiego o świecie bez mężczyzn. Ale jest to zarazem pierwsza w Polsce profesjonalna inscenizacja „Seksmisji”, wykorzystująca w teatralnych warunkach nowoczesne narzędzia audio-wizualne, umożliwiające serwowanie widzom atrakcyjnych środków wyrazu.

Weź pigułkę!

Kreatywnym współtwórcą bielskiego przedstawienia jest bezspornie Hektor Werios, odpowiedzialny za multimedialne wizualizacje. Obecność na scenie trzech ekranów o rożnych rozmiarach (swoistych telebimów), na których co chwilę pojawiają się filmowe projekcje, a nawet rozrywkowe reklamy („weź pigułkę”) wydaje się wyjątkowo cennym atutem zabawnej komedii utrzymanej w konwencji science fiction.

Szkotak, wywodzący się z Bydgoszczy znany reżyser teatralny, a zarazem prezes ogólnopolskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów (od 2015 roku), stworzył w Bielsku interesującą oprawę muzyczną „Seksmisji”. Znał bowiem możliwości zespołu artystycznego Teatru Polskiego, składającego się z wielu śpiewających aktorów i w twórczy sposób skorzystał z tego potencjału. Nie po raz pierwszy zjawił się przecież w stolicy Podbeskidzia, by reżyserować tu sztukę teatralną (jego dziełem była w przeszłości m.in. sceniczna wersja filmu Barei pt. „Poszukiwany, poszukiwana”).

Rockowa pomoc

Opowieść o losach Maksa i Alberta - odhibernowanych po 53 latach zamrożenia dwóch samców, którzy obudzili się nagle w świecie samic – została zilustrowana wymownymi piosenkami z repertuaru popularnych w latach osiemdziesiątych XX wieku rockowych wykonawców. Ze sceny rozbrzmiewają m.in. utwory Anity Lipnickiej, Grzegorza Ciechowskiego, Izabeli Trojanowskiej. Zostały starannie dobrane przez Łukasza Matuszyka, który na potrzeby spektaklu opracował nawet nowe aranżacje starych hitów. Instrumentalny kwartet pod jego kierunkiem nagrał je następnie w nowych wersjach.

Kluczem selekcyjnym były teksty piosenek wplecionych zgrabnie w fabułę spektaklu („wszystko się może zdarzyć” czy też „piejo kury, piejo, nie majo koguta”, jak brzmiał folklorystyczny utwór na ludową nutę z dorobku Grzegorza z Ciechowa). Nie jest to więc absolutnie przypadkowy zestaw nagrań muzycznych, lecz rezultat świadomej kwalifikacji artystycznej utworów pochodzących przede wszystkim z epoki, w której powstawał film Machulskiego. Fragment tekstu piosenki o kurach pozbawionych koguta pojawia się zresztą wkrótce po słowach wzburzonego Maksa, wykrzykującego do kobiet, że całkiem sfiksowały, bo „chłopa dawno nie miały”.

Cywilizacja na wschodzie

W przedstawieniu zachowano niemal wszystkie szyderczo-satyryczne odzywki i dialogi z filmu – „ciemność widzę, ciemność”, „kobieta mnie bije”, „Kopernik była kobietą” czy wreszcie „idziemy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja”. Widzowie doskonale je chyba znają od lat, a mimo to śmieją się do rozpuku przy otwartej kurtynie. Duża w tym zasługa odtwórców głównych ról, Michała Czaderny i Piotra Gajosa, wypowiadających przypisane im kwestie w wielce komiczny sposób. Nasuwa się zresztą nieodparte wrażenie, że momentami Czaderna kreujący dość ekspresyjnie postać Maksa Paradysa mówi – wypisz, wymaluj – jak Jerzy Stuhr…

Żaneta i Ewa w jednym stoją domu

Aktorskich perełek w przedstawieniu jest znacznie więcej. Świetnie wywiązują się ze swojego zadania m.in. Żaneta Rus jako Lamia Reno oraz Ewa Dobrucka w złowieszczym wcieleniu Emmy Dax. Warto przy okazji przypomnieć, że każda z nich zapisała się już znakomicie podczas letnich potańcówek przed siedzibą teatru i koncertów w oknie TP.

Żaneta w porywającym stylu śpiewała tam szlagiery z ery swingu, a Ewa była jedną z wybornych uczestniczek wakacyjnej imprezy pod hasłem „Legendy polskiego rocka”. Swing i rock mają więc – jak widać – swoją zbawienną moc. Obie artystki prezentują się teraz bardzo sugestywnie w finałowej scenie teatralnej „Seksmisji”. Śpiewają wspólnie utwór „Takiego chłopaka” z repertuaru zespołu Mikromusic („prześlij mi chłopaka, nie wariata, nie cwaniaka, nie pajaca, nie pijaka…”). To jeden z wywierających spore wrażenie na widzach fragmentów widowiska.

Wieloczynnościowy Adam

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że niektórzy z bielskich aktorów kreują kilka różnych ról w przedstawieniu. Za sprawą Anny Chadaj, pomysłowej scenografki i kostiumografki, występują w różnych strojach i scenicznej charakteryzacji, wcielając się w rozmaite postacie. Niekiedy nawet nie można ich rozpoznać z powodu zaskakującego wyglądu.

Dotyczy to zwłaszcza Adama Myrczka, który niekiedy jest zacnym profesorem Kuppelweiserem, a czasami przeobraża się w tańczącego dziko (choreografia spektaklu – Iwona Runowska) i ucharakteryzowanego na kobietę uczestnika dekadenckiego buntu grupy niewiast. To z pewnością wymaga niezwykłego kunsztu aktorskiego. Z jak najlepszej strony pokazują się też na scenie Jadwiga Grygierczyk w roli sędziwej Babci oraz Grzegorz Sikora jako dystyngowana Ekscelencja (królowa świata kobiet, która na koniec okazuje się osobnikiem płci męskiej).

Niespodzianki na ekranie

W nakręconych wcześniej sekwencjach filmowych, wyświetlanych na scenicznym ekranie, pojawiają się także aktorzy Teatru Polskiego – Rafał Sawicki, Maria Suprun, Sławomir Miska, Anna Guzik-Tylka i Oriana Soika. Ich krótkie scenki dopełniają komediową opowieść o losach Maksa i Alberta. Tam też można dostrzec mieszkańców Bielska-Białej – jako bohaterów filmowego montażu sylwetek mężczyzn, towarzyszącego jednej z piosenek. To właśnie ten fragment najmocniej zaznacza lokalny, bielski akcent widowiska. Nie mogło go bynajmniej zabraknąć w Polskiej Stolicy Kultury 2026.

Trudno się więc dziwić, że zgromadzona w teatrze w ostatnią sobotę września premierowa publiczność nagrodziła spektakl długotrwałą owacją na stojąco. Myślę, że stało się to nie tylko ze względu na obecność w filmowym kadrze licznych mieszkańców miasta…

Tytuł oryginalny

SEKSPLOZJA NA SCENIE… czyli Machulski po beskidzku

Źródło:

bielskirynek.pl
Link do źródła

Autor:

Zbigniew Lubowski

Data publikacji oryginału:

28.09.2026

Sprawdź także