„Płomienie” Stanisława Brzozowskiego w reż. Janusza Opryńskiego w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
To była książka zbójecka. O zawarte w niej idee namiętnie spierano się przez dziesięciolecia. Dzisiaj jednak siła „Płomieni” Stanisława Brzozowskiego wystygła, mimo że Janusz Opryński dołożył starań, aby ożywić jej spopielałe karty. Służy temu dedykacja przedstawienia tym, którzy sami siebie złożyli w ofierze w płomieniach, jak Piotr Szczęsny, który 19 października 2017 r. dokonał aktu samospalenia na Placu Defilad przed Pałacem Kultury. W teatralnej ulotce zapisano, że to spektakl dedykowany „wszystkim, którzy na całym świecie walczą o szeroko rozumianą wolność, wierząc, jak Brzozowski, że »myśli nie można zabić«”.
Trudno nie podzielać tych szlachetnych intencji, choć towarzyszy temu świadomość, że inne dzisiaj demony krążą nad nami – raczej demony wojny niż wolności. Ale o wolności nie godzi się zapominać nigdy. Spektakl potwierdza wagę tego od wieków istotnego dążenia człowieka. Wspiera intencje reżysera aktorskie cyzelatorstwo, szczególnie widoczne w kreacjach Modesta Rucińskiego w roli rewolucjonisty Michała Kaniowskiego i Szymona Kuśmidera jako ks. Rotuły. Rzecz warta namysłu i przeżycia, choć brakuje tu – wbrew tytułowi – ognia. Tego wewnętrznego.
„Płomienie” według Stanisława Brzozowskiego, adaptacja i reżyseria Janusz Opryński, Scena Kameralna Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana, premiera 29 stycznia 2026