26.10.2020, 12:01 Wersja do druku

"Rozważna i romantyczna" w gdyńskiej odsłonie

"Rozważna i romantyczna" Jane Austin w reż. Aliny Moś-Kerger w Teatrze Miejskim w Gdyni. Pisze Edward Jakiel w Teatrologii.info.

fot. Roman Jocher

W repertuarze gdyńskiego Teatru im. Witolda Gombrowicza, który znany jest z organizowania corocznego Festiwalu Sztuk Współczesnych R@Port, znalazła się adaptacja powieści Jane Austen Rozważna i romantyczna. Niełatwe to zadanie, gdyż powieść ta, chociaż niepozbawiona elementów dydaktycznych, subtelnie prezentuje przeżycia młodych panien. Zarówno autorce adaptacji, Sandrze Szwarc, jak i reżyserującej ją Alinie Moś-Kerger (znanej ze świetnej adaptacji Ferdydurke w Teatrze Powszechnym w Radomiu) nie o angielską obyczajowość z przełomu XVIII i XIX wieku jako taką chodzi, ani o stosunki społeczne. Realizatorki nie podejmowały się też dokonania swoistej analizy skutków ówczesnego angielskiego prawa spadkowego, konsekwencji jego obowiązywania, jakie ponosiły kobiety tamtej epoki. Skupiły się na tym, co dotyczy bezpośrednio przeżyć, uczuć i emocji głównych postaci powieści.

Ukazać dość mocno rozwiniętą narrację i zrekonstruować wszystkich wątków emocjonalno-uczuciowych w jednym przedstawieniu niepodobna. Dlatego też siłą rzeczy wybrano niektóre zdarzenia i sytuacje obecne w powieści i dopiero z nich przygotowano sceniczną adaptację, a i tak przedstawienie trwało grubo ponad dwie godziny. Nie wszyscy też bohaterowie się tu pojawiają. W adaptacji tej obecne są główne postaci powieściowe, których kreacje są najistotniejsze. Są więc siostry: rozważna Eleonora, grana przez Agnieszkę Bałą i romantyczna Marianna, grana przez Weronikę Nawieśniak oraz najmłodsza z nich – Małgorzata, grana przez Martynę Matoliniec. Jest też matka – pani Dashwood, grana przez Elżbietę Mrozińską. Ponadto jest też John Dashwood (Krzysztof Berendt) i jego małżonka Fanny (Monika Babicka), pani Jennings (Beata Buczek-Żarnecka), trzy kluczowe postaci męskie: pułkownik Brandon (Rafał Kowal), Willoughby (Piotr Michalski), no i Edward Ferrars (Maciej Wizner). Nie zabrakło też ważnej postaci, jaką jest Lucy Steele (Marta Kadłub).

Co pokazano zatem w tej gdyńskiej inscenizacji? Ukazano tu wartko biegnącą historię uczuć, ale też sploty wewnętrznych dramatów i głębokich przeżyć kilku postaci. Ich źródłem nie są bynajmniej niedojrzałe afekty miłosne, ale ocierające się o tragizm przeżycia. Trudne to, ostatnie z wymienionych zadanie wyrażenia sztormu miotającego wnętrzem człowieka z jednoczesną ascetyczną powściągliwością przed jego wyrażaniem spoczęło na rozważnej Eleonorze. Tak jak w powieści, to przez nią „przetaczały” się wszystkie burzliwe historie, to ona była powiernicą najskrytszych tajemnic itd. Stąd subtelne, niemal niezauważalne, przezroczyste aktorstwo Agnieszki Bały było tego scenicznym urzeczywistnieniem.

Podobnie postać Fanny, a szczególnie jej męża Johna, grana z udanie wyeksponowaną przesadą przez Krzysztofa Berendta  oraz świetnie wyrażona postać Edwarda Ferrarsa oddały kreacyjne pomysły tych postaci, jakie podsunęła adaptacja Sandry Szwarc i reżyserki tego przedstawienia – Moś-Kerger.

fot. Roman Jocher

Scenografia, skądinąd ciekawa i funkcjonalna, nie przenosi jednakże w realia przestawianych sytuacji i zdarzeń. Ta sama i niezmienna przestrzeń sceniczna ciągle pozostawia wydarzenia w jednym miejscu. A przecież niewiele tu by trzeba zrobić, aby „urealnić” tu i teraz akcji, a tym samym oddać tło emocjom i przeżyciom postaci. Oryginalnym zarówno środkiem wyrazu, jak też sposobem na dopełnienia treści, uzupełnienia przekazu o interpretację relacji między bohaterami jest wykorzystanie rzeźb. Pojawiają się tu więc, przygotowane przez Michała Wielopolskiego popiersia członków rodziny Dashwood.

Przenoszenie ich, a konkretniej powiedzieć – odstawianie w kąt przez nową właścicielkę posiadłości w Norland – Fanny Dashwood, zdają się być wymowne, mogą mówić nawet więcej niż same słowa postaci i ich gesty. O ile jednak pomysł był wyśmienity na to „dopełnienie” treści, o tyle jego wykonanie wymknęło się spod kontroli reżyserskiej i choreograficznej. W rezultacie ten, powtórzmy, artystycznie i semantycznie nośny element inscenizacji nie do końca został wykonany perfekcyjnie.

Niewątpliwie ciekawym, inspirującym do interpretacyjnych poszukiwań rozwiązaniem jest wykorzystanie różnych form wyrazu. Reżyser przedstawienia, Alina Moś-Kerger, skorzystała z ciekawych rozwiązań choreograficznych, które skomponował Bartosz Bandura. Myślę tu o pomyśle na bal w Londynie, ale głównie o sytuacjach, w których postaci przemieszczają się, a szczególnie, gdy schodzą ze sceny. Koncepcja labiryntu, wyraźnie tu czytelna, połączona z groteskowo zabarwionym przedstawianiem sztuczności zachowań i pustych gestów postaci jest udanym pomysłem realizatorskim tego gdyńskiego przedstawienia. Równie świetnym pomysłem, perfekcyjnie przy tym wykonanym, jest technika pantomimiczna. Szkoda tylko, że kinetyka postaci wymyka się dość często spod kontroli, w efekcie czego nie zawsze poruszają się one tak, jak się tego można spodziewać, albo ustawiane są wprost do widowni. Te elementy spektaklu – czyli postać kobiety otoczonej czymś w rodzaju labiryntu i elementy pantomimy – stają się znakiem rozpoznawczym reżyserki, która w podobny sposób opisała sytuację egzystencjalną bohaterki w spektaklu Dziękuję za różę Marii Kuncewiczowej, wystawionym w zeszłym roku w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie.

Muzyka (i efekty dźwiękowe, by to tak nazwać) Dominika Strycharskiego oraz światło wyśmienicie całą tę choreograficzną realizację wypełniały. Trzeba docenić te aspekty przedstawienia, składają się one bowiem na to, co artystycznie w tej inscenizacji najlepsze. Muzyka bowiem, dość harmonijnie zespolona z operacją światłem, za które odpowiada Monika Sidor, dodaje poniekąd szerszego spektrum treści tej realizacji scenicznej, umożliwia dopowiedzenie tego, czego w następstwie scen i dialogów nie dopowiedziano.

Gdyńska adaptacja sceniczna Rozważnej i romantycznej Jane Austen ponad wszelką wątpliwość jest udana artystycznie. Bardziej niż ekspresję aktorską tego przedstawienia docenić należy koncepcję choreograficzną, dobór i sekwencję zdarzeń powieściowych (chociaż niepozbawioną leksykalnych, niesmacznych „dodatków”), jak też sceniczną wizję tej powieści. Opiniowana tu adaptacja teatralna jest ważnym i artystycznie dojrzałym odczytaniem powieści Austen obok znanych jej ekranizacji.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Edward Jakiel