„Adrenalina” Anny Mazurek w reż. Ewy Galicy w Teatrze Powszechny m im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Przez cały spektakl zastanawiałem się, dlaczego twórcy wyszli z założenia, że ta historia nieogarniętych zaćpanych młodych ludzi oraz ich dealera i jego lubej będzie w jakikolwiek sposób interesująca, bowiem interesująca nie była zupełnie.
Adrenalina powstała – jak czytam – w ramach Gminnego Programu Rewitalizacji m.st., gdybym nie mieszkał w Warszawie od kilkudziesięciu lat, dowiedziałbym się zeń (ze spektaklu, a nie programu), że jak po dragi – to zapraszamy na Pragie. Nie mam pewności, czy właśnie o to o owym GPR chodziło. Naprawdę ciekawe projekcje, w których wypowiadali się starsi mieszkańcy o zmianach w swojej dzielnicy, robiły wrażenie wrzutki – czy też elementu obowiązkowego – do tej narracji, a szkoda, bo były jej najciekawszym elementem, sfilmowani prażanie mówili przynajmniej o czymś innym niż o narkotykach.
Kluczowym wątkiem Adrenaliny jest konieczność znalezienia przez główną bohaterkę spektaklu mieszkania dla siebie i siostry, chce się bowiem wyprowadzić od przemocowego, ale dysponującego lokalem chłopaka.
Niestety, to poszukiwanie idzie dość trudno, bo Marlena nie ma pieniędzy. Może warto byłoby jej jakoś delikatnie wytłumaczyć, że również starsi odeń, nawet nie ćpający, jeśli nie wyłożą kasy na czynsz, to mieszkania nie znajdują, właśnie tak to działa. Ostatecznie jednak jakieś lokum ogląda, ale i tu host hoduje zioło (ekologiczne) oraz – chodzi w skorupie żółwia.
Bohaterowie spektaklu rozpaczliwie poszukują sensu – czytamy na stronie teatru.
Pełna zgoda.