EN
20.10.2021, 10:06 Wersja do druku

Puchatku, zjedz zupę

„Debil” Maliny Prześlugi w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pisze Paweł Kluszczyński z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Bartek Barczyk

Od 2020 roku, kiedy Malina Prześluga została uhonorowana Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną za „Debila”, czekałem z niecierpliwością na prapremierę tej sztuki. Nie trwało to długo, a efekt okazał się wzruszający i zapada w pamięć. Spektakl w reżyserii Piotra Ratajczaka stanowi nie tyle opowieść o losach jednostki dotkniętej niepełnosprawnością intelektualną, ile próbuje zrozumieć, jak taki człowiek pojmuje świat. W krakowskim Teatrze im. Słowackiego nie zobaczymy chwytających za serce scenek rodzajowych, a obraz świata z poziomu chorego, wytłumaczenie nie zawsze zrozumiałego dla innych zachowania, grymasów, lęków i tajemnic umysłu. Przy tym „Debil” pozostaje zgrabnym i atrakcyjnym dla oka przedstawieniem.

Aktorzy pozornie wyglądają jak zwykli ludzie, ale ich stroje i charakteryzacja są nieco przerysowane, przypominają urzeczywistnione dziecięce obrazki (scenografia i kostiumy Marcin Chlanda). Dekoracje wypełniają pomarańczowe kulki, do tego kran z wiecznie lejącą się pomarańczową cieczą, co nawiązuje do ulubionego dania głównego bohatera – zupy pomidorowej z ryżem (Kubę poznajemy, kiedy drzemie na grzbiecie potężnej łyżki). W przestrzeni umieszczonej na pograniczu wyobraźni i rzeczywistości aktorzy poruszają się w synchronicznych sekwencjach, każdy z nich ma też specyficzny zestaw gestów (ruch sceniczny Arkadiusz Buszko), powtarzanych w takt muzyki Tomasza Lewandowskiego. 

fot. Bartek Barczyk

Kuba (Rafał Szumera), jak sam się przedstawia, ma czterdzieści lat, mieszka z rodzicami, lubi jeździć tramwajem, ale panicznie boi się schodów. Chciałby samodzielnie wyjść z domu, w końcu jest już bardzo dorosły, poza tym ludzie mówią o rodzicach, że „obleśni” (zmęczenie życiem odzwierciedla się w ich wyglądzie). Od przechodniów napotkany na ulicy wie też, że jest „debilem”. Owszem, świata czasem nie rozumie, zdarza mu się krzyczeć, świadomy jest, że to nie niedobre zachowanie, ale kieruje nim tak silne uczucie, płynące gdzieś ze środka, że nie może przestać. Niezrozumienie przez innych sprawia, że często ucieka w głąb bujnej wyobraźni, gdzie staje się Kubusiem Puchatkiem, niezdarnym misiem o bardzo małym rozumku. Razem z przyjaciółmi stara się pojąć, dlaczego nie każdy jest dobry i czemu świat jest urządzony tak a nie inaczej. 

Stygmatyzacja społeczna niepełnosprawności umysłowej sprawia, że rodzina nie ma wielu znajomych. Jedyną osobą, która nie odwróciła się od nich jest siostra mamy. To do niej udają się na przyjęcie urodzinowe, które staje się powodem kolejnego wybuchu Kuby. Otóż on kocha zupy, a Ciotka Staszka (Alina Szczegielniak) zaserwowała bigos. Jest w nim coś takiego, że Kuba nie chce jeść, mimo namowy. Popada w szał, przenosi się do krainy wyobraźni, gdzie krewni zamieniają się w bajkowe postaci. Starają się go uspokoić, oferują talerz ulubionej pomidorówki. Tym razem jednak to nie poskutkowało i Kuba wymyka się opiekunom, dumny z siebie wsiada do tramwaju. Niestety, świat nie jest taki kolorowy, jak mu się zdawało: pasażerowie odwracają od niego wzrok, trasa nie wiedzie w kierunku domu, a na pętli konfrontuje się z poirytowanym motorniczym. 

Wyobraźnia jest pierwszym światem Kuby. To w niej ma najlepszych przyjaciół, tam wszyscy są „dobzi”, może razem z kolegą z wycieczki obalić prezydenta i sam się nim ogłosić. Tam gra na własnych zasadach, a życie, cóż… Mało osób chce z nim przebywać, budzi strach. A własna niezdarność powoduje upadki i ból. Czyż podobnych odczuć nie mają wszyscy chorzy, niezależnie od schorzenia? Czasem po prostu łatwiej uciec w świat marzeń i na chwilę odetchnąć, poczuć radość. Być może takie życie jest niemniej ciekawe od życia zdrowych ludzi. 

fot. Bartek Barczyk Jeremi Astaszow

Najbardziej przejmującą sceną jest monolog matki Kuby (Bożena Adamek), wspomina narodziny syna. Pierwsze lata pamięta jako sielankę, przecież był takim pięknym i grzecznym dzieckiem, przesypiał całe noce, a ona z nim. Od piątych urodzin Kuba każdej nocy wpada w szał i ona musi go długo uspokajać. Nauczyciele z udawaną troską odradzali posłanie Kuby do szkoły, w domu miał nauczyć się więcej. A do tej pory nie odróżnia nominałów banknotów i podstawowych pojęć. Musiała zrezygnować z pracy, przez pierwsze lata starała się dbać o siebie. Zderzyła się jednak z ostracyzmem, bo jak to tak, matka chorego dziecka, a chodzi po osiedlu umalowana, dobrze uczesana, widać, że nieszczęście jej nie doskwiera. Przestała myśleć o sobie, coraz bardziej stawała się przezroczysta. Żyje tylko po to, żeby on mógł funkcjonować. Postawa bezgranicznego poświęcenia jest okupiona tytaniczną pracą, która pozostaje niezauważona, społeczeństwo traktuje to jako powinność rodzica. 

Oglądając „Debila”, wracał mi w pamięci spektakl poruszający podobny temat – „Rewolucja, której nie było” Teatru 21. Tam też oglądaliśmy matkę dziecka z niepełnosprawnością, krytykowaną za bycie zadbaną, borykającą się z problemami opiekuńczymi. Dobrze, że teatr porusza tematy, traktowane często jako tabu. Nie chcemy patrzeć na „debili”, a kiedy pojawia się prośba o wsparcie, odwracamy wzrok. 

Malina Prześluga

„Debil”
reżyseria: Piotr Ratajczak
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Scena Machin, premiera 8 października 2021 

występują: Bożena Adamek, Dominika Feiglewicz, Alina Szczegielniak, Grzegorz Łukawski, Antoni Milancej, Rafał Szumera

Paweł Kluszczyński – rzemieślnik kultury, z wykształcenia technolog chemik, z pasji autor recenzji, felietonów, dramatów, poezji, bajek, bloga ijestemspelniony.pl; zawodowo od zawsze związany z teatrem, finalista VII Edycji Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego dla młodych krytyków teatralnych.

Źródło:

Materiał własny