22.02.2021, 11:00 Wersja do druku

Przereklamowany „Wstyd” ze Współczesnego

"Wstyd" Marka Modzelewskiego w reż. Wojciecha Malajkata w Teatrze Współczesnym w Warszawie, pokaz online. Pisze Artur Stanek.

fot. Magda Hueckel

W ostatni weekend Teatr Współczesny w Warszawie zaprosił widzów na premierowy pokaz online komediodramatu „Wstyd” Marka Modzelewskiego w reżyserii Wojciecha Malajkata. Spektakl miał premierę na Scenie w Baraku 13 września 2019 roku i od razu cieszył się wielkim zainteresowaniem publiczności.

Marek Modzelewski niejednokrotnie w swojej twórczości dramatopisarskiej poruszał ważne społecznie tematy, jak chociażby afery seksualne za bramami klasztoru w znakomitych „Siostrach przytulankach” w reż. Giovanny’ego Castellanosa (premiera: 2009 r.), zrealizowanych w (niestety nieistniejącym już) Teatrze na Woli im. Tadeusza Łomnickiego.

Wielokrotnie autor zastanawiał się nad kondycją rodziny – tak jest w zrealizowanej w Teatrze Polonia „Zabawie” w reż. Izy Kuny (premiera: 2016 r.) oraz w „Inteligentach” w reż. Roberta Talarczyka w Teatrze Śląskim w Katowicach (premiera: 2019 r.).

Portret polskiej rodziny Marek Modzelewski kreśli również we „Wstydzie”. Punktem wyjścia jest ślub, do którego jednak nie dochodzi, bo sprzed ołtarza uciekł…. pan młody. Dochodzi za to do spotkania rodziców niedoszłych małżonków, z wódką i muzyką disco polo w tle. Na zapleczu domu weselnego (znakomita scenografia Wojciecha Stefaniaka) toczy się rozmowa czwórki bohaterów sztuki, obnażająca prawdę o relacjach międzyludzkich, o zachowaniach niezależnych od wykształcenia i pozycji społecznej. I jest to też gorzka konstatacja o Polakach „z dwóch różnych Polsk”. 

Reżyser Wojciech Malajkat zgromadził gwiazdorską obsadę – gościnnie w spektaklu wystąpili Iza Kuna i Jacek Braciak, a Teatr Współczesny reprezentują etatowi aktorzy tej sceny: Agnieszka Suchora, od wielu lat aktorka sceny przy Mokotowskiej i Mariusz Jakus, od niedawna należący do zespołu. Iza Kuna w roli Małgorzaty i Jacek Braciak w roli Andrzeja portretują parę inteligencką, rodziców Łukasza, pana młodego, a ich oponentów „z niższych sfer” zagrali Agnieszka Suchora (Wanda) i Mariusz Jakus (Tadeusz). Reżyser zadbał, by aktorzy nie popadli w przerysowanie i zbyt farsowy ton.

Najbardziej przekonywująco zaprezentowała się Agnieszka Suchora w roli konserwatywnej matki panny młodej. Zjawiskową kreacją we „Wstydzie”, jak i wcześniejszymi rolami, aktorka potwierdziła, że śmiało może być zaliczana do największych nazwisk w poczcie wybitnych aktorów Teatru Współczesnego. Pozostali aktorzy dobrze wywiązali się ze swoich zadań, ale nie są to role wybitne. Zwłaszcza zaskakuje przyznanie Jackowi Braciakowi za rolę Andrzeja nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza za najlepszą kreację w sezonie 2019/2020. Wśród nominowanych do nagrody znaleźli się przecież m.in. Sławomir Grzymkowski za rolę we „Wszystko płynie” w reż. Janusza Opryńskiego i Julian Świeżewski za rolę w spektaklu „Capri – wyspa uciekinierów” w reż. Krystiana Lupy, a ich kreacje są genialne.

fot. Magda Hueckel

Wadą „Wstydu” jest nierealistyczny epilog, który unieważnił znaczenie dwóch pierwszych części. Po nagromadzeniu rodzinnego piekła, ujawnieniu niejednej tajemnicy, lawinie wzajemnych krzywd i pretensji pomiędzy parami rodziców (a także niedoszłych państwa młodych niepojawiających się na scenie), finał jest całkowicie utopijny i psuje wymowę komediodramatu. Wystawiona w Teatrze Współczesnym sztuka Marka Modzelewskiego jest mniej błyskotliwa niż „Inteligenci” tegoż autora, perfekcyjnie zainscenizowani w Teatrze Śląskim w Katowicach przez Roberta Talarczyka. Zresztą punkt wyjścia do zawiązania akcji w „Inteligentach” jest dużo ciekawszy i ważniejszy społecznie: w dniu komunii swojego młodszego brata nastoletni Łukasz (wybitnie grany w Katowicach przez Pawła Kruszelnickiego) wraca z imprezy, na której wraz z kolegami prześladował czarnoskórego chłopaka. Obraz wojny polsko-polskiej w mikroskali, czyli w rodzinie, przedstawiony w „Inteligentach” jest bardziej dojmujący. Chwilami historia opowiedziana we „Wstydzie” wydaje się schematyczna i wręcz pozostawia widza obojętnym na przebieg zdarzeń.

Spektakl w Teatrze Współczesnym rozczarowuje. Jeśli oglądać „Wstyd”, to przede wszystkim dla kreacji Agnieszki Suchory, która potrafi podnieść przedstawienie na wyższy poziom, na przykład wtedy, gdy wybornie mówi: „Przeklinam was i waszego syna, za ten wstyd i za to upokorzenie”.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Artur Stanek