„Promethidion” Cypriana Kamila Norwida w reż. Dariusza Kowalskiego z Teatru Klasyki Polskiej w Scenie Stygmat w Warszawie. Pisze Waldemar Matuszewski.
Wreszcie się to stało, co musiało się stać (powrócić)! Teatr Klasyki Polskiej przygotował na Dzień Teatru 2026 „Promethidiona” Cypriana Kamila Norwida. Scenariusz i reżyseria: Dariusz Kowalski, grają: Justyna Fabisiak, Jarosław Gajewski, Dariusz Kowalski, Maciej Wyczański i Leszek Zduń; na instrumentach muzycznych grają: Małgorzata Komorowska (harfa) i Agnieszka Szwajgier (flet). Teatr, za którym tęskniłem przez ostatnich kilka lat, nie ja jeden tęskniłem. Bo do tej pory było w polskim teatrze tak, jak kiedyś mówił sam Norwid:
Dziś nie szuka nikt piękna…
żaden poeta –
Żaden sztukmistrz –
amator – żadna kobieta –
- dziś szuka się tego, co
jest powabne,
I tego, co jest uderzające!...
Zwłaszcza tego, co uderzające! Dość mam tego „nowego teatru”, brutalizmów i wulgaryzmów, tego, że ktoś chce koniecznie mną potrząsnąć – nie prawdziwie wstrząsnąć – ale potrząsnąć, jakoby obudzić ze snu widownię. Taki teatr odebrał mi poczucie bezpieczeństwa w teatrze – w jedynym jeszcze do niedawna miejscu ekskluzywnym, zarezerwowanym dla ludzi wrażliwych, myślących, szukających solidarności z takimi, jak oni. Do teatru wkroczyli młodzi barbarzyńcy, ludzie nie wiedzący, że tacy buntownicy w teatrze już byli i minęli. Młodzi barbarzyńcy zabrali wiernym bywalcom teatru ich święte miejsce – w imię swoich nieopierzonych eksperymentów. Ale to, co przynosicie (niby nowego!) już było. Traćcie na te wasze „artystyczne” wyczyny własne pieniądze, a nie – społeczne. Załóż swój prywatny teatr, to cię wiele nauczy, zobacz ile to kosztuje pieniędzy, uporu, pasji.
Na „Promethidionie”, granym w trudnej dla teatru sali „Stygmat” przy Placu Grzybowskim w Warszawie (wielkie uznanie dla Barbary Wesołowskiej-Kowalskiej, że aż tyle pięknych obrazów potrafiła tu wyczarować), czułem się jak u źródła, z którego na dodatek dano mi czerpać. Krynicznej jakości było słowo Norwida, balsamem dla duszy rozprawa o Pięknie, Tworzeniu i Prawdzie. Spektakl Teatru Klasyki Polskiej, reżyserowany przez Dariusza Kowalskiego, i grany przez piątkę znakomitych aktorów, przywrócił mi jako widzowi poczucie wzniosłości i godności w teatrze – bez jakiegokolwiek epatowania „nowym teatrem”.
Spektakl trwa godzinę i kwadrans, wymaga pełnej uwagi, skupionego uczestnictwa w toczącej się na scenie rozprawie o twórczej i społecznej zarazem kondycji jednostki. To rozprawa o sztuce polskiej, o jej ludowych korzeniach, o Szopenie. Współgranie tekstu Norwida znakomicie podawanego przez aktorów z muzyką, której autorem jest Tomasz Łuc, budują wielkie emocjonalne napięcie. W jak niezwykle skupiony sposób odbierany był Norwid na premierowym spektaklu w sali „Stygmat”, w jakiej doniosłej ciszy! Ponad godzinna rozprawa o tym, jakie, jak ważne, jest miejsce Piękna w życiu jednostki i w życiu naszej narodowej społeczności, była odbierana z zapartym tchem. Bałem się, że ktoś może tę ciszą naruszyć, ale tak się nie stało. Na spektakl Teatru Klasyki Polskiej przyszli właśnie Ci, do których Norwid kierował swe słowa, swoją troskę o polską społeczność, gdyby miało jej zabraknąć artystów. To w artystach widzi poeta sens naszego społecznego trwania i przetrwania – szczególnie w warunkach, gdy nam została odebrana państwowość.
Do teatru nie muszą chodzić wszyscy, i nie wszyscy muszą go tworzyć. Od kilkunastu lat teatr w Polsce znajduje się w rękach tych, którzy nie dojrzeli do tego, aby go tworzyć. Maciej Prus powtarzał: „Kochaj teatr w sobie, a nie – siebie w teatrze!” – zawarta jest w tym przestroga dla tych, którzy przez ostatnich kilkanaście lat barbaryzowali polski teatr. „Nie trzeba siebie, wciąż siebie, mieć środkiem,/ By, mimowiednie się nie stać wyrodkiem!” – mówi Norwid. Wystarczy, dość już zostało zniszczone!
Ja chcę takiego teatru jak „Promethidion” Teatru Klasyki Polskiej. Jeśli jako teatralny realizator sięgasz po arcydzieło literackie, nie staraj się za wszelką cenę odcisnąć na nim swojego wiekopomnego „piętna”, nie lekceważ artysty, który to dzieło stworzył. Ileż arcydzieł zostało ostatnio w polskim teatrze w ten sposób sponiewieranych, zatupanych, zakrzyczanych – przez realizatorów, którzy bezwstydnie przedłużają sobie swoją młodość do pięćdziesiątki, aby – w imię „nowego teatru” – pustoszyć polską kulturę teatralną.
Wracam do spektaklu, z którego nie chciało się wyjść. Miałem wrażenie, że byłem na widowni takiego teatru narodowego, który gromadzi nas wokół Piękna – takiego teatru, jakim powinien być. Norwid daje w społeczeństwie pierwszeństwo artystom, a my żyjemy w świecie, który zawłaszczyli tzw. politycy, którzy odebrali nam autorytety i wartości. „Promethidion” Teatru Klasyki Polskiej jest zaproszeniem do tego, co wzniosłe i piękne – tego, co nam zabrano, czego oduczono młode pokolenie.
Wszystkie polskie licea powinny obejrzeć ten spektakl – bo tam jest najwięcej do odzyskania, do uratowania przed spustoszeniem uskutecznianym przez młodych-podstarzałych teatralnych buntowników „nowego teatru”. Ten spektakl misyjnego, wędrującego po Polsce, Teatru Klasyki Polskiej, jest na tym polu ogromną szansą.
Powiem raz jeszcze: oglądając „Promethidiona” czułem, że jestem u orzeźwiającego źródła, że mija wreszcie czas teatralnych barbarzyńców, epoka koszmaru polskiego teatru.
To – tak na Dzień Teatru 2026.