EN
22.06.2022, 09:13 Wersja do druku

Prof. Barbara Osterloff o Warmińskim: był przekonany, że dobry teatr tworzy ważna literatura i aktor

Janusz Warmiński był przekonany, że dobry teatr tworzy przede wszystkim ważna literatura i aktor - mówi PAP o wieloletnim dyrektorze warszawskiego Teatru Ateneum, historyk teatru prof. Barbara Osterloff.

fot. mat. Instytutu Teatralnego

Polska Agencja Prasowa: Co sprawiło, że Janusz Warmiński zdołał przez ponad 40 lat prowadzić jako dyrektor Teatr Ateneum w Warszawie? Przypomnijmy, że jego młodzieńcza biografia - był żołnierzem Armii Krajowej - raczej mu tego nie ułatwiała.

Barbara Osterloff: Należał do pokolenia, któremu wojna zabrała młodość. Utracił całą rodzinę, działał w konspiracji, ogromną dzielność okazał jako żołnierz Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego. Te doświadczenia, o których nie mówił publicznie, dystansując się od jakiegokolwiek kombatanctwa, miały ogromny wpływ na jego późniejsze losy, także teatralne. To jest ważny, poruszający temat, który z wielu stron naświetliła Aneta Kielak-Dudzik, autorka niedawno wydanej książki "Janusz Warmiński i jego Teatr Ateneum". Temat wojny nigdy go tak naprawdę nie opuścił, ale pojawiał się w jego spektaklach niedosłownie, poprzez uniwersalny problem, najczęściej psychologiczny lub etyczny, aluzję czy metaforę. Witam tę monografię z satysfakcją i radością, bo przecież opisanie najdłuższej dyrekcji po II wojnie w teatrze polskim, po prostu się Warmińskiemu należało.

Na sukces tej dyrekcji złożyło się wiele czynników. Rozstrzygające, moim zdaniem, były dwa. Po pierwsze, sama osobowość dyrektora, człowieka o wysokiej kulturze i rozległej wiedzy, popartej praktyczną znajomością kilku teatralnych fachów (był nie tylko dyrektorem, lecz również reżyserem, dramatopisarzem, i aktorem w początkach swojej drogi przez teatr). Do tych szerokich kompetencji doszły cechy charakteru, podkreślane przez jego bliskich i współpracowników: "dżentelmen", "człowiek niezwykły, mądry", "człowiek prawy". Gustaw Holoubek nazwał Janusza Warmińskiego "uosobieniem szlachetności". Wszystkie te serdeczne słowa, przytaczane przez autorkę monografii, pozwalają lepiej zrozumieć fenomen tak długiego trwania dyrekcji Warmińskiego, który swój zespół, a także zapraszanych do Ateneum reżyserów, scenografów traktował jako twórców-partnerów. Warto przywołać jeszcze jedną cechę dyrektora sceny na Powiślu, a mianowicie powściągliwość i takt w eksponowaniu własnych umiejętności oraz zalet (także jako reżysera), co dzisiaj, w czasach publicznego bezwstydu, autolansu i plotki, jest już trudne do wyobrażenia. A miał na swoim koncie niekwestionowane sukcesy reżyserskie, by wspomnieć tylko "Bal manekinów" Jasieńskiego, "Cenę" Millera, "Mewę" Czechowa, "Biesy" Dostojewskiego, i spektakl ostatni - "Za i przeciw" Harwooda.

Za drugi czynnik współtworzący sukces Janusza Warmińskiego jako dyrektora Ateneum trzeba uznać model prowadzenia teatru - przemyślany, realizowany konsekwentnie, poddawany umiejętnym korektom. Nie było w nim miejsca na awangardowe szaleństwa, na tworzenie nowych konwencji. Poczynając od lat 60. Warmiński kształtował styl Ateneum jako eklektyczny, w najlepszym słowa rozumieniu, czyli otwarty na różne inspiracje, poetyki i gatunki teatralne. W repertuarze znalazło się miejsce zarówno dla arcydzieł literatury, jak i dla sztuk debiutanckich, wreszcie dla lżejszej, rozrywkowej muzy (rekordy powodzenia biła śpiewogra Agnieszki Osieckiej "Niech no tylko zakwitną jabłonie"). Ale, jak to w teatrze bywa, premiery znakomite przeplatały się z gorszymi albo wręcz nieudanymi.

Warmiński nie pozostawił po sobie wyrazistego credo, zapisanego w formie autoanaliz czy autokomentarzy. Nie prowadził dziennika ani zapisków na temat swojej działalności. Wyraźnie jednak nawiązywał do tradycji Ateneum i wielkiego poprzednika, Stefana Jaracza, który twierdził, że teatr powinien być "żywy, aktualny i użyteczny". Te postulaty dyrektor traktował serio, a dopisał do nich jeszcze jeden wyróżnik - "współczesny". Uważał, że teatr powinien być ukierunkowany na problemy współczesności i repertuar współczesny. Ale nie interesowała go w teatrze doraźna, publicystyczna aktualność.

PAP: Warmiński jako reżyser skłaniał się w stronę inscenizowania współczesnej dramaturgii. Otworzył scenę m.in. przed Osbornem, Williamsem, Frischem, Sartre'em, Millerem, Pinterem, a z polskich autorów przed Iredyńskim, Drozdowskim, Mrożkiem, Grochowiakiem, Abramowem. Dlaczego to ich wystawiał w Ateneum?

B. O.: Dziś, z perspektywy minionych lat widać, że miał rację, kiedy z takim uporem i konsekwencją otwierał Ateneum na repertuar współczesny. Już w latach 60. poszukiwał ciekawych sztuk na zachodzie Europy, cenił dramat amerykański, śledził nowości, nie raz dawał premiery tuż po premierach za granicą. Równolegle promował polski dramat współczesny, nie bał się prapremierowego ryzyka, które zawsze wiąże się z autorami-debiutantami. Uważał, że należy nie tylko promować współczesny polski dramat, lecz również pobudzać tę twórczość, wspierać autorów, szukać nowych nazwisk. Stąd idea Konkursu Debiutu Dramaturgicznego, potem Studia Dramatycznego przy teatrze.

Warmiński uważał, że dobry teatr tworzy przede wszystkim ważna literatura i aktor. Należał do pokolenia, które do tekstu literackiego podchodziło z pewną pokorą, starając się rozszyfrować jego sensy i konteksty. Wychodził z założenia, że aby stworzyć świat przedstawiony na scenie - trzeba trochę oddalić pokusę manifestowania samego siebie i być bardzo uważnym wobec autora. To przekonanie, tak stałe w jego myśleniu o teatrze - okazało się bardzo korzystne dla Ateneum, które w latach 70. osiągnęło chyba apogeum uznania krytyków i popularności wśród widzów. Sprawiła to seria znakomitych przedstawień ciekawych sztuk, by wspomnieć tylko "Kuchnię" Arnolda Weskera. Właśnie w, latach 70. zaczęto uważać Ateneum za scenę z awangardowym repertuarem. Działalność teatru wzbogaciło otwarcie Sceny 61 (typu en ronde), a potem Sceny na Dole (pozyskany dla teatru Wojciech Młynarski!).

PAP: Do Ateneum zapraszał najciekawszych polskich reżyserów. Reżyserowali, m.in.: Wajda, Swinarski, Dejmek, Korzeniewski, Prus i Grzegorzewski. Czym potrafił ich przyciągnąć?

B. O.: Warmiński starał się stworzyć im jak najlepsze warunki pracy. Atutem sceny na Powiślu był na pewno zespół aktorski, doskonale skonstruowany i obfitujący w wybitne indywidualności. Przykładem tego stał się m.in. spektakl "Marat/Sade" Weissa, w reżyserii Swinarskiego, jeden z największych sukcesów artystycznych w całej długiej historii Ateneum. Ale potem Swinarski napisał głośny, krytyczny szkic o warszawskich aktorach, i opublikował go na łamach pisma "Dialog". Autorka monografii wskazuje na klasę zachowania Warmińskiego, który nigdy nie ujawnił tego, o czym Swinarski nie napisał… Dodajmy, że w staraniach o zaangażowanie aktora czy reżysera dyrektor potrafił być bardzo uparty i cierpliwy (dowodem m.in. wieloletnie zabiegi o pozyskanie Andrzeja Wajdy). Tak, lista reżyserów jest długa i naprawdę interesująca, lecz dodałabym jeszcze nazwiska najmłodszych: Andrzeja Pawłowskiego i Krzysztofa Zaleskiego.

Przypomnijmy, że w Ateneum reżyserzy niejednokrotnie znajdowali schronienie. Tak było z Kazimierzem Dejmkiem, kiedy utracił Teatr Narodowy ("Wujaszek Wania" Czechowa, zatrzymany przez cenzurę "Dialogus de Passione"), tak było w wiele lat później z Adamem Hanuszkiewiczem. W okresie stanu wojennego sam Warmiński rzucił legitymację partyjną (od roku 1950 należał do PZPR). Co więcej, budynek Ateneum udostępnił władzom zdelegalizowanych stowarzyszeń - Związkowi Artystów Scen Polskich i Związkowi Literatów Polskich. Zajął się też wielką akcją ściągania do Polski darów dla teatrów, czemu sprzyjał jego autorytet w środowiskach teatralnych za granicą. Był od 1970 r. przewodniczącym Polskiej Sekcji Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI), a później, od 1979 r., przewodniczącym Komitetu Wykonawczego tej międzynarodowej organizacji, znanej na świecie.

Warmiński, dodajmy, okazał się człowiekiem wiernym pewnym zasadom i odważnym, kiedy Ateneum było przez Służbę Bezpieczeństwa bacznie obserwowane z uwagi na postawę zespołu aktorskiego i politykę repertuarową. Aneta Kielak-Dudzik przytacza opinie tych "obserwatorów teatru", którzy donosili, że wystawia się kontrowersyjne teksty, a "premiery są obliczone świadomie i celowo na rozniecenie nastrojów niezadowolenia i oporu wobec polityki rządu". Dowiadujemy się też, że Ateneum nie raz miało poważne kłopoty, o których dopiero dziś można opowiedzieć. W styczniu 1976 r. Aleksandra Śląska podpisała protest przeciwko zmianom w konstytucji PRL, czyli "Memoriał 101". Ona również była "operacyjnie rozpracowywana", ponadto kontrolowano prywatną i urzędową korespondencję państwa Warmińskich.

PAP: Co panią jako historyka teatru zaskakuje w biografii Warmińskiego?

B. O.: Wszystko, o czym niewiele do tej pory wiedziałam, a co autorce książki udało się odsłonić dzięki dotarciu do nieznanych i niepublikowanych materiałów, m.in. IPN-u, ale także archiwów prywatnych. W życiorysie dyrektora ciekawie zapisał się na przykład wyjazd do USA w 1964 r. na kilkumiesięczne stypendium Forda. Realia tego wyjazdu odsłania korespondencja z Kazimierzem Dejmkiem, dopiero teraz opublikowana w książce. Warmiński nie tylko reżyserował jednoaktówki Mrożka na jednym w uniwersytetów, lecz oglądał przedstawienia, nawiązywał cenne kontakty. A jednak przed czasem wrócił do Polski, zrezygnował z kolejnego stypendium, które mu zaoferowano.

Jego miejscem, jego domem (od urodzenia) była Warszawa i Ateneum. Przypomnijmy, że dobrym duchem tego domu stała się wielka aktorka, heroina tego teatru Aleksandra Śląska. To jej kreacje przede wszystkim przyciągały widzów i budziły zachwyt krytyki. Ale w teatrze na Powiślu podziwialiśmy także wspaniałe role Jacka Woszczerowicza, Jana Świderskiego, u boku których wyrastało aktorskie młodsze pokolenie, czyli Władysław Kowalski, Elżbieta Kępińska i Roman Wilhelmi.

Monografia Anety Kielak-Dudzik przedstawia trudną i skomplikowaną biografię Janusza Warmińskiego w wielu aspektach, rzetelnie i obszernie, precyzyjnie i szczegółowo — na tyle, na ile pozwalały różnorodne źródła i świadectwa współpracowników. Po lekturze tej książki wiemy, dlaczego Janusz Warmiński potrafił przeprowadzić scenę na Powiślu przez dziesięciolecia, w zmieniających się warunkach politycznych i społecznych, i co zapewniło Ateneum miejsce wyjątkowe nie tylko pośród warszawskich scen, lecz również w krajobrazie teatru polskiego drugiej połowy XX wieku.

Rozmawiał Grzegorz Janikowski

Instytut Teatralny (IT) im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie organizuje 22 czerwca o godz. 18 spotkanie z cyklu "Książka w teatrze" poświęcone niedawno opublikowanej pracy doktorskiej Anety Kielak-Dudzik pt. "Janusz Warmiński i jego Teatr Ateneum". Wydanie tej książki towarzyszy, przypadającemu w tym roku, stuleciu urodzin Janusza Warmińskiego i 70. rocznicy objęcia dyrekcji w Ateneum.

Rozmowę w IT z udziałem historyk teatru prof. Barbary Osterloff, reżysera teatralnego i telewizyjnego Macieja Wojtyszki i autorki Anety Kielak-Dudzik poprowadzi Elżbieta Zimna. Fragmenty książki przeczytają aktorzy Teatru Ateneum Maria Ciunelis i Grzegorz Damięcki.

Źródło:

PAP