28.09.2020, 11:32 Wersja do druku

Powrót Tamary

mat. teatru

"Powrót Tamary" Michała Buszewicza w reż. Cezarego Tomaszewskiego w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

Nie widziałem Tamary 30 lat temu, nie byłem wówczas gotowy na wydanie całego stypendium z hakiem na bilet do teatru (120 000 zł), brakowało mi też stosownych znajomości, gdyż owe bilety były towarem wysoce deficytowym. Ale tamte czasy dość dobrze pamiętam, a że jestem w klubie nostalgików więc - te fragmenty przedstawienia, które nawiązywały do premiery w 1990, do siermiężności i szarości początków naszego kapitalizmu, do bidy ale i rozbudzonych ambicji - wydały mi się najlepsze, właśnie tak było, właśnie to się nosiło i tak się wyglądało - fantastyczne kostiumy autorstwa Braci są jednym z głównych bohaterów Powrotu Tamary.

Spędziłem w Studiu tzw. miły wieczór i ocena tego przedstawienia jest pozytywna, jednak... jakiś drobiazg tam nie zagrał, jakieś ziarko piasku uwierało, coś było nie tak. Co?

Na pewno nie aktorstwo – fantastyczny jest Jan Peszek (D'Annuzio), który bezskutecznie próbuje się z Tamarą (Sonia Roszczuk) przespać, mamy świetną rolę Moniki Switaj, czy – bardzo dobrą Mateusza Smolińskiego, zresztą oglądamy na scenie fantastyczny zespół i słabszych ról tu brak. Widać też, że aktorzy lubią Tamarę, że się bawią konwencją spektaklu, tekstem, muzyką i skojarzeniami. Nie wiem tylko, czy nie bawią się... za bardzo. W którymś momencie poczułem się jakoś samotny, chyba przy wtręcie o potrzebie kupna reflektora do Akademii Teatralnej, najwyraźniej była to kwestia z jakimś niedostępnym mi kluczem interpretacyjnym.
I tutaj – jak sądzę - jest ta psina pogrzebana. Otóż – bez choćby pobieżnego przygotowania merytorycznego widz zobaczy tylko rewię, z tancem, śpiewem, żartami i dyskretnym świntuszeniem.


Żeby ten spektakl zrozumieć na wszystkich płaszczyznach, trzeba najpierw choćby z grubsza dowiedzieć się, o co chodziło w 1919 w Rijece, trzeba znać podstawowe fakty z biografii Łempickiej, wreszcie – z grubsza wiedzieć, jaki był kontekst powstawania premiery Macieja Wojtyszki i – jakie realia tamtych czasów.
To nie jest zarzut wobec tego olśniewającego przedstawienia, bynajmniej. Ale – choć oglądałem i słuchałem dość uważnie momentami czułem się ździebko wykluczony. Cóż, trzeba było doczytać, mea culpa.


Tytuł oryginalny

Powrót Tamary

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła