„Chłopcy z Placu Miarki” Katarzyny Błaszczyńskiej wg Ferenca Molnára w reż. Bartłomieja Błaszczyńskiego z Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, szkic sceniczny prezentowany w ramach 3. Festiwalu Otwarcia w Teatralnym Instytucie Młodych. Pisze Maria Nowak.
Od wydania „Chłopców z Placu Broni” Ferenca Molnára mija blisko 120 lat. Adaptacja Teatru Śląskiego dowodzi jednak, że pewne rzeczy pozostają niezmienne i nie mają narodowości. Uwspółcześniona i przeniesiona na katowicki Plac Miarki historia wybrzmiewa jak nigdy wcześniej i zachwyca swoim uniwersalnym, dziecięcym wymiarem. Świadczy o wspaniałej ludzkiej sile (jak i potrzebie) przejawianej już w dzieciństwie do zawiązywania więzi, tworzenia zżytych wspólnot i definiowania przyzwoitości.
Każde dziecko ma własne podwórko, do którego w przyszłości będzie wracać we wspomnieniach, a może tak naprawdę nigdy się z niego nie ruszy. To nie jest przecież tylko miejsce zabaw- to źródło naszej tożsamości, podejścia do życia i ludzi. Wszystko, co tam się stanie, zostanie z nami na zawsze - co do tego psychoanalitycy mieli chyba rację. I tak też Janosz Boka wciąż stoi na placu swoich młodzieńczych lat, pod oknem nieżyjącego już najlepszego przyjaciela. Chłopcy przed laty pożegnali nie tylko Nemeczka, ale wraz z jego śmiercią także beztroskę. Tragedia brutalnie i bezpowrotnie wyciągnęła ich poza mury bezpiecznej dziecięcej przystani, nagle odsłaniając przed nimi wypartą rzeczywistość. Gdy Boka nawołuje więc Nemeczka, liczy, że wraz z nim powróci dzieciństwo, czasy, gdy największym zmartwieniem były skradzione kulki. Spektakl daje mu tę szansę- jeszcze raz zostanie kapitanem i spróbuje zadbać o swojego szeregowego.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, ile w tej książce kryje się nośnych dziś tematów. Nemeczek jest najdrobniejszym i najsłabszym fizycznie członkiem załogi, mimo to wykazuje się największą odwagą spośród grupy. Redefiniuje więc stereotyp godnego uznania i podziwu chłopaka. Wrażliwość i pokora nie czynią go wcale gorszym. Każdy z przyjaciół jest zupełnie inny, a jednak tworzą zgraną grupę i wzajemnie się dopełniają. To bardzo pouczający obrazek, że odmienność nie powinna być powodem wykluczenia, a chłopactwo niejedno ma imię.
Pięknie ukazana została także męska przyjaźń Nemeczka i Boki. To bardzo bliska, intymna relacja oparta na wzajemnym zaufaniu i emocjonalnym zrozumieniu. Przypomina o tym, że każdy potrzebuje przyjaciela oraz że nie da się być zawsze odważnym i dumnym w pojedynkę. By stworzyć tę dynamikę, twórcy nie mieli wielu scen, a jednak udało się im zainscenizować więź, którą się po prostu czuje.
Dobrze, że w tej historii nie ma złych charakterów. Ani Gereb, ani czerwone koszule nie zasługiwali na jednoznaczne potępienie. Nie powinno się młodych odbiorców nastawiać na dychotomiczny podział świata, raczej uczyć jego złożonej natury. Powolne odczarowywanie przerażającego wizerunku Feri ego Ácza oraz jego kompanów dobrze demaskuje przeważnie pozorne zło idące za tego typu opowieściami.
Przecież wciąż mówimy o dzieciach, których błędne wybory nie powinny pozostawiać trwałej skazy na sumieniu. Nie możemy do końca życia obwiniać ich za głupie, bo nieświadome decyzje, w dodatku najczęściej podpatrzone od dorosłych. Toteż przebaczenie uważam za bardzo trafione domknięcie historii poszczególnych postaci (przecież Janosz Boka też musi sobie wybaczyć), jak i zakończenie całego spektaklu.
Twórcy dostrzegli w teatrze wielką moc pobudzania wyobraźni, szczególnie tej młodej. Nie ma przecież lepszego sposobu na opowiadanie o dziecięcej kreatywności niż zachęcanie widza, by aktywnie przetwarzał to, co widzi na scenie. Nagle zamiast koryta wody rozpościera się przed nami tafla lodowatego stawu, a dwójka dorosłych aktorów staje się całą chmarą zupełnie różnych od siebie chłopaków. Nie zlekceważono dziecięcej intuicji, dano szansę, by każdy z młodych widzów przefiltrował widowisko przez własne wyobrażenia. Tym samym oferuje się im to samo, czego od teatru oczekują dorośli- by był intelektualnie stymulujący, pozostawił po sobie jakieś przemyślenia oraz pole do wymiany opinii. Nie wiem, kto jest widzem bardziej wymagającym- starsi czy młodsi- ale jestem pewna, że wybierając tę drogę, „Chłopcy z Placu Miarki” mają szansę spodobać się każdemu. Na mnie podziałało.
***
„Chłopcy z Placu Miarki”, reż. Bartłomiej Błaszczyński, Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, szkic sceniczny prezentowany w ramach „Festiwalu Otwarcia”, Teatralny Instytut Młodych, 18-21 listopada 2025