Logo
Recenzje

Potwór z porcelany, czyli nie wszystko jest takie jak się wydaje

20.06.2025, 11:42 Wersja do druku

„Piękna i Bestia” wg tekstu i w reż. Pawła Paszty w Teatrze Lalek Pleciuga w Szczecinie. Pisze Izabela W. Zabielska.

fot. Piotr Nykowski

„Piękna i Bestia” to baśń opowiadająca o młodej dziewczynie, która ratując swojego ojca, oddaje się w niewolę Bestii. Mieszkając z potworem, stopniowo poznaje jego charakter i osobowość i dostrzega, że mimo przerażającego wyglądu nie jest straszną kreaturą, która bez litości zabije niewinną dziewczynkę. Początki tej historii sięgają roku 1740, wtedy po raz pierwszy fabuła została spisana przez Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve. Przez kolejne dekady baśń była wiele razy pisana na nowo, zachowując schematy i wzorce. Jednak przez wielokrotne jej powtarzanie, każda historia miała w sobie coś unikalnego. Podobnie jest na scenie szczecińskiego teatru. 

Sprawnie animowane lalki przeżywają na naszych oczach własne emocje, obdarzono je także ludzkim głosem, co więcej – podczas całego spektaklu pojawiały się momenty, gdzie „nieżywa” scenografia także ożywała. Czujny widz mógł dostrzec, że razem z Bellą trzęsącą się ze strachu na widok Bestii, drżały także świeczniki. Emocje, które towarzyszyły rekwizytom jak i lalkom, zostały oddane z wysoką precyzją. Publiczność bez problemu mogła dostrzec dynamikę radości, spazmy smutku i lęku oraz gwałtowność złości. Aktorzy nie przejmowali głównej roli w spektaklu, ubrani na czarno, oddawali całe przedstawienie przedmiotom, elementom scenografii i „artefaktom” wyobraźni. Było kilka momentów, gdy na scenie pojawiało się zbyt wiele lalek. Widz mógł zgubić się w tym, kto i gdzie przemawia w danej chwili. Na szczęście z pomocą przychodziła wiązka światła, skupiając uwagę publiki w konkretnym miejscu i na konkretnej postaci. Tę wizualną warstwę dopełniała muzyka. W całym spektaklu znalazło się kilka interesujących piosenek. Niestety większość z nich była bardzo do siebie podobna, rytm z czasem stawał się nużący, a jego powtarzalność odjęła muzyce unikalności. 

Na scenie pojawiły się lalki stylizowane na japońskie. Ich twarze były jasne, wręcz kredowobiałe, duże, idealnie widoczne nawet z końcowych rzędów. Postać Bestii była najwyższa i swoim wyglądem przypominała ogromne, rozłożyste drzewo. Wyróżniała się spośród całej reszty, której bliżej było do porcelanowych laleczek. Bella odziana była w anielską biel, co podkreślało jej niewinność i dobre serce, otwarte dla rodziny i innych nieskalanych stworzeń. Widziała dobro tam, gdzie inni nie potrafili go dostrzec. Dzięki swoim cechom niewinnej i przepełnionej miłością dziewczynki, trafiła do zamku Bestii. Mimo lęku, została z nim i nie zrażały jej bestialskie prowokacje potwora. Po pewnym czasie zaczęła chłonąć zachowania swojego towarzysza. Potrafiła na niego krzyknąć (a nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało), warknąć, nauczyła się pewności siebie, której wcześniej jej brakowało. Bestia (Krzysztof Tarasiuk) zaś przejął od Belli (Marta Łągiewka) umiejętność okazywania uczuć, wsparcia, miłosierdzia i przede wszystkim miłości. Relacja między głównymi postaciami zmieniła się jednak zbyt szybko. Przy pierwszej kolacji dziewczyna była przerażona i nie chciała wchodzić w interakcje z Bestią, przy drugiej wieczerzy darzyli się wielką sympatią. Pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami nie zadziało się kompletnie nic szczególnego, co mogłoby tak nagle zmienić ich emocje względem siebie nawzajem. Taka dynamiczna zmiana z nienawiści do miłości mogłaby być złym wzorem dla małych dzieci, które były głównymi odbiorcami spektaklu.  

Starsza publiczność śmiała się z żartów myszy  – przyjaciela Belli (Rafał Hajdukiewicz). Kwestie tej postaci często odnosiły się do współczesności i niejednokrotnie miały w sobie drugie dno, do którego dotrzeć mogli tylko dorośli. Mysz pełniła rolę komentatora i medium. Podczas dialogów z Bellą Tymoteusz odnosił się do podejmowanych przez nią decyzji. Mały bohater był na pozór bojaźliwy, ale czasami wykazywał się wielką odwagą: udał się wraz z dziewczynką do zamku Bestii, gdzie razem zostali uwięzieni. Miał możliwość, aby uciec, ale wytrwale czuwał przy przyjaciółce. Postać myszy nie była jedynym mówiącym zwierzęciem w trakcie całego spektaklu. Przemówił także koń, wierny kompan ojca głównej bohaterki. W jednej z pierwszych piosenek głos dostały także smoki, które nie licząc wpadającego w ucho utworu, miały też inną ważną rolę. Jeden ze smoków wchodził w interakcje z dziećmi w pierwszych rzędach. Niestety był to tylko jeden z kilku skrzydlatych stworów będących w tamtym czasie na scenie. Takich interakcji zabrakło w późniejszej części spektaklu. To znaczące niewykorzystanie potencjału, ponieważ możliwości do kontaktu z młodą widownią było wiele: dzieci wszak radowały się, podnosiły ręce, gdy nietoperz albo smok przefrunął nad ich głowami. 

Morał historii był bardzo bezpośredni i silnie zaakcentowany. Ci, którzy zasłużyli na szczęśliwe zakończenie, dostali je. Bestia zamienił się w cudownego księcia. Ojciec Belli (Maciej Sikorski) zyskał wspaniałego i majętnego zięcia, a przede wszystkim szczęśliwą córkę, która znalazła miłość swojego życia. Siostry Belli od początku były złymi postaciami, które przede wszystkim interesowały się swoim własnym dobrem i majątkiem. Były zgryźliwe, egoistyczne i samolubne, więc nie zasłużyły na szczęśliwe zakończenie. Wróżka, która pojawia się w ostatnich chwilach spektaklu, informuje, że dziewczyny zostały zamienione w kamienne posągi. Jest to forma kary, która je spotkała za ich złe zachowanie. Posągi te były ilustracją metaforycznego obrazu „kamiennego serca’’, czyli generalnej ich postawy względem innych, w tym Ojca. Dobre dzieci dostają nagrody, a złe dzieci dostają karę... Jednak główny morał historii jest zupełnie inny. Odnosi się oczywiście do tytułowych postaci, czyli Belli i Bestii. Wróżka silnie akcentuje, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Bestia mimo wyglądu potwora, był dobrym mężczyzną, który potrzebował odrobiny miłości i zrozumienia. Otrzymał je od Belli, która była ratunkiem dla jego zgorzkniałego życia.  

Podziw budzić mogła wizualna warstwa spektaklu Pawła Paszty. Można by ją jednak wzbogacić o kilka małych detali, które dodałyby uroku. Wróżka pod koniec spektaklu wspomina, że Bestia miał odnaleźć miłość, do czasu, gdy wszystkie róże w ogrodzie nie zwiędną (wątek wyraźnie niepociągnięty przez inscenizatora)... Zdarzało się także w spektaklu, że relacje bohaterów były przerysowane i czasami toksycznie przedstawione: dynamiczna relacja Bestii i Belli, czy ta łącząca ją z Ojcem. Ten ostatni zachowywał się dziecinniej niż jego najmłodsza córka. Zatopił się w świecie fantazji, przez co zapominał o rzeczywistości i to Bella przejmowała rolę osoby odpowiedzialnej, opanowanej i dorosłej. Warto jednak pamiętać, że historia jest reinterpretacją znanej baśni, więc hiperbolizacja zachowań i pewnych cech jest jak najbardziej usprawiedliwiona.  

Spektakl w Teatrze Lalek Pleciuga to wartościowa i angażująca reinterpretacja klasycznej baśni. Mimo kilku niedociągnięć, zachwyca formą, grą lalkarską i silnym przesłaniem. To doskonała okazja, by już od najmłodszych lat zaznajamiać dzieci z kulturą, emocjami i uniwersalnymi wartościami przedstawionymi w baśni. 

***

Recenzja powstała w ramach projektu „Pisanie o Teatrze” realizowanego przez dra Jakuba Michała Pawłowskiego (Instytut Literatury i Nowych Mediów) ze studentami kierunku pisarskiego Uniwersytetu Szczecińskiego na konwersatoriach dramatologicznych. Autorka jest studentką drugiego roku (1 st.) tych studiów. 

Teatr Lalek Pleciuga w Szczecinie 

„Piękna i Bestia” 

Tekst, reżyseria: Paweł Paszta 

Scenografia: Ewelina Brudnicka 

Muzyka: Tomasz Jakub Opałka 

Lalki: Mária Bačová

Choreografia: Bartłomiej Ostapczuk

Przygotowanie wokalne: Sandra Jakubowiak

Premiera: 13 czerwca 2025 

Spektakl dla dzieci od lat 4

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także