28.06.2007 Wersja do druku

Polska opera wymaga liftingu

Jedno wybitne przedstawienie Mariusza Trelińskiego we Wrocławiu nie ratuje honoru polskiego teatru operowego, który w ostatnich miesiącach wyraźnie się zestarzał - pisze Jacek Marczyński w Rzeczpospolitej.

O "Królu Rogerze" [na zdjęciu] w Operze Wrocławskiej będziemy pamiętać długo, bo też nikt dotąd nie odczytał równie interesująco utworu Karola Szymanowskiego. Scenicznym obrazom Mariusza Trelińskiego wartości dodał wysoki poziom muzyczny zapewniony przez Ewę Michnik. Inscenizacja z pewnością stanowić będzie punkt odniesienia do dalszych losów scenicznych "Króla Rogera" w kraju i na świecie. Ten spektakl nie miał konkurencji. W tyle za nim plasuje się jedynie próba przywrócenia na scenę "Manru" Ignacego Jana Paderewskiego, którą w Bydgoszczy podjął Laco Adamik, oraz ciekawy eksperyment Marka Weiss-Grzesińskiego dokonany na "Rigoletcie" Verdiego w Operze Bałtyckiej. Poza klasyfikacją należy umieścić wielkie widowisko plenerowe we Wrocławiu ("Napój miłosny" Donizettiego), a jeśli dodamy je do listy wydarzeń, to i tak jest ich bardzo mało. Nieustanne wznowienia Działa w Polsce dziesięć teatrów, niebawem dojdzie kolejny w Białymstok

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Polska opera wymaga liftingu

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 152

Autor:

Jacek Marczyński

Data:

28.06.2007

Tematy w toku