EN
28.11.2022, 09:44 Wersja do druku

Polowanie na czarownice. PiS czyści teatry z opozycji

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł unieważnił wybór Moniki Strzępki na dyrektorkę Teatru Dramatycznego w stolicy. PiS czyści sceny z opozycji i walczy z wolnością słowa. Pisze Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”.

Od odwołania przez komunistów Gustawa Holoubka z dyrekcji Dramatycznego w styczniu 1983 r. taka historia miała się już w demokratycznym państwie prawa nie powtórzyć. Jednak także w polityce kulturalnej coraz częściej pojawiają się podobieństwa decyzji Zjednoczonej Prawicy do administracyjnej przemocy stosowanej wobec artystów w Rosji i na Węgrzech.

W Małopolsce Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. Słowackiego po premierze krytykowanych przez partię rządzącą „Dziadów” Mai Kleczewskiej od wielu miesięcy ma status odwoływanego, co przypomina sytuację administracyjnego zastraszania w „Procesie” Franza Kafki 1:1.

Niszczące domino

Ciekawe, że realizację „Procesu” w reżyserii Krystiana Lupy w Polskim we Wrocławiu udaremnił dyrektor Cezary Morawski wybrany przy poparciu PiS, niszcząc jeden z najlepszych zespołów i dochodową, graną na światowych festiwalach „Wycinkę” Lupy, która profetycznie mówiła m.in. o politycznych zniszczeniach w kulturze, jakich dokona prawica. Szybko mieliśmy potwierdzenie. Aktor kreowany na lidera sanacji został odwołany po kontroli Najwyższej Izby Kontroli. Ale niszczący efekt domina został uruchomiony. W Narodowym Starym Teatrze w Krakowie Jan Klata nie mógł wygrać konkursu, bo choć jest jednym z najlepszych reżyserów, to poglądy ma niesłuszne. Dlatego osadzono tam duet (celowo nie przypominam nazwisk), który szybko się pokłócił, okazało, że ktoś ma niesłuszną orientację, a ktoś niestabilną psychikę – delikatnie mówiąc. Dobrze, że minister Piotr Gliński zdecydował się na kompromis z zespołem i nową dyrekcję, jednak Stary powoli wraca do normalności.

Potem Mariusz Gosek, poseł Solidarnej Polski, żądał odwołania Michała Kotańskiego, dyrektora Teatru im. Żeromskiego w Kielcach, jednego z najlepszych w kraju, prowadzącego, spektakularną przebudowę sceny, ponieważ zdaniem polityka spektakl „Ale z naszymi umarłymi" obraża pamięć o zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Z kolei w Łodzi urząd marszałkowski narzucił Teatrowi im. Jaracza wicedyrektora artystycznego Michała Chorosińskiego, męża posłanki PiS, który wcześniej przegrał konkurs, przeciwko któremu protestował zespół aktorski, bo Chorosiński ma kontrolować zgodność repertuaru z linią rządzącej partii. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby realizował ją w znakomitych spektaklach jakiś genialny reżyser. PiS ma jednak krótką ławkę. A może linii niszczącej wolność słowa nie da się dobrze realizować w sztuce?

Jeśli chodzi o konkurs na dyrekcję Dramatycznego trzeba przyznać, że od początku przebiegał burzliwie i budził wątpliwości. Monika Strzępka w liście do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego napisała, że jako kobieta czuje się obca w kraju oraz w instytucjach, gdzie rządzą mężczyźni, którzy się już nadyrektorowali. Dzięki temu udało się jej podważyć zapis o kierowniczym stażu, bo przekonała, że odbyła go przełomowymi spektaklami na najważniejszych scenach.

W środowisku zaczęło się mówić, że dostanie teatr, ponieważ ekipa Trzaskowskiego stawia na sojusz z młodą lewicą. Rzeczywiście: nawet ostatnie rekomendacje dotacyjne pokazują, że ratuszowi bliższy jest teatr jako społeczny eksperyment niż tradycyjnie pojmowany spektakl. Strzępka jest najbardziej utytułowaną reżyserką nowego teatru, ale część krytyki jej nie akceptuje. Ma wrogów również w Platformie Obywatelskiej, wykpiwała bowiem Hannę Gronkiewicz-Waltz, po katastrofie smoleńskiej głosowała na Jarosława Kaczyńskiego. Jednocześnie wyboru Strzępki i jej feministycznego programu dokonała komisja siedmioma głosami reprezentantów nie tylko miasta, ale również stowarzyszeń twórczych i zespołu. Strzępka jest bowiem świetną artystką i charyzmatyczną osobowością. Przeciw niej głosowało tylko dwóch członków komisji z Ministerstwa Kultury. Strzępka wygrała z mocnymi rywalami: m.in. z Michałem Zadarą i Tadeuszem Słobodziankiem, dotychczasowym dyrektorem, co nie podoba się konserwatywnej części PO. Jednak podważanie orzeczenia komisji konkursowej w decyzji wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła argumentem, że jedna z przedstawicielek zespołu była w konflikcie ze Słobodziankiem, to merytoryczna kompromitacja: Słobodzianek z większością środowiska się skonfliktował. „Rzeczpospolitą” w autoryzacji wywiadu nazwał gazetą antysemicką.

To, że jest wybitnym dramatopisarzem i zgromadził wokół Dramatycznego dużą widownię „teatru środka” było jego atutem. Jednak miasto chciało zmiany, a komisja w wolnym głosowaniu tę wolę potwierdziła.

Trudne tematy

Nie wiem, kto odpowiada za treść pisma wojewody Radziwiłła o odwołaniu Strzępki, ale użyto argumentacji, która jest wybiórcza, tendencyjna. Napisano, że powołanie Strzępki jest sprzeczne z założeniami konkursu. Owszem „działalność Teatru powinna być kierowana do dotychczasowej, stałej publiczności, z dbałością o jej komfort i oczekiwania”. Wojewoda to akcentuje, ale pomija równorzędny zapis: „jak i otwierać się na nowych odbiorców i nowe odbiorczynie, proponując im odpowiednie spektakle i aktywności, w tym działania edukacyjne”. To jest w programie Strzępki. Wojewoda eksponuje, że Dramatyczny „będzie kontynuował tradycje tej sceny”. Pomija jednak zdanie o poszukiwaniu „nowoczesnych form scenicznych".

Jako teatrolog i widz Dramatycznego jeszcze za dyrekcji Gustawa Holoubka, chcę przypomnieć, że w tradycji sceny są premiery dające się porównać z zachowaniem wszelkich proporcji do tego, co dekady później zrobiła Strzępka. Były też takie, które cenzura PRL zatrzymywała lub kastrowała i rządząca teraz koalicja nie powinna tego błędu powtarzać. Warto podkreślić, że tradycja Dramatycznego, który powstał w 1957 r., to nie tylko dyrekcja Gustawa Holoubka (1972–1983), od której mijają już cztery dekady, a więc czas dłuższy, niż przypadało na okres wcześniejszy. W tym zaś drugim okresie w Dramatycznym wiele nowoczesnych spektakli wystawił m.in. Krystian Lupa, Grzegorz Jarzyna, Krzysztof Warlikowski i inni. Czy piszący unieważnienie konkursu o tym wie, czy tylko przemilczał, żeby wprowadzić w błąd opinię publiczną?

Naprawdę nie mam przekonania, że faktyczny autor decyzji lub doradcy wojewody Radziwiłła zadbali o jego powagę. Wytykanie Strzępce, że chce wpuszczać do Dramatycznego czarownice, to cofanie nas do czasu ciemnoty po szwedzkim potopie. Owszem: wielu osobom nie podobała się uroczystość wprowadzenia do teatru instalacji waginy, zapowiedź podejmowania tematów tzw. sexworkingu, LGBT+ oraz niebinarnych dzieci. Osoby o konserwatywnych poglądach może to oburzać. Nawet liberalni Polacy nie wiedzą czasami, jak się do tych kwestii odnosić, ale teatr jest bodaj najlepszym miejscem do dyskusji o społecznych zmianach. Poza tym, żyjemy chyba w państwie, gdzie nie ma cenzury i jest wolność słowa. Może nam się coś nie podobać, ale od stwierdzenie faktu, że łamane jest prawo, są sądy. Dlatego Monika Strzępka w swoim oświadczeniu napisała, że wojewoda myli uprawnienia nadzorcze z przekonaniami politycznymi.

Wojewodę oburza też wspieranie LGBT, tymczasem w środowisku teatralnym od lat głośno mówiło się o osobie tej orientacji blisko szczytów władzy, która miała łatwość w realizacji upragnionego spektaklu. Prawicowi homoseksualiści mają więcej praw niż opozycyjni?

W rocznicę „Dziadów”

Są inne naruszające powagę urzędu wojewody RP akapity w decyzji. Czytamy, że w spektaklu Strzępki „Dziady. Ekshumacje”, odwołującym się do Mickiewicza, ofiarami Polaków byli „Żydzi w Jedwabnem". Wojewoda komentuje to następująco: „Zatem Monika Strzępka przy wykorzystaniu twórczości Adama Mickiewicza wyreżyserowała spektakl szkalujący Polskę, przedstawiający Polaków jako naród zbrodniarzy”. Czy wojewoda podważa fakt, że byli tacy Polacy, którzy zamordowali Żydów w Jedwabnem? A czy autor decyzji nie powiedział podpisującemu ją wojewodzie, że poprzedni dyrektor Dramatycznego Słobodzianek napisał „Naszą klasę” właśnie o Jedwabnem, graną pod szyldem Dramatycznego i na całym świecie? Czy wojewoda nazywał to „szkalowaniem Polski”?

Niefortunne jest to, że potomek arystokratycznej rodziny wyrzuca dyrektorkę, która nie kryje chłopskich korzeni. I zrealizowała jeden z najlepszych spektakli Dramatycznego o Jakubie Szeli, który mówił o wykluczaniu dzisiejszych potomków polskich włościan, okradaniu ich z tożsamości przez szlachecką kulturę. Spektakl był nagradzany, wygrał m.in. festiwal [email protected] w Gdyni głosem szefa jury Janusza Głowackiego. Teraz odwołana reżyserka może czuć się jak w politycznym folwarku. Zaś feministki mogą powiedzieć, że konserwatysta wyrzucił pierwszą dyrektorkę Dramatycznego.

Oczywiście sprawa ma wiele innych kontekstów. Monika Strzępka pisze w oświadczeniu o poparciu całego zespołu. Jednak docierają sygnały, że pisanie do aktorów „osoba socjalizowana do męskiej roli” nie wszystkim się podoba. Nawet aktorzy bliscy reżyserce mówią o konieczności „przeczekania okresu waginy”. Jednak wytaczanie rządowych armat przeciwko dyrekcji potwierdza tylko krążące od dawna pogłoski, że PiS szuka w Warszawie tematu do ataku na Rafała Trzaskowskiego.

Zamiast dać widzom do wyboru, czy akceptują teatr w wersji Strzępki, a nikt jeszcze nie wygrał z frekwencją lub jej brakiem, PiS zaczął nagonkę w 55 lat od premiery „Dziadów” Dejmka, które stały się dla Gomułki pretekstem do niszczenia liberalnej opozycji w 1968 r. Dlatego pierwsza premiera dyrekcji Strzępki 8 grudnia musi stać się demonstracją.

Jak widać w kraju zmagającym się ze skutkami wojny w Ukrainie, inflacją, brakiem miliardów z Unii Europejskiej – tematów zastępczych nie zabraknie. Na końcu Strzępka, która nie kryła swego poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego, zostanie ogłoszona agentką Berlina, bo przecież rewolucja musi pożerać własne dzieci.

Tytuł oryginalny

Polowanie na czarownice. PiS czyści teatry z opozycji

Źródło:

„Rzeczpospolita” online

Link do źródła

Autor:

Jacek Cieślak

Data publikacji oryginału:

28.11.2022

Wątki tematyczne