Logo
Recenzje

Podróże Guliwera

23.02.2026, 19:56 Wersja do druku

„Podróże Guliwera” Jonathana Swifta w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego w Teatrze Guliwer w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Marek Zimakiewicz/ mat. teatru

Nazwisko reżysera przyciągnęło mnie do Guliwera z pewnym niepokojem, ale i z zainteresowaniem. Zresztą nawet gdyby ukryć je na afiszu, nietrudno byłoby odgadnąć, kto stoi za tym projektem. A w każdym razie ręka Aleksandra Wasilkowska jest w Podróżach Guliwera aż nadto widoczna – wyobraźnię scenografki ograniczała chyba jedynie niewielka przestrzeń sceny. Jej lalki są po prostu niesamowite. Widać, że dawały radość nie tylko młodym widzom, paniom wychowawczyniom i mnie, lecz także aktorom, którzy je animują. Spektakl bawi się również najnowszymi technologiami – zaspojleruję: mieszkańcy Liliputu chodzą po bohaterze, a nawet wskakują mu na rękę. AI w służbie teatru dla młodego widza sprawdza się tu naprawdę świetnie; w tym wypadku to narzędzie okazuje się nie efekciarskim gadżetem, lecz realnym wsparciem wyobraźni.
Rzecz – cóż – o tym, że podróże kształcą. Że w różnych miejscach ludzie są różni – i to jest wspaniałe. Że „mały” i „duży” to pojęcia względne.

Że nieśmiertelność ma swoje plusy, ale i minusy. A nawet – że skorupkę jajka na śniadanie można rozbijać z dowolnej strony.

Wątek polski wydał mi się wprawdzie nieco niekoherentny, a fraza Bełzy zabrzmiała osobliwie wśród zdań Swifta, ale być może właśnie dzięki temu zabiegowi nawet najmłodszy widz zrozumie, że ta opowieść jest także o nim – o jego wrażliwości, jego już odbytych i przyszłych podróżach oraz o niespodziankach, jakie one przynoszą.

Fajne.

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr

Link do źródła

Sprawdź także