Spektakl mechaniczny – w hołdzie Goyi i Bachowi. Tak brzmi dedykacja wydarzenia, na które składa się samo widowisko i intrygujący kontekst; wystawa projektów i znakomity katalog, będący przedsięwzięciem artystycznym samym w sobie. Jest także digitalny wizerunek i obszerny opis spektaklu na stronie internetowej artysty: dariuszgorczyca.pl. Pisze Anita Skwara.
Odbiorca (tak było w przypadku pokazu „Ostatniej Fugi” w Muzeum Śląskim w październiku 2025, kuratorka wystawy – Jolanta Niedoba) zostaje więc wyposażony w „narzędzia poznawcze”, które mogą mu pomóc w oswojeniu tego uniwersum. Pomoc będzie tutaj bezcenna. Intertekstualność, multimedialność, zadeklarowana samym tytułem i konsekwentnie budowana polifoniczność tego teatru bez sceny, bez trzeciego wymiaru i aktora, wymagają od widza świadomego ulokowania się w tym szczególnym terytorium. Przez „lokowanie się” rozumiem tryb odbioru i język, w jakim ja-odbiorca decyduję się rozmawiać z adresowanym do mnie dziełem.
Rzecz jasna, ów „język” ma naturę pozalingwistyczną (zanurzamy się przecież w prawie bezsłownej materii wizualnego zdarzenia). Konieczne jest jednak założenie pewnego trybu lektury, który uchroni mnie przed „mrokiem niezrozumienia”. Tak, w ciemności ekranu, rozrywanej salwami ognia karabinów plutonu egzekucyjnego i krwawiącą bielą koszuli skazańca, ja-odbiorca muszę nawigować świadomie.
Za autorem wertuję więc encyklopedię sztuki, wędruję pomiędzy dyscyplinami – teatrem, widowiskiem ekranowym, malarstwem, muzyką, po to, by rozpoznać Wielką Iluzję – wszak tutaj, w „Ostatniej Fudze”, nie ma desygnatów w rzeczywistości... „Nie łudźcie się, to nie jest transmisja”… podpowiada Dariusz Gorczyca. Natomiast jest potężny rejestr haseł, imion własnych, znaków kulturowych, jest symbolarium – które przecież definiują jego, spektaklu genotyp… Bach i Goya, Penderecki i Witruwiusz, Adam i Ewa, Sprawiedliwość i Wojna (wszystkie wojny świata)… jest i Muybridge (genialny fotograf, który statyczną fotografią opowiedział ruch) i historyczni anatomowie, rozpisujący ludzkie ciało w obrazy na tablicach. Ścieżki potencjalnych odczytań, trakt tropów właściwych lub wiodących na manowce nadinterpretacji, wzbudzają respekt wobec gęstości znaczeniowej „Fugi”, lęk przed zagubieniem się w jej totalności i zarazem budzą potrzebę opowiedzenia SIĘ wobec sygnalizowanych przez nią historii. Szczególnie, że mówią do mnie w nieoswojonej jeszcze formule, bo to przecież
Teatr 3D…
gdyby sięgnąć do etymologii słowa theatrum, w znaczeniu miejsca, w którym doświadczam spektakl, z widownią, sceną, kurtyną, z AKTOREM… – to zostało ono unicestwione. Jest ekran – dwuwymiarowy, imitujący jedynie wymiar trzeci. I projekcja – tego, co wcześniej zostało wygenerowane, wytworzone na styku twórczej imaginacji wykarmionej kulturową pamięcią i technologii. OBRAZY NIEISTNIEJĄCEGO, ułuda doskonała. Rozprawa z czasem, z efemerycznością, z przemijaniem i – z kruchością. „Stworzyć spektakl, (…) stanowiący maszynerię tak uwarunkowaną, by po jej dostrojeniu stworzyć dzieło zamknięte – jakby zamrożone w czasie, gotowe nie tylko do powtórzeń, ale i powielenia” (Dariusz Gorczyca, katalog)
Ja-odbiorca zasiadam więc przed płaszczyzną ekranu, uzbrojony w świadomość, że kontempluję dzieło sztuki w najwyższym, z możliwych, stopniu SZTUCZNE (ang. art – sztuka, ma wspólne korzenie z artificial – sztuczny). Moje „nie-dowierzanie” w prawdę widowiska łagodzi jednak odwieczna, poznawcza procedura, w której mimesis (naśladownictwo) idzie w parze z apate (rozpoznanie iluzji, któremu towarzyszy estetyczna rozkosz). Pomimo nabytej wcześniej wiedzy o statusie spektaklu (lektura katalogu, strony internetowej, ogląd wystawy projektów) paradoksalnie wierzę pojawiającym się na ekranie obrazom. Dlaczego? Bo, zgodnie ze swoją ontologią „obraz nie może powiedzieć, że COŚ nie istnieje”… Mówi zawsze w trybie orzekającym.
Lokuję się więc w tym NIEMIEJSCU, w przestrzeni, która jest montażem wielu, uprzednio znanych. Przestrzeń sceny i ekranu, przestrzeń płótna malarskiego i gry planszowej. I komputerowej gry… Rozpoznaję kontury i zarysy każdej z nich, ale ta – pozostaje amorficzna, wsobna, terra incognita, niezmapowana jeszcze. Narasta potrzeba zakotwiczenia się w tym, co oglądam. Być może będzie to
Prawda maszyn?
Oto one: „mobil nieustannej egzekucji”, „krzyż – sygnalizator salwy”, „transporter ofiary”, „tarcza – diagram zabijania”, „orszak pogrzebowy – pluton egzekucyjny”, „przyrząd anatomiczny”, „fotofazy śmierci – Adam&Ewa”, „żywy cel”. Autor pozycjonuje się jako konstruktor, genetyk tworzący obiekty – hybrydy, szczególne automata, bezprecedensowe w swoim kształcie i działaniu. Maszynowy gabinet osobliwości, które funkcjonują w myśl mechanicznej partytury. Ich metamorfozy, jak pisze Dariusz Gorczyca, odbywają się samoczynnie, maszynowo. Obiekt naczelny, konstrukcja w funkcji głównej „osoby dramatu” przywołuje imiona własne, wskazane w dedykacji „Ostatniej Fugi”; Bach i Goya – wertykalny rejestr organowy, który samoczynnie i maszynowo przeistacza się w poziomo ulokowaną machinę śmierci – rząd luf karabinowych. Wzniosłość i terror, emanacja ducha i karabinowy rechot okrucieństwa. Fuga organowa Jana Sebastiana versus scena egzekucji z obrazu Goyi. Maszyna jest w stanie zagrać wszystko… One – maszyny w spektaklu Gorczycy tańczą swój balet mechaniczny, odsłaniając przy tym własną „naturę” (cóż za paradoks, w przypadku apoteozy sztuczności totalnej…). Hiperrealność, rdza i patyna, surowy metal – ciężki i chropawy, drewno strawione przez czas, śruby, spawy… cała ta materia trzeszczy, zgrzyta, łomocze – nienaoliwiona. Żyje. I podlega „starzeniu”. Epoka, w której te paradoksalne obiekty mogłyby zostać skonstruowane, dawno minęła. One – maszyny, zaświadczają o upływie fikcyjnego CZASU. Od działania czasu rzeczywistego autor uwalnia przecież swoje digitalne uniwersum. Jest wielkie TERAZ, TUTAJ, ZAWSZE… Pomimo, używając terminologii filmowej, ruchu wewnątrzkadrowego, wędruję wśród „zamrożonych obrazów” (angielski termin frozen images), które przy każdej kolejnej bytności w tym mechanicznym teatrze będą TAKIE SAME.
Nie byłoby jednak mojego emocjonalnego zaangażowania w tę doskonale zaprojektowaną „nieludzką” konstrukcję, gdyby nie istniał wymiar, dzięki któremu ja-odbiorca mogę się w niej projektować. Mechanizm projekcji-identyfikacji, czyli fundament, na którym sztuka wszelka, a kino w szczególności, buduje swoją potęgę. Identyfikuję się „z” i projektuję siebie, nakładam własny świat na ten, który jest przede mną – na ekranie, w teatrze, na płótnie malarskim, w sali koncertowej. Szukam więc przewodnika – idę
Za ciałem…
Tunica propior palliost (koszula najbliższa ciału).
Kiedy biała koszula skazańca, ukrzyżowana na metalowej ramie, po salwie plutonu egzekucyjnego wędruje ku górze unurzana w czerwieni – staję wobec imperatywu odpowiedzi. Pamięć tkankowa, pamięć zapisana w ciałach. Tych, które były tu wcześniej, tych, które SĄ. Które były/są esencją sztuki.
Kreator tego widowiska proklamuje rezygnację z ciała aktora (bo niedoskonałe, uwikłane w doczesność, fizjologię, nietrwałość) na rzecz obiektu, maszyny. Nierówny to interfejs, bo ciału ludzkiemu odmówiono sprawczości, jest urzeczowione, ot – takie digitalne pakuły, a ciało przedmiotu – zantropomorfizowane. Tu pojawia się kolejny w „Ostatniej Fudze” paradoks: HORYZONT SOMATYCZNY. Maszyny, każda z nich, działa ze względu na ciało. Fundamentalnym i ostatecznym punktem odniesienia tych samoczynnych, samosterownych automatów pozostaje ciało nie tyle aktora, bo jak ustaliliśmy, aktor tu nie istnieje, ale atrapa (attrape – przynęta) ciała. Każde z imion, jakimi autor spektaklu nazwał swoje konstrukcje, implikuje cielesność, jako obszar agresji. Cel – pal!... Tablice anatomiczne, rycina człowieka witruwiańskiego, fotograficzna iluzja ruchu upadających ciał wygnańców z Raju (poruszające fotofazy śmierci – Adam&Ewa). Straszliwy mechanizm transportera ofiar – digitalne atrapy nagich ludzkich ciał z egzekucyjnymi workami na głowach – spadają w piętrzący się stos.
W teorii filmu (w szczególny sposób, także w obszarze medium filmowego tu jesteśmy) istnieje pojęcie PROTEZY SYMBOLICZNEJ, którym dla rzeczywistego ciała widza staje się niematerialne ciało ekranowe. Trudno o frazę bardziej aplikatywną wobec tego theatrum mundi, jakim jest „Ostatnia Fuga”. Aktorowi rzeczywistemu nie przysługuje prawo udziału w tym spektaklu, jest z innego uniwersum, które twórca zdecydował się opuścić. Pozostawia jednak mnie-odbiorcę wśród owych atrap i protez o sile wyrazu tak przemożnej, że zawierzam im, za ich sprawą lokuję się w świecie, opowiadanym przez archetypy i symbole, które przecież rozpoznaję – i dotykam.
A ciało nadal przekracza naszą o nim wiedzę.
Post scriptum: Według deklaracji autora, ważnym impulsem do powstania spektaklu była „Niedokończona fuga” („Die Kunst der Fuge”), w katalogu dzieł wszystkich Bacha widniejąca pod numerem 1080. Okoliczność to znacząca, gdyż już w tym momencie otwiera się ów somatyczny horyzont mechanicznego spektaklu… Przerwany zapis nutowy kompozytora, sporządzony ręką syna dopisek iż nastąpiło to w chwili śmierci ojca. Zgodnie z tym podaniem historia życia/ historia ciała zostawiły trwały ślad. Dariusz Gorczyca nazwał go relikwią…
***
Pokaz spektaklu „Ostatnia Fuga” w reżyserii Dariusza Gorczycy odbędzie się w Instytucie Teatralnym 6 marca o godz. 19.00. Wydarzenie w ramach Otwartej Sceny IT.
Więcej informacji na stronie: https://www.instytut-teatralny.pl/2026/02/13/ostatnia-fuga-otwarta-scena-it/