Logo
Recenzje

Pełen bukiet życia

12.01.2026, 11:37 Wersja do druku

„Degustacja” Ivana Calbéraca w reż. Jakuba Przebindowskiego w Teatr Kwadrat w Warszawie. Pisze Marek Zajdler na stronie NaszTeatr.

fot. Krzysztof Bieliński

Teatr Kwadrat coraz śmielej sięga po sztuki nowe, nieznane dotąd na rodzimym podwórku teatralnym i to się chwali. Ale wiąże też z ryzykiem, zwłaszcza w przypadku tytułów powstałych zagranicą, często nasyconych lokalnymi smaczkami, które niekoniecznie stają się czytelne nad Wisłą. Po ubiegłorocznej, dobrze przyjętej, jubileuszowej i światowej prapremierze „Żegnaj, Panie Szekspir!” Michaela Kelly’ego, reżyser Jakub Przebindowski przygotował tym razem polską prapremierę tekstu Ivana Calbéraca „Degustacja”. Czy sztuka, która otrzymała prestiżową nagrodę Moliera za najlepszą komedię francuską 2019 roku, a nawet została zekranizowana w niezmienionej obsadzie trzy lata później, ma szansę odnaleźć się w naszych realiach?

Historia toczy się gdzieś na francuskiej prowincji, w miasteczku, gdzie każdy zna każdego. Delikatnie gburowaty Jacques (Tomasz Schimscheiner) prowadzi sklep z winami, ale interes nie idzie mu najlepiej. Pewnego dnia wpada do niego z wizytą wolontariuszka miejscowej parafii, mająca wielkie, choć samotne serce Hortense (Katarzyna Glinka), by kupić szlachetną butelczynę na cotygodniową kolację dla… bezdomnych. Ich rozwijającą się rozmowę przerywa wizyta złodziejaszka Steve’a (Jan Butruk) uciekającego przed policją po obrobieniu lokalnego jubilera. Co z tym fantem zrobić? Tego rzecz jasna nie zdradzę, ale dość, że ta grupka spotka się wkrótce na wspólnej degustacji wina, w której towarzyszyć im będzie Guillaume (Jacek Łuczak), właściciel księgarni i przyjaciel Jacques'a, a przy tym niepoprawny kobieciarz oraz mający gabinet po sąsiedzku i znający zdrowotne tajemnice gospodarza, doktor Milmont (Andrzej Grabarczyk). Należy docenić przygotowanie aktorów z zakresu winiarstwa, umiejętne otwieranie butelek, profesjonalnie nalewanie do kieliszków, wprawne napowietrzanie i sprawdzanie bukietu, finalnie jednak degustacja dwóch zaledwie trunków zamienia się w farsę, w której cała ta misterna winna otoczka schodzi na plan dalszy. Szczęśliwie w programie degustacji autor przewidział jeszcze nieprzewidziane zakończenie. O tym, że Jacques i Hortense będą się ku sobie mieli wiemy właściwie od początku, ale na drodze romantycznej relacji Ivan Calbérac postanowił postawić bohaterom zasieki, które początkowo ukryte, wypływają na wierzch prawdziwą zmianą nastroju. Lekka komedia skręca raptownie w stronę dramatu, którego powaga wybija z radosnego klimatu i każe się zastanowić co właściwie oglądamy. A potem, cóż, albo zaakceptujemy mniej przekonującą i trącącą fikcyjnymi kliszami romantyczną fabułę, albo poczujemy rozczarowanie, że pełen swobodnego śmiechu wieczór został ucięty jak nożem i przykryty niesionymi przez protagonistów życiowymi traumami.

Niedostatki tekstu ratują jak mogą aktorzy. Tomasz Schimscheiner zabawnie, ale i przekonująco ukazuje ekscentrycznego samouka picia zakochanego w kulturze wina, który pracą i kolejnymi kieliszkami tłumi dramaty przeszłości. Nieco gorzko na polskim podwórku brzmią jego złote myśli, że „wino to nie alkohol”, a „ludziom nie zależy na środowisku i czystej planecie, tylko żeby wypić dwa razy więcej i następnego dnia wstać normalnie do pracy”, ale nie można im odmówić trafnej diagnozy społecznej. To zresztą cechuje francuskie teksty, że potrafią się śmiać z rzeczy mało w gruncie rzeczy zabawnych, a nad Wisłą dzielimy włosa na czworo. Co pewnie niniejszym czynię. Katarzyna Glinka jako półmasochistka i półparanoiczka utrzymująca religijny gorset moralności jest katoliczką na wskroś francuską, dla której swoboda obyczajów niekoniecznie łączy się z wiarą. Autor tekstu budując siłę romantycznego „związku” zbudowanego na jednej spędzonej wspólnie nocy postawił przed aktorami nie lada wyzwanie. Podjęta ostatecznie decyzja o porzuceniu, niezwykle istotnych przecież, bo stojących w całkowitej kontrze do wyznawanych w teorii wartości, wieloletnich marzeń na rzecz „wielkiej miłości” jest po prostu nie do obronienia. Owszem słodka, lepka od miodu, może nawet wzruszająca, ale okrutnie niedzisiejsza. W czasach wyzwolenia kobiet, gdy stawiają one na samorealizację i odrzucają patriarchalne wzorce, gdy mężczyźni są bądź życiowymi nieudacznikami szukającymi pocieszenia w kieliszku, bądź łowcami seksualnych okazji wykorzystującymi naiwność płci pięknej, trafia się bohaterka, która po jednym ekscytującym wieczorze, rzuca wszystko czego tak przemożnie pragnęła dla faceta. To mogli wymyślić tylko niepoprawni romantycy nad Loarą, albo za dużo ostatnio oglądałem na scenie Masłowskiej. 

Jan Butruk wprowadza do skostniałego świata Jacquesa nieco życia. We francuskim tekście jest oczywiście drobnym złodziejaszkiem o ciemniejszym kolorze skóry – u nas nadrabiać musi soczystym językiem i dresami. Nie można mu jednak odmówić szelmowskiego uroku, bezpretensjonalności, a nawet skłonni jesteśmy wierzyć w jego sommelierskie talenta. Podobnie uroczo niezdarny w zalotach jest wyluzowany erotoman-gawędziarz Guillaume Jacka Łuczaka robiący do Hortense maślane oczy i niezwykle grubymi nićmi szyjący okazję do kolejnego spotkania. W gruncie rzeczy dobry jednak z niego przyjaciel, nawet jeśli nieco uprzedzony do odmiennych kulturowo mniejszości. Najcieplejszą i najbardziej francuską w odbiorze postać tworzy Andrzej Grabarczyk, spokojny, serdeczny, z drobnymi ludzkimi przywarami wpisuje się idealnie w obraz małego prowincjonalnego miasteczka.

Nieco kłopotu miałem z odbiorem scenografii Wojciecha Stefaniaka – niewielki sklep z winami, który winien oferować przytulną francuską atmosferę, zamienił się na scenie Kwadratu w dyskont po przejściu wyprzedażowej klienteli. Spore, niemal magazynowe regały, nieliczne na tej przestrzeni butelki wina, dość swobodnie traktowane zresztą przez bywalców przybytku, porozrzucane kartony, hmm… Rozumiem kłopoty finansowe bohatera i umowność teatru, ale tym razem poszło to chyba za daleko. Na plus zaliczyć należy pomysłowy stolik w kształcie korka. Kostiumy Anny Poniewierskiej wpisują się w charakterologiczny rys postaci i udanie oddają ich pochodzenie. Maciej Iwańczyk buduje atmosferę światłami, wykorzystując przezierność dekoracji i bawiąc się kolorami. Wizualizacje Hektora Weriosa wyświetlane w przerwach pomiędzy scenami zawarły w sobie opowiedzianą obrazami historię powstawania wina, co uśpiło nieco mą czujność, gdy dość niespodziewanie stały się nagle fragmentami fabuły.

Z czym mamy więc do czynienia w Teatrze Kwadrat? Z komedią romantyczną, komediodramatem, a może po prostu „Degustacją” życia, smakowaniem spotkania z drugim człowiekiem z całym jego bagażem doświadczeń? Spotkania serdecznego, życzliwego, podszytego humorem, ale i zwykłą ludzką troską. Mieszanką miłości, dowcipu, smutku, empatii i czułości – historią, w której losy ludzi przecinają się, przyciągają, odpychają i zgadzają pomimo przeciwności losu. Historią miejscami oczywistą, podszytą kalkami i kliszami, naiwną, a jednak wzruszającą. To spektakl o dawaniu innym drugiej szansy, nadziei wobec niesionej na barkach beznadziei i o miłości, która czasem, by rozkwitnąć, wymaga kompromisu. Jakub Przebindowski zrobił co mógł, by przybliżyć tekst Calbéraca polskiemu odbiorcy, choć dowcipy o komisarzu z Bretanii, winie z Macron czy cytaty z francuskiej literatury pozostaną dla nas nieczytelne. Nadrabia za to żartując obficie z Kościoła, picia czy powszechnej dziś terapii na każdą okazję. „Degustacja” stanowi francuską pochwałę na cześć życia ze wszystkimi jego przyjemnościami, ale i cierpieniem. Wybierając się do Teatru Kwadrat miejcie to na uwadze.

Tytuł oryginalny

Pełen bukiet życia - "Degustacja" w Teatrze Kwadrat, recenzja

Źródło:

NaszTeatr

Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także