EN
07.02.2022, 15:49 Wersja do druku

„Pan Tadeusz” Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze – kompaktowy a wzruszający do łez

Wśród jubileuszowych wspomnień z okazji 70-lecia Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze śmiało mógłby - w wielotomowej historii tego teatru - znaleźć się jeden osobny tom poświęcony tylko inscenizacji „Pana Tadeusza” z roku 1994.                         

fot. archiwum autora

Premiera miała miejsce 18 lutego 1994 roku, a już 18 lutego roku następnego, w pierwszą rocznicę premiery, mieliśmy jego setną edycję, niedługo potem spektakl przekroczył liczbę 150. 

Wieloletni inspicjent Teatru Lubuskiego p. Waldemar Trębacz posiada skarb nie lada – kalendarze ze wszystkich (40!) swoich sezonów teatralnych, w których odnotowane są wszystkie próby i spektakle, które prowadził - a wśród nich cała historia „Pana Tadeusza” z roku 1994, od pierwszej próby czytanej poczynając.

Na długowieczność zielonogórskiego „Pana Tadeusza” zasadniczy wpływ miała świadomość obojga realizatorów – reżysera (Waldemar Matuszewski) i scenografa (Ewa Strebejko), a na jeszcze wcześniejszym etapie autora adaptacji (Andrzej Buck) – że specyfiką, wartością dodaną Teatru Lubuskiego jest jego objazdowy status. Spektakl powinien mieć swój rozmach (jak przystało na wielką klasykę) ale i „kompaktowość” – kiedy przyjdzie go grać w terenowych małych salach, czasem wręcz salkach.

I tu miała miejsce pierwsza istotna decyzja z objazdem związana: adaptacja wielkiej epopei została pomyślana na sześcioro aktorów! A to: Pan Tadeusz (Jacek Wojciechowski), Zosia (Teresa Suchodolska), Sędzia (Tomasz Karasiński), Ksiądz Robak (Sławomir Krzywiźniak) i Telimena (Elżbieta Donimirska). Na etapie adaptacji został dokonany jeszcze inny równie ważny ze względu na działalność objazdową Teatru wybór – to rodzaj teatralnej opowieści: „szlachecka historia miłosna z r. 1811 i 1812”. Przedstawienie miało się mieścić na scenie każdej wielkości, ale i interesować każdego widza – „normalnego” i tego „lekturowego”, dlatego wybrany został wątek miłosny.

 No, tak, ale jeszcze jest do rozwiązania kwestia inscenizacji. Autor maluje swoją opowieść z rozmachem godnym miejscami obrazów historycznych Jana Matejko – co zrobić ze scenami potyczek i zajazdów, polowania, sejmiku szlacheckiego, mszy, miejsce akcji i wystrój (np. meble) zmieniają się co chwila? Z tym musieli poradzić sobie reżyser i scenograf. Jedynym wyjściem okazała się teatralna „maszyna do grania” – wielofunkcyjny podest ozdobny (złoty!), który może być stołem biesiadnym, pagórkiem, łożem czy mrowiskiem. Jesteśmy teatrem objazdowym, czyli kompaktowym, mamy tylko jeden środek transportu – autobus dla aktorów i obsługi technicznej oraz dla dekoracji, kostiumów, sprzętu oświetleniowego i akustycznego. Tak przysposobieni opuszczamy premierową dużą scenę i wyruszamy w niezliczone objazdy, gramy w salach (często salkach), także w plenerze. Warto przywołać kilka z tych miejsc.    W lipcu 1994 roku zespół Teatru Lubuskiego przez dwa wieczory (22-23 VII) prezentuje „Pana Tadeusza” w Krakowie - u stóp wieszcza, czyli na cokole pomnika Adama Mickiewicza. (Odpowiednio wcześniej wysłany do Krakowa z teatralną misją nasz mistrz sztuki stolarskiej pan Jarosław Woźniak cokół obmierzył i sceniczne proscenium do niego na ten wyjazd przygotował.) 

Wprost po krakowskim plenerze – przez tydzień (24-30 VII) gramy w kilku miejscach w Warszawie: spektakle na scenie Teatru Na Wodzie w Łazienkach Królewskich, w Starej Pomarańczarni, w kawiarni (!) „Lapidarium” na Starówce, w Sali Koncertowej na Zamku Królewskim.                                                                              

fot. archiwum autora

We wrześniu 1994 r. – tournée  po Wileńszczyźnie: spektakle w Wilnie w Teatrze na Pohulance, w Celi Konrada, w szkołach polskich, w Bujwidzach, Rudominie, Trokach, Solecznikach.  W maju 1995 r. – w niemieckim Karlsruhe (sala katechetyczna), w Offenburgu (na stopniach kościoła!), we Francji: Wittelsheim (salka Domu Polskiego), Metz (w XVI-wiecznym kościele), Nancy (Szkoła Polska), znowu Niemcy, na jeden dzień: Freiburg (sala parafialna), Paryż (10-13 V): w Sali wykładowej Sorbony V dla słuchaczy Wydziału Slawistycznego, Biblioteka Polska na Wyspie św. Ludwika, Szkoła Polska im. A. Mickiewicza przy Ambasadzie RP przy rue Lamande (sala lekcyjna). Na jesieni 1995 „Pan Tadeusz” znowu zawita w Bibliotece Polskiej w Paryżu.

A na co dzień „Pan Tadeusz” grany jest w wielu miejscowościach Województwa Lubuskiego, w różnych warunkach przestrzennych i w różnej temperaturze… Za każdym razem aktorzy mają inną przestrzeń sceniczną, zmieniają się sceniczne odległości, czasem nawet kierunki, akustyka, wszystko. Co za wyzwanie i poligon doświadczalny dla aktorów!  W teatralnym kalendarzu p. Waldemara Trębacza odnotowane są zapewne dwa zimowe spektakle i nazwa małej lubuskiej miejscowości oddalonej o 30-40 kilometrów od Zielonej Góry, z której aktorzy zadzwonili do dyrektora, że „im zimno”. Natychmiast z panią scenograf Ewą Strebejko wsiedliśmy do jej samochodu, aby z zakupionym po drodze koniakiem i ciastem, podążyć aktorom „z odsieczą”. Gdy przyjechaliśmy mieli akurat przerwę między pierwszym a drugim spektaklem – siedzieli w kostiumach w zimnym pomieszczeniu przy scence (w wiadrze z wodą wciąż utrzymywał się lód), ratując się gorącą herbatą. Gdy weszliśmy przywitało nas radosne: „O! Tatuś przyjechał!” - humor ich nie opuszczał. Koniak zrobił swoje, razem dziarsko dotrwaliśmy do końca spektaklu – robiąc dobrą minę do wspaniałej ich gry. Jak można było nie kochać takiego zespołu?!                                                                                                    

A gra Wojskiego na „mariackim” rogu w Krakowie? Kiedy Sławek Krzywiźniak grający Księdza Robaka (na cokole pomnika Mickiewicza naprzeciwko Kościoła Mariackiego) rozpoczyna relację o grze Wojskiego na rogu, dokładnie w tym momencie rozbrzmiewa… hejnał z wieży Mariackiej. Artysta, wcale nie wytrącony ze swojej gry, daje wybrzmieć całemu hejnałowi i dopiero po nim wraca do swojego wątku, ale najpierw otrzymuje aplauz od widowni – za to, że tak umiejętne wplótł tę żywą muzykę w dzieło wieszcza u którego stóp podawał jego tekst.  

Wszyscy zielonogórscy aktorzy nabywali w objeździe niezwykłej czujności i refleksu scenicznego – tak jak w tym wypadku. To budowało tę wartość dodaną tego zespołu, o której była już mowa. Może właśnie dlatego aktorzy Teatru Lubuskiego bez lęku przyjmowali wyzwania,  doskonale odnajdowali się przy licznych okazjach, kiedy partnerowali bardzo renomowanym artystom, bądź byli z nimi porównywani. Oto wzieta z wywiadu udzielonego Radiu Zachód relacja Sławomira Krzywiźniaka  (Ksiądz Robak) ze spektaklu zagranego w Muzeum Adama Mickiewicza w Paryżu, czyli Bibliotece Polskiej na Wyspie św. Ludwika:

„Miałem przyjemność siedzieć w znajdującym się tam fotelu, w którym siedział Adam Mickiewicz. Granie w takim miejscu nobilitowało nas nieprawdopodobnie. Jeszcze tym bardziej, że chyba dziesięć dni wcześniej przed nami był Teatr Stary z Krakowa – też z „Panem Tadeuszem” z gwiazdami: panią Anią Dymną, Jurkiem Trelą, no, same sławy tam grały. Tylko oni byli całkiem inaczej ustawieni, jeżeli chodziło o spektakl – to było na poważnie grane, „narodowo”, że tak powiem, tak mocno. Widownia była nieliczna, właściwie sami dziennikarze, kilka osób z pracowników Muzeum i pan dyrektor Talko. Bardzo szczególna widownia, która w małym palcu ma Adama Mickiewicza. (...) W scenie śmierci ks. Robaka, którego grałem, zauważyłem chusteczki w rękach na widowni. Napisano wtedy, że sam widok dyrektora Biblioteki Polskiej – pana Leszka Talko, który był naprawdę groźnym i mocnym cenzorem wszystkiego, co mickiewiczowskie, ujrzenie go wycierającego oczy chusteczką - to było już to, na co oni przyszli. Otrzymaliśmy gromkie brawa od tej małej widowni i zaproszenie na następne spektakle. Była to dla mnie kwintesencja aktorstwa, i zrozumiałem po co jestem. Jeżeli mogę wywołać łzy wzruszenia u kogoś, kto – jak potem mówił dyrektor Talko – nie spodziewał się, że może jeszcze na <Panu Tadeuszu> zapłakać.” 

Źródło:

Materiał nadesłany