EN

30.12.2020, 11:29 Wersja do druku

Operowe bractwo Grand Touru

Podczas ponad stu wypraw oglądaliśmy produkcje operowe różnej jakości - o muzycznych podróżach z łódzką agencją Grand Tour pisze Sławomir Pietras w Tygodniku Angora.

Wszystko to zaczęło się kilkanaście lat temu. Po latach londyńskiej emigracji wróciła do Polski Marzena Jezierzańska - z dużym bagażem doświadczeń menedżerskich i wiedzy w zakresie organizacji turystyki oraz z biegłą znajomością - co ważne - języków obcych, w tym perfekcyjną angielskiego. Dzięki temu otrzymała propozycję pokierowania Regionalną Agencją Turystyczną Grand Tour w Łodzi.
Podobno za poradą Kazimierza Kowalskiego pewnego dnia zjawili się u mnie w Poznaniu prezes Mirosław Kulis i dyr. Jezierzańska z pomysłem, aby Grand Tour zajął się organizacją wyjazdów polskich melomanów do rozmaitych centrów światowej sztuki operowej, aby oglądać spektakle, spotykać się z ich twórcami i wykonawcami, wymieniać poglądy i obserwacje, a przy okazji trochę zwiedzać, relaksować się i odpoczywać w miłym towarzystwie.
Koncept okazał się przedni. Od początku oczekiwano ode mnie projektów poszczególnych podróży, wyboru spektakli, komentowania ich przebiegu i prowadzenia dyskusji, ewentualnie przybliżania ich kontekstu lub wynikających z moich osobistych doświadczeń refleksji na temat sztuki operowej. Postanowiłem do tych celów wykorzystywać bogate kontakty międzynarodowe w tej dziedzinie, co okazało się niezwykle pożyteczne. Uwolniwszy się po 40 latach dyrektorowania ze swych codziennych obowiązków operowo-baletowych, poczułem się jak ryba w wodzie.
Już wkrótce dzięki patronatowi „Angory" oraz kompetencji, energii i precyzji w działaniach organizacyjnych Marzeny Jezierzańskiej w naszych comiesięcznych podróżach operowych zaczęło brać udział coraz bardziej ekskluzywne grono polskich operomanów. Po kilkunastu latach ich liczba przekroczyła 700 uczestników, przy czym podróżujemy zwykle w grupach nieprzekraczających dwudziestu kilku osób. Podstawową zasadą tych wyjazdów jest bezbłędna organizacja, wygodne przeloty samolotowe, wysokiej klasy hotele, najlepsze miejsca na widowniach teatralnych, atrakcyjne restauracje podczas koktajli, kolacji i wieczorów dyskusyjnych, prawie zawsze doskonali przewodnicy z językiem polskim po miejscach, w których się znajdujemy, a przede wszystkim wspaniała atmosfera wspólnoty zainteresowań, serdeczności wzajemnych kontaktów, a nawet zawierane na trwałe przyjaźnie. Znajdujemy też czas, aby rozmawiać o  sztuce operowej w różnych polskich ośrodkach, ponieważ nasze bractwo reprezentuje takie miasta jak - wymienię tylko przykładowo - Kraków (Jacek i Barbara Kitowscy, Ewa Lang-Piotrowska), Białystok (Wera Skalski-Kisiel, Elżbieta Szeremeta), Warszawa (Barbara Dziewulska, Jolanta Gładkowska, Barbara Orewczuk), Szczecin (Halina i Jerzy Muliccy, Izabela i Ryszard Churawscy, Małgorzata Szmuksta), Łódź (Magdalena i Leszek Sobańscy, Zofia Marciniak, Grażyna i Stanisław Socik), Wrocław (Agnieszka i Janusz Kurowscy, Krystyna i Jan Skucik, Elżbieta Ferdrus-Nowak), nie mówiąc już o takich wytrawnych znawcach opery jak Bożena i Ryszard Napierałowie ze Stalowej Woli, Magdalena i Bogdan Matysek z Los Angeles, Ewa i  Piotr Rula oraz Marek Papierniak z Londynu czy Bożena i Sławomir Łukaszyńscy z Płocka.
Podczas ponad stu wypraw oglądaliśmy produkcje operowe różnej jakości. Do najgorszych zaliczyliśmy „Traviatę” i „Nabucco” w La Scali, „Così fan tutte” w Wenecji, „Aidę” w Tallinie, „Halkę” w Wiedniu i „Traviatę” w Masadzie (Izrael). Myślę tu o inscenizacjach i reżyseriach, ponieważ w warstwie wokalnej i muzycznej nasza satysfakcja niemal zawsze oscylowała między zachwytem a doskonałością. Takim był Mefistofeles w Rzymie, Don Giovanni w Covent Garden (Mariusz Kwiecień!), „Napój miłosny” w Monte Carlo, „Eugeniusz Oniegin” w Metropolitan (Netrebko, Kwiecień, Beczała), „Carmen” i „Czarodziejski flet” w Bregenz, „Lohengrin” w Baryeuth, „Nabucco”, „Carmen” i „Tosca” w Masadzie czy „Turandot” (w reżyserii Franca Zeffirellego) w Arena di Verona.
W myślach przebiegam dziesiątki nazwisk towarzyszy naszych operowych podróży, którzy wnieśli tak wiele serdecznych refleksji o sztuce operowej naszych czasów, ale ciągle chcą pozostać anonimowi, pełni intymnych doznań w żywym kontakcie z operowym repertuarem. Jak tylko skończy się pandemia, znów ruszamy w świat w pogoni za szczytami sztuki lirycznej, czasem również baletowej. Już teraz to wszystko przygotowuje dyr. Marzena Jezierzańska z zespołem doskonałych fachowców łódzkiego Grand Touru.
Wszystkim im oraz kilkusetosobowemu operowemu bractwu ślę najlepsze życzenia noworoczne, z tęsknotą i nadzieją na wspaniałe doznania w oglądaniu i słuchaniu przyszłych spektakli.


Tytuł oryginalny

Operowe bractwo Grand Touru

Źródło:

„Tygodnik Angora” 1/03/2021

Autor:

Sławomir Pietras

Data publikacji oryginału:

30.12.2020

Wątki tematyczne