01.06.2021, 10:02 Wersja do druku

Oklaski i inne zwierzęce maski

"Kaspar Hauser" wg  Jakuba Wassermanna w reż. Jakuba Skrzywanka z Teatru Współczesnego w Szczecinie na XXV MFT Kontakt w Toruniu. Pisze Tomasz Domagała  w oficjalnym dzienniku festiwalowym DOMAGAŁAsięKONTAKTU2021.

fot. Piotr Nykowski

Spektakl Jakuba Skrzywanka widziałem trzeci raz i dopiero teraz zauważyłem (dobrze, że w ogóle!), że na oklaski wychodzą wszyscy aktorzy grający w spektaklu, oprócz Alex Freiheit i Piotra Buratyńskiego, czyli członków słynnego duetu Siksa, odtwarzających w przedstawieniu tytułową postać. Gdy pozostali aktorzy się kłaniają, Kaspar Hauser widoczny jest na okrągłym ekranie, zawieszonym nad sceną. Pozostawiono go w przestrzeni monstrualnego kołowrotka dla chomików znajdującego się we foyer toruńskiego teatru, jego działania zaś są filmowane i transmitowane na scenę. Jako, że festiwalowy pokaz poszedł bardzo dobrze, część widzów na oklaski wstała, manifestując swoje pozytywne emocje. Ludzie stali i klaskali a ja poczułem oburzenie i złość, że tak entuzjastycznie oklaskują nie aktorów, występujących w przedstawieniu, ale tych grających elity Norymbergi. W ten sposób toruńska publiczność, dzięki inteligentnemu zabiegowi Jakuba Skrzywanka, przyklaskiwała działaniom okrutnego społeczeństwa Norymbergi, kolejny raz wykluczając jego ofiarę. Gdyby pokusić się o głębszą refleksję, to widzowie taka naprawdę klaskali sobie, polskie bowiem społeczeństwo, zamknięte na obcego i kompletnie sobie z nim nie radzące, zostało w tym scenicznym obrazie Norymbergi również sportretowane.

Aktorzy Teatru Współczesnego zasługiwali na brawa, ale ja klaskać nie mogłem. Poczułem za to nagle potrzebę pójścia do Kaspara Hausera, zabrałem plecak i wyszedłem z widowni. Gdy już byłem we foyer, zdałem sobie sprawę, że Kaspar Hauser i jego kołowrotek (tu nieco zmodyfikowany ze względu na inną niż szczecińska bazową przestrzeń) znajdują się przy drzwiach wyjściowych z teatru. Łatwo więc zdobyć się na gest empatii, sytuacja bowiem przypomina tę znaną nam z polskich kościołów, przed wejściami do których o jałmużnę proszą różni żebracy, wyrzuceni na twardy bruk życia przez ślepy i bezwzględny los. Jest wprost trochę niezręcznie, bo widz musi koło Freiheit i Buratyńskiego przejść, a wtedy łatwo o gest litości. Przypomniałem sobie jednak, że w Szczecinie kołowrotek Kaspara Hausera stoi w bufecie dla widzów i, żeby spotkać się po spektaklu z bohaterem trzeba do niego udać się specjalnie. Może więc nikt tam do nich nie chodzi, może w mechanizm szekspirowskiej „pułapki na myszy” (i chomiki chciałoby się dodać) zastawionej na widzów przez Skrzywanka, łapiemy się wszyscy? Długo nie trzeba było się nad tym zastanawiać, gdyż wątpliwości rozwiała Alex Freiheit na pospektaklowym spotkaniu. Opowiadała, że właśnie w Szczecinie ludzie do nich przychodzą, mimo tego, że jest im nie po drodze. Przyznacie Państwo, że są to dla nas dobre wieści, nie do końca jeszcze jesteśmy Skrzywankowymi Norymberczykami.

fot. Piotr Nykowski

Inną rzeczą, którą wprawdzie zauważyłem w poprzednich spektaklach Kaspara Hausera, ale nie miałem już czasu i miejsca na dokładną analizę tego elementu spektaklu to kostiumy Tomasza Armady. Jako, że spektakl i los Kaspara opowiadany jest od tyłu, postaci się nam stopniowo na scenie ubierają. Dobrym przykładem jest tu znakomicie skonstruowana przez kostiumografa (oraz oczywiście reżysera) postać Pani Behold, w brawurowej interpretacji Marii Dąbrowskiej. Przez pół spektakl leży na proscenium z roztrzaskaną głową, w skąpym kostiumie z odsłoniętym fragmentem obręczy do krynoliny, żeby w finale I części zmartwychwstać a w  drugiej – odzyskać pełnię życiowych funkcji i w momencie gdy Kaspar Hauser trafia do jej domu, nałożyć szykowną, opartą na krynolinie suknię, a więc ukryć w sumie to, co gdzieś tam przeczuwamy, że jest kolejnym na drodze bohatera ukrytym pod szykowną konfekcją potworem. Kostium więc w sposób mistrzowski odkrywa nam poszczególne fazy relacji Pani Behold z Kasparem, wychodząc od momentu jej zagadkowej śmierci i posuwając się zgodnie z zasadą zawracającego czasu. Podobnie jest z innymi postaciami. Gdyby się Państwu udało kolejny raz zobaczyć ten spektakl, proszę na tę pracę kostiumów zwrócić baczniejszą uwagę, jest ona precyzyjnie przemyślana i zrealizowana.

Czas na refleksję chrystologiczną. W końcówce spektaklu dowiadujemy się, że Kaspar Hauser nie chciał chodzić do kościoła, gdyż przerażał go widok Chrystusa na krzyżu. Widział w nim okrutnie i boleśnie cierpiącego człowieka. Nic dziwnego, wszak jego własna historia a więc los człowieka (!), który za to, że nie pasuje do społecznej układanki oraz głosi (niekoniecznie poprzez słowo) radykalne i zmieniające rzeczywistość poglądy, zostaje przez swoich współplemieńców zabity a potem zjedzony to przecież nic innego jak kolejna  parabola losów Chrystusa, Boga który musiał stać się człowiekiem, żeby umrzeć na krzyżu za nasze grzechy. Stać się człowiekiem, a więc podzielić jego okrutny i pełen cierpienia los. Może więc dlatego Kaspar Hauser bał się krzyża, czuł bowiem, że będzie musiał sam wcielić się w rolę Chrystusa i wypić ten jego kielich goryczy. Kanibalizm Norymberczyków byłby więc negatywem ostatniej wieczerzy, podczas której Chrystus ofiaruje apostołom swoje ciało i krew a także symbolem niezrozumienia gestu wieczernika, potraktowania go w sposób zbyt dosłowny (znakomity pomysł na krytyka bezrefleksyjnego katolicyzmu, czy szerzej takiego rodzaju wiary); przeciwstawiony dodatkowo błyskotliwie niechęci Kaspara do jedzenia mięsa, czy trupów, jak opisuje wegetarianizm jedna z postaci przedstawienia. A wracając do Ewangelii i jej literackich apokryfów, to najpiękniejszą wizję ukrzyżowanego człowieka kompletnie pozbawionego cech boskich (a to jest przecież istotą zbawienia), ale też najbardziej radykalną, stworzył oczywiście Bułhakow w osobie Jeszui Ha Nocri, wersja Skrzywanka jednak jest również godna uwagi i poruszająca. Nie wiem, czy twórcy są tego świadomi, ale stworzyli jeden z najlepszych chrześcijańskich czy też wprost – katolickich spektakli ostatnich lat. Głęboko w zasadzie dyskutujący z dogmatami wiary, choć rozpoczynający tę dyskusję z pozycji zupełnie nie religijnych. O co zatem się w Polsce kłócimy, jeśli – przynajmniej na papierze – chodzi nam o to samo, o lepszy w gruncie rzeczy świat?

Na koniec muszę napisać o genialnej scenie polowania, która jest połączniem rewii mody z wiodącą rolą nieśmiertelnych, noszonych kiedyś przez panie lisów. Jest ona zjadliwa i śmieszna, pokazuje bowiem w kilka minut bezsens naszego dominującego podejścia do natury i sedno takiej postawy, czyli ludzką próżność. W strukturze tego ciemnego w tonacji spektaklu sceny takie potrzebne są jak ciepło tegorocznej wiosny, żebyśmy się nie zaplątali w tych swoich zwierzęcych maskach, przywdziewanych na życie, bo kiedyś ktoś się pomyli i zamiast prawdziwego lisa, odstrzeli kogoś z nas, ubranych w jego skórę. Komiczny popłoch, podobny do tego na scenie, na nic się nie przyda!

Tytuł oryginalny

Oklaski i inne zwierzęce maski – uwag kilka na marginesie Kaspara Hausera Jakuba Skrzywanka z Teatru Współczesnego w Szczecinie

Źródło:

domagalasiekultury.pl
Link do źródła