Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Supermoce Tosi. Przygoda w rytmie Śpiewających Brzdąców

4.06.2025, 14:26 Wersja do druku

„Supermoce Tosi. Przygoda w rytmie Śpiewających Brzdąców” Ani Ćwięki i Olgi Sarzyńskiej w reż. Olgi Sarzyńskiej w Teatrze Kamienica w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. mat. teatru

Nigdy nie polemizowałem z twierdzeniami pań, że każdy mężczyzna, tak naprawdę bez względu na swój PESEL, jest dzieckiem. Czasami, gdy bardzo nieśmiało starałem się zadać pytanie, czy może ten imperatyw dotyczy jednak wszystkich ludzi, nie tylko facetów, dostawałem to, na co zasłużyłem. A nie były to cukierki ani inne łakocie.

No i 1 czerwca wybrałem się ze swoim dzieckiem (tym wewnętrznym) do Teatru Kamienica na premierę sztuki napisanej  specjalnie na Dzień Dziecka przez Annę Ćwiękę i Olgę Sarzyńską, która jest również reżyserką, a zatytułowaną Supermoce Tosi. Przygoda w rytmie Śpiewających Brzdąców.

Idąc na tego typu spektakle mam zawsze bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony mój wewnętrzy dzieciak bardzo się cieszy, ale z drugiej ten już troszkę starszy facet jest pełen obaw, jak twórcy potraktują dziecięcą widownię? Czy nie będzie wańkowiczowskiego „smrodku dydaktycznego”? Czy nie będzie nadmiernego infantylizmu i zdrabniania? Czy cały przekaz będzie dostosowany do najmłodszych ludzików? Bo to jest najważniejsze! Nie ma bardziej wymagającej widowni, niż ta w wieku od dwóch do kilkunastu lat. Ona nie zna żadnych kompromisów i fabrycznie ustawiona jest na odbiór zero jedynkowy. Albo podoba się, jest zainteresowanie i żywe reakcje na tak, albo nie ma przebacz! 

Na premierze „Supermocy Tosi…” sala wypełniona była po brzegi. Ja oczywiście siedziałem zupełnie z boku, żeby nie zasłaniać nikomu widoku, dzięki czemu miałem znakomity ogląd nie tylko samej sztuki, ale również widowni.

To był dla mnie prawdziwy Dzień Dziecka! Dostałem prezent w postaci dwóch spektakli w jednym!

Pierwszy to ten tradycyjny, dziejący się na scenie, z akcją odgrywaną według scenariusza, przez profesjonalne aktorki (trzy) i jednego aktora. Drugi to wulkan energii skumulowanej na widowni, buzujący głośno przez cały czas. Dodatkowo z dużym zainteresowaniem obserwowałem swoje reakcje. Na „dorosłych” spektaklach do białej gorączki doprowadzają mnie widzowie jedzący cukierki zawinięte w najbardziej szeleszczące opakowania, gadający coś do sąsiadów – z reguły o sprawach w ogóle nie związanych z przedstawieniem, a od pewnego czasu bez żadnej żenady grzebiący w telefonach komórkowych. Przyznaję, że zdarza mi się czasami wejść w interakcję werbalną z takimi delikwentem lub delikwentką. Na „Supermocach Tosi...” harmider był nieprawdopodobny. Czasami cała widownia darła się w niebogłosy, ale często były to pojedyncze wskazówki kierowane do artystów na scenie. Nierzadko wypowiadane w formie absolutnie kategorycznej, jak np. głos chłopięcy skierowany z odpowiednią mocą i intonacją do Małpki: „Proszę NATYCHMIAST oddać Tosi tego….”. Nie! Nie napiszę co Małpka miała oddać Tosi, bo to muszą Państwo sami zobaczyć. 

Cała sztuka napisana jest jako interaktywne spotkanie z dziecięcą widownią. Chyba nie ma nic trudniejszego w teatrze niż nawiązanie relacji z dzieciakami i utrzymanie przez cały, prawie godzinny spektakl ich zainteresowania tym, co dzieje się na scenie. W tym przypadku udaje się to znakomicie.

Naprawdę zaimponowała mi cała obsada. Ale szczególny podziw wzbudziła Tosia, czyli Angelika Jasińska, będąca jeszcze na czwartym roku studiów Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Swoim luzem scenicznym, grą aktorską, umiejętnościami wokalnymi i łatwością nawiązywania kontaktu z tak wymagającą widownią, absolutnie nie odstawała od swoich bardziej doświadczonych koleżanek i kolegi. Wspólnie z Jagodą Jasnowską (na zmianę z Katarzyną Ptasińską), Eweliną Kudeń-Nowosielską i Szymonem Kołodziejem stanowią na scenie wspaniały, roześmiany, przyciągający wzrok kwartet. A właśnie! Nie tylko wzrok. Bo w tym przedstawieniu bardzo ważne jest słowo/treść! Nie mogę Państwu zdradzać szczegółów, ale jest to kolejny spektakl w Teatrze Kamienica skierowany do młodych i bardzo młodych widzów, wpisujący się w oświeceniowy nurt Ignacego Krasickiego „uczyć bawiąc”. Bliżej naszych czasów to hasło zostało troszkę zmodyfikowane i obecnie brzmi „uczyć bawiąc, bawić ucząc”. I o to chodzi. Stosując tę metodę najłatwiej jest trafić do młodych i bardzo młodych odbiorców. 

W czasie premierowego spektaklu słowa/treść wywoływały na widowni tsunami od pierwszej do ostatniej minuty. Wielce pomocne w tym były piosenki wykonywane i tańczone przez artystów. W aranżacji Piotra Łabonarskiego bardzo dynamiczne i chwytliwe. Przyznam się Państwu (ze wstydem), że miałem bardzo nikłe pojęcie o istnieniu Śpiewających Brzdąców. OK! Zgoda! Różnica PESELI. Okazało się, że teksty Adama Wacławskiego były znakomicie znane dzieciakom i wszystkie, chyba bez wyjątków, głośno śpiewały razem z aktorkami i aktorem. Śpiewały to mało powiedziane, bo w ich trakcie odbywały się dzikie tańce obok rzędów krzeseł, między siedzeniami, a tym zupełnie najmłodszym za parkiet wystarczały fotele. Oczywiście to wszystko odbywało się pod czujnym wzrokiem mam i tatusiów. 

Grono twórców jest o wiele większe, bo ostateczny, bajecznie kolorowy i energetyczny efekt został osiągnięty również dzięki pomysłom i pracy wykonanej przez: Annę Rudzińską (scenografia i kostiumy), Marzenę Wargoś (charakteryzacja), Ewelinę Kudeń-Nowosielską (choreografia – oprócz roli aktorskiej), Jakuba Wójcika (wizualizacje), Cypriana Kamińskiego (animacje – znacząca wartość dodana do spektaklu!), Adriannę Kosmalę i Mikołaja Zwierzyńskiego (wspaniała reżyseria światła). 

I jeszcze jedna twórczyni, która dostarczyła autorowi animacji dużo wspaniałego materiału do wyświetlenia, to Jasia Kostrzewska (rysunki), rówieśniczka dzieciaków na widowni. To się nazywa wejście smoka, a właściwie smoczycy!  

W podsumowaniu, gorąco namawiam Państwa do zabrania swoich pociech, czy to będą dzieci, czy wnuki, bo nie dość, że będą się wspaniale bawiły, to oprócz tego (i to jest chyba najważniejsze!), dzięki formie w jakiej jest podana, przyswoją sobie bardzo ważne treści. A zaręczam Państwu, że z problemami, o których słyszymy w „Supermocach Tosi…” stykają się wszyscy rodzice, dziadkowie i w ogóle opiekunowie najmłodszych.

A więc: uczyć bawiąc, bawić ucząc! I wcale mnie nie dziwi, że „Supermoce Tosi. Przygoda w rytmie Śpiewających Brzdąców” w Teatrze Kamienica zostały objęte Honorowym Patronatem Rzecznika Praw Dziecka. Takie perełki powinny być hołubione i przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, i przez Urząd m.st. Warszawy i wspomagane nie tylko patronatami honorowymi, jak w przypadku Rzecznika Praw Dziecka.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także