Logo
Recenzje

46. WST: Piramida zwierząt

15.06.2026, 19:37 Wersja do druku

„Piramida zwierząt” Mateusza Górniaka w reż. Michała Borczucha w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Tomasz Miłkowski w AICT Polska.

fot. HaWa

Tytuł spektaklu – i spora jego część – nawiązuje do słynnej pracy dyplomowej Katarzyny Kozyry, instalacji przedstawiającej wypchane ciała zwierząt: konia, psa, kota i koguta. Artystkę zainspirowała baśń braci Grimm „Muzykanci z Bremy”, a jej przesłaniem był zakodowany w pracy protest przeciw zabijaniu i towarzyszącej zabijaniu hipokryzji. Zrozumiano ją opacznie. Gwałtowne protesty towarzyszące udostępnieniu tej pracy wraz z zapisem wideo zabijania konia przeznaczonego do wypchania stały się klinicznym dowodem zakłamania, jakie procederowi zabijania towarzyszy, maskowaniem triumfującej konsumpcji.

O tym opowiada spektakl Michała Borczucha, ukazujący szerzej formację artystów wyrosłych głównie w kręgu pracowni rzeźby prof. Grzegorza Kowalskiego w krakowskiej ASP. Borczuch wyraźnie nawiązuje do „Factory 2” Krystiana Lupy, opowieści o nowojorskiej bohemie wystawianej w tym samym Starym Teatrze (2008).

Pojawiają się w tym spektaklu artyści nie tylko związani wprost z legendarną pracownią, m.in. guru sztuki krytycznej Zbigniew Libera, którego wielokrotnie cytowane zdanie „artysta nie może być odpowiedzialny” mogłoby stanowić podtytuł tego przedstawienia o roli sztuki w świecie współczesnym (czasem ukazywanej też w krzywym zwierciadle, z ironicznym przekąsem). Przy czym wbrew pozorom spory o granice wolności artysty wcale nie ustały, a nieustanne strofowanie niegrzecznych artystów weszło w krew nie tylko krytykom, ale i politykom.

Spektakl Borczucha wystawiony w Starym Teatrze należy do najlepszych realizacji reżysera, najbardziej domyślanych w warstwie wizualnej (wymowna transmisja z podróży pociągiem z Krakowa do Trójmiasta wsysa w rytm tej opowieści), precyzyjnie skonstruowanych. Jego czasem irytujący powolny bieg ma swoje istotne walory – pozwala na dystans i refleksję, a pauzy mają tutaj silne znaczenie. Aktorskie dopracowanie szczegółów rysunku postaci i sytuacji, wyraźne oddanie rolom (w szczególności zwraca uwagę trwający ponad pół godziny monolog Małgorzaty Zawadzkiej w roli Katarzyny Kozyry, otwierający spektakl) dodaje całości smaku – przy czym wcale nie trzeba głęboko orientować się w hierarchiach i zjawiskach sztuki współczesnej, aby odczuć sugestywnie odtworzony klimatu lat 90.i nie budzącą wątpliwości deklarację teatru i reżysera, że szuka pozbawiona wolności karleje, że przywoływana do porządku przestaje być sztuka.

Nie przekonuje mnie jednak finałowy wybuch tańca, mającego swoją energią wybudzić widzów z letargu, ale przyszytego do spektaklu grubymi nićmi. To zresztą nowa maniera w polskim teatrze, najwyraźniej zazdrośnie zerkającego na teatr tańca i próbującego – na ogół daremnie – z nim konkurować.

Źródło:

AICT Polska
Link do źródła

Sprawdź także