„Sen nocy letniej” Williama Shakespeare'a w reż. Jakuba Krofty z Puk Sp. z o.o. na scenie plenerowej w Ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.
Warszawa postanowiła wreszcie pójść w ślady czeskiej Pragi, która już od ćwierć wieku organizuje w okresie letnim festiwal Letní shakespearovské slavnosti. Jego pomysłodawcą był Václav Havel, który chciał zdjąć odium z Zamku Praskiego, wiszące nad nim od czasów komunistycznych, i wprowadzić do niego ogólnodostępne wydarzenia kulturalne. Początkowo przedstawienia szekspirowskie grane były tylko w tej historycznej scenerii. Obecnie festiwal odbywa się dodatkowo nie tylko w kilku innych praskich lokalizacjach, ale również w innych czeskich miastach. Tę ze wszech miar wspaniałą i pożyteczną inicjatywę podchwyciła wreszcie Warszawa i w ogrodach warszawskiego Zamku Królewskiego odbyła się pierwsza, plenerowa premiera projektu pod nazwą „Szekspir Pod Gwiazdami”, którą było jedno z najsympatyczniejszych dzieł „mistrza ze Stratfordu”, a mianowicie „Sen nocy letniej”.
Znacie to? Znamy! No to oglądamy! Tu nie ma trupów, upiorów, morza krwi, okrutnych morderstw i tym podobnych „przyjemnych” zdarzeń. Owszem, są istoty nierzeczywiste, ale są nimi elfy leśne, czyli raczej radosne i psotne duszki.
„Sen nocy letniej” jest uważany za najpopularniejszą (razem z „Poskromieniem złośnicy”) z siedemnastu komedii napisanych przez Szekspira. Zupełnie mnie to nie dziwi, ponieważ widziałem już wiele inscenizacji „Snu” i zawsze sprawia mi dużą przyjemność ich oglądanie. Dlaczego? Ponieważ fabuła jest lekka i pełna wesołych sytuacji, język znakomity, a wszystkie postacie pełnokrwiste i pełnowymiarowe. Dla twórców teatralnych (reżyserów, scenografów, kostiumografów) i aktorów to wymarzony materiał do pracy. Problem zaczyna się wtedy, gdy za tekst wezmą się nadambitni adaptatorzy i reżyserzy. Całkiem niedawno widziałem „Sen nocy letniej” w tak zwanym „nowym odczytaniu”. Spuszczam zasłonę milczenia, chociaż przez długie godziny podziwiałem walkę zespołu aktorskiego z materią zaproponowaną przez reżysera.
Dlatego z pewnym niepokojem czekałem na plenerową wersję „Snu”. Po premierze spektaklu mogę powiedzieć: „Ufff! Jaka ulga!”. Trójka pomysłodawców i twórców wykonała robotę nie tylko gigantyczną, ale również wspaniałą.
Evžen Hart – czeski producent. Główny pomysłodawca i producent całego przedsięwzięcia. To on stoi za sukcesem kultowego festiwalu Letní shakespearovské slavnosti, który od 25 lat odbywa się na Zamku w Pradze oraz w innych miastach Czech i Słowacji.
Jakub Krofta (reżyser) oraz Maria Wojtyszko (dramaturżka) od lat współpracują przy tworzeniu spektakli teatralnych i właśnie przy okazji tych wspólnych działań (nad praskim spektaklem „Makbet”, w 2022 roku), wpadli na pomysł i namówili Harta do zorganizowania analogicznego festiwalu plenerowego w Polsce. W ten sposób powstał projekt „Szekspir pod Gwiazdami”.
Producentką wykonawczą odpowiedzialną za bezpośrednią realizację spektaklu w Warszawie jest Kinga Latusek.
Wszystkim tym osobom należą się słowa najwyższego uznania i oczywiście gratulacje za zachwycające efekty ich pracy!
Już samo miejsce, w którym ustawiono scenę, stwarza cudowną atmosferę. Widzowie mają przed sobą okno sceny, a nad nim dominującą bryłę wspaniale wyglądającego z tej perspektywy Zamku Królewskiego. Na dodatek, dookoła aż kipi od zieleni, więc można się poczuć jak w środku akcji sztuki, czyli w czarodziejskim lesie.
Ten entourage powoduje, że sama scena może być właściwie całkowicie pozbawiona dekoracji. Proste, jasne boczne zastawki i horyzont z dwoma ogromnymi płytami lustrzanymi. I to wszystko! Ale zamek górujący nad całością oraz coraz bardziej tajemnicza zieleń dookoła, czynią cuda. A tajemnicza dlatego, że przedstawienie zaczyna się wieczorem i dosyć szybko widać tylko ciemną ścianę drzew i krzewów. Ten kontrast z surową sceną, oświetlaną jasnymi, bądź kolorowymi światłami daje znakomity efekt. Ale jest jeszcze ciekawiej, bo gdy pojawiają się aktorzy, a szczególnie aktorki, jasnym staje się zamysł Matyldy Kotlińskiej (scenografki) – kostiumy! (też jej autorstwa). Tak kolorowych i finezyjnych strojów dawno już nie widziałem, a dzięki białemu tłu są one jeszcze bardziej widoczne i „grają” w spektaklu jedną z pierwszoplanowych ról. Stroje są nie tylko ucztą dla oczu, ale również dają pole do popisu Milenie Czarnik (choreografce). Dzięki jej inwencji możemy podziwiać wspaniałe układy taneczne, w których oprócz umiejętności wykonawców, ogromną rolę spełniają właśnie bajecznie kolorowe i zwiewne (jak to u elfów bywa) kostiumy.
W odbiór całości idealnie wpisuje się muzyka stworzona przez Daniela Malchara. Nowoczesna, a jednak nawiązująca motywami do tej klasycznej, wspaniale wpada w ucho i nie zaburza oglądu, a wprost przeciwnie, wraz z tekstami i ruchem scenicznym stanowi spójną całość. Dla mnie ma jeszcze jedną zaletę. Na premierowym spektaklu nie była przesterowana. Była znakomicie słyszalna i nie zagłuszała artystów, a to dosyć rzadki przypadek w teatrach warszawskich.
Jak wiadomo, w „Śnie nocy letniej” obsada aktorska jest dość liczna. Tak jest i w tej inscenizacji. Maria Wojtyszko (dramaturżka) i Jakub Krofta (reżyser) zachowali tradycyjny podział na role pierwszoplanowe i pozostałe. Absolutnie nie oznacza to, że są mniej ważne! „Sen nocy letniej” bez elfów, czy bez grupy rzemieślników mających przygotować spektakl teatralny? To byłoby już zbyt nowatorskie, chociaż różne manipulacje przy pierwowzorze zdarzało mi się oglądać.
Ogromną zaletą tej inscenizacji jest wierność pierwowzorowi, oczywiście z troszeczkę uwspółcześnionym językiem. Ale Maria Wojtyszko zasłużyła według mnie na słowa pełne uznania za znakomite wyważenie proporcji klasycznego tekstu i współczesnych modyfikacji. W ten sposób wszystkie postacie porozumiewają się językiem niby klasycznym, ale bez problemu przyswajalnym przez dzisiejszego widza.
W przedstawieniu w Ogrodach Zamku Królewskiego zarówno elfy, jak i rzemieślnicy mają co do zagrania i robią to znakomicie. Szczególnie wśród elfów trudno wyróżnić kogokolwiek, bo wszyscy działają jak jeden organizm i to stanowi o sile przekazu zarówno wizualnego, jak i werbalnego. Grupa rzemieślników gra już w sposób tradycyjny i znakomicie udaje nieporadność aktorów amatorów, mających wystąpić na dworze książęcym. Wśród nich wyróżnia się Wojciech Kalarus (Spodek), grający siebie w dwóch postaciach, to znaczy: w świecie realnym – apodyktycznego i wszystko wiedzącego wuja z wesela – a w świecie magicznym, zmienionego w hybrydę kochanka Tytanii. Oba wcielenia – palce lizać!
Natomiast, co jest oczywiste, cała akcja, a co za tym idzie również uwaga widzów, skupiają się na głównych postaciach. Wśród nich (według mnie) prym wiodą dwie: Grzegorz Małecki jako Oberon i Bartosz Bielenia jako Puk. Z całym szacunkiem dla pozostałego zespołu, to jest ich spektakl! Tak, wiem, że z tekstu Szekspira wynika, iż to te dwie postacie napędzają akcję i są animatorami wszystkich zdarzeń. Ale można grać je na różne sposoby, a Małecki i Bielenia robią to rewelacyjnie!
Znakomicie partneruje im Anita Sokołowska jako Tytania, która jako królowa elfów cały czas jest w ruchu przypominającym falowanie trzcin lub łąk. Jej gra jest autentycznie hipnotyzująca.
Kolejnym sukcesem twórców jest bardzo proporcjonalne wyważenie dwóch światów: rzeczywistego i magicznego. Postacie fantastyczne cały czas są w ruchu, poruszając się w specyficzny sposób, przyciągają wzrok kolorowymi strojami i, jak już wspomniałem, stanowią jakby jeden organizm. Natomiast ci „z krwi i kości” grają w sposób tradycyjny i są już klasycznie zindywidualizowani.
Jak już wspomniałem, najbardziej podobała mi się gra Małeckiego (Oberon) i Bieleni (Puk), a także Sokołowskiej (Tytania). Ale również na grę wszystkich pozostałych osób oglądanych na scenie patrzy się z największą przyjemnością. Każdy z występujących wnosi swój znaczący wkład do końcowego efektu, a że jest on znakomity najlepiej świadczy o tym fakt, że na premierowym spektaklu, pogoda nie była łaskawa ani dla aktorów, ani tym bardziej dla widzów. Co prawda, aktorzy mieli osłoniętą scenę, a widzowie dostali od organizatorów peleryny (znakomity pomysł, który wspaniale sprawdził się w praktyce!). Przed spektaklem, w różnych rejonach Warszawy przechodziły tropikalne ulewy. W Ogrodach Zamkowych od początku zapowiadało się na ich ciąg dalszy. W pierwszej części spektaklu chmury tylko straszyły, ale na krótko przed przerwą zaczęło padać. A po przerwie lało już na całego. I teraz najlepsze podsumowanie oraz odpowiedź na pytanie, czy przedstawienie podobało się tym kilkuset widzom. No chyba tak, skoro nikt nie zrejterował i do samego końca wszyscy żywo reagowali na to, co widzieli i słyszeli ze sceny, siedząc w strugach deszczu!
Jeżeli Państwo mieszkają w Warszawie, lub w czasie tego sezonu urlopowego będą w niej, nie przegapcie okazji i zobaczcie ten znakomity spektakl! Bo „Sen nocy letniej”, wystawiany w ogrodach Zamku Królewskiego w reżyserii Jakuba Krofty, na podstawie dramaturgii Marii Wojtyszko, jest przykładem na to, że przy dziełach Szekspira nie należy gmerać zbyt głęboko, na siłę doszukiwać się współczesnych znaczeń ani unowocześniać ich. Wystarczy zachować wierność oryginałowi, z ewentualnym lekkim uwspółcześnieniem języka, znaleźć odpowiedni zespół aktorski – i to jest najlepszy przepis na dobry lub bardzo dobry spektakl, tak jak ma to miejsce w przypadku tej inscenizacji „Snu nocy letniej”.
Należy tylko trzymać kciuki za spełnienie się zapowiedzi organizatorów, że „Sen nocy letniej” jest pierwszą premierą z cyklu „Szekspir pod gwiazdami”, który ma zagościć na stałe w kulturalnym kalendarzu stolicy. A że jest to możliwe, dowodzi przykład Pragi czeskiej, gdzie ten festiwal, odbywający się od ćwierć wieku, zdobył już międzynarodową renomę.
Tak duże przedsięwzięcie artystyczne wymaga dublowania wielu ról. Poniżej wymieniam całą obsadę artystyczną, którą ja widziałem na premierze, wraz z osobami grającymi dublury (w nawiasach):
TYTANIA: Anita Sokołowska [Anna Dereszowska]
OBERON: Grzegorz Małecki
PUK / FILOSTRATL: Bartosz Bielenia [Daniel Malchar]
HELENA: Anna Smołowik
HERMIA: Julia Totoszko
LIZANDER: Dobromir Dymecki [Daniel Malchar]
DEMETRIUSZ: Robert Czerwiński
SPODEK: Wojciech Kalarus
RYJEK: Wojciech Solarz [Sebastian Stankiewicz]
PIGWA: Waldemar Barwiński
DUDA: Adam Cywka [Robert T. Majewski]
TEZEUSZ: Robert Jarociński
EGEUSZ / ELF: Marcin „Sosna” Sosiński
HIPOLITA / ELF: Anna Lobedan
ELF: Alicja Armata
ELF: Rafał Łysak
ELF: Adrian Załęgowski
Gratuluję wszystkim, których oglądałem w premierowym przedstawieniu i trzymam kciuki za tych, którzy będą ich zastępować w innych spektaklach.