EN
03.11.2021, 13:26 Wersja do druku

Okiem Obserwatora: Schaeffer Arts Fight na 13-tej edycji Festiwalu ERA SCHAEFFERA

Zacznę od takiego zdania: to jest jawna niesprawiedliwość i absolutne marnotrawstwo, żeby taki spektakl jak „Schaeffer Arts Fight – na 13-tej edycji Festiwalu ERA SCHAEFFERA” był grany jeden raz! Tak wiem! Był nagrywany i to z wielu kamer, i prawdopodobnie będzie go można wydobyć z czeluści internetu i obejrzeć w tv. Ale wszystko we mnie buntuje się przeciwko temu. Przez ostatnie dwa lata ćwiczyliśmy kulturę on-line! Z całym szacunkiem -  erzac! Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. mat. organizatora

Kawa bez kofeiny, piwo bez alkoholu, pieniądz bez wartości. Kto ciekaw dalszego ciągu tej wyliczanki niech poszpera pod hasłem: (śp.) Jacek Nieżychowski „Polskie drogi” (5) dziedzic Korab-Makomaski. „Arts Fight” to była autentyczna walka/bitwa „po całości”. MMA – oktagon w najczystszej postaci! Spektakl TOTALNY!!! Obserwator po raz pierwszy ma pewne trudności z przekazaniem swoich wrażeń, bo właściwie nie da się zrecenzować tego wydarzenia w tradycyjny sposób.

Kilka oczywistości, które są udziałem widza: to zaskakująco dobrane, miejsce wydarzenia, a mianowicie Basen Artystyczny, czyli Nowa Scena Warszawskiej Orkiestry Kameralnej, w historycznym budynku YMCA, na ul. Konopnickiej, który powoli przekształca się w warszawskie multicentrum kulturalne. Scena WOK-u to kolejna scena ulokowana w nim, o tyle ciekawa, że zaadaptowana z prawdziwego basenu! Malutkim mankamentem (z powodu fatalnego oznakowania dojścia) jest trudność w znalezieniu wejścia, ale gdy w końcu się uda, widz zostaje wspaniale wynagrodzony. Bardzo przyjazne foyer, a po wejściu na widownię, pełne zaskoczenie, bo właśnie w dawnej niecce basenowej ustawiono dwa ringi bokserskie, a na nich bardzo dużo najprzeróżniejszych instrumentów muzycznych i wydających najdziwniejsze dźwięki „przeszkadzajek”. W pewnej chwili wśród publiczności zaczęły pojawiać się specyficznie ubrane postacie, które krążyły coraz bliżej tych ringów, od czasu do czasu wchodząc na nie. Ostatnim akordem tej „gry wstępnej” było wejście ubranej we wspaniałą krwistoczerwoną kreację Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd, która po króciutkim wstępie – a jakże w formule operowej – zajęła miejsce między dwoma ringami i dała znak do rozpoczęcia „pojedynków”. Od tego momentu przez dwie godziny rozgrywał się spektakl TOTALNY, oszałamiający intensywnością, tempem, tekstami, grą aktorską, sprawnością ruchową wykonawczyń (np. szpagaty i przeskoki „tygrysem” przez liny!) i wykonawców (np. dłubanie dużym palcem u stopy w nosie i granie na skrzypcach smyczkiem trzymanym palcami stopy!). No i oczywiście – muzyka. Wszelka muzyka: cicha i głośna, solo i w zespołach,  poważna i popularna, dla dorosłych i z dobranocek dla dzieci, improwizowana i wg zapisu nutowego itd. Pełna gama! Pełen odlot!

Schemat był jeden: moderatorka (A. Węgorzewska) daje sygnał do wyjścia na ringi kolejnych „pojedynkujących się”, a po stoczeniu przez nich „walki” ogłasza zwycięzcę. Raz bywa to pojedynek jeden na jeden, innym razem grupa na grupę, ale zdarza się i tak, że jeden staje naprzeciw wielu. Akcja toczy się równocześnie na obydwu ringach, oczywiście w interakcji z tym drugim. Teksty i działania są zabójcze i oszałamiające nie tylko „przeciwnika”, ale i  widza, a finałowy pojedynek wciska w fotel i ogłusza!

Nie sposób tego opisać, ale żeby nie było niejasności: nie dlatego, że to takie złe! NIE! To byłoby bardzo łatwe do zwerbalizowania/ nazwania i opisania! Ale to przedstawienie jest naprawdę znakomite, a ile superlatywów można użyć w jednym tekście?

Jak zawsze ciekawskie wróble teatralne postanowiły zgłębić temat i dopiero wtedy przeżyły prawdziwy szok. Okazało się, że samych prób scenicznych była minimalna ilość (podobno dwie!!!), co już jest nie do uwierzenia! Ale coś za coś. Wszyscy występujący, od kilku miesięcy wykonywali tytaniczną pracę, zaznajamiając się z różnymi tekstami Schaeffera po to, aby „zgromadzić amunicję, a później strzelać z niej”. To zdanie zasłyszane po spektaklu bardzo zaintrygowało ww. wróble i okazało się, że – i tu proszę przygotować się na mega zaskoczenie – nie było żadnego scenopisu, żadnego skryptu do nauczenia. Znana była tylko kolejność poszczególnych pojedynków i skład biorących w nich „zawodników”. Wg różnych ocen, od 95 do 97%, to była IMPROWIZACJA! Oczywiście głównie tekstami Schaeffera, ale nikt z pojedynkujących się nie wiedział jakie działania sceniczne podejmie „przeciwnik”, a tym bardziej nie znał tekstu, którym go „zaatakuje”. Wszystko działo się po raz pierwszy, w czasie rzeczywistym i było kreowane przez aktualnie występujących na ringach!

Nie do wiary, ale zapewniam Państwa, że nie było żadnego chaosu, żadnych dziur w akcji i tekście! Przy takim ogromie tekstu i działań scenicznych, związanych w sposób nierozerwalny z podkładem muzycznym, a czasami z odwróceniem ról, bo to aktorzy swoimi działaniami ilustrowali muzykę i inne różne dźwięki (np. z rur odkurzaczy)! Mistrzostwo świata dla całego zespołu twórców i występujących (reżysera, aktorów, muzyków, tancerza), to za mało! 

Jakby nie dość było tego wszystkiego, to pojedynki transmitowane były na ogromne ekrany/telebimy rozwieszone pod sufitem dookoła sali i na nich, na żywo widać było szerokie i bardzo bliskie plany z akcji, co powodowało, że żaden wykonawca nawet, gdy nie był na pierwszej linii ognia, nie mógł „wrzucić na luz” i zachowywać się prywatnie.  

Takie transmisje na żywo zdarzały się już w przeszłości (np. spektakl „Kajzar – fragmenty” w reż. Piotra Lachmana z Jolantą Lothe w Teatrze Studio). Ale tamten spektakl był bardzo statyczny i toczył się wg sztywnego scenariusza. A w „Arts Fight” – pełna improwizacja, pełen spontan!

Mam świadomość, że ten spektakl nie może być grany codziennie. Nawet nie co tydzień, ale już raz na kwartał – takie wydarzenie artystyczne? Jak najbardziej –TAK! Przecież to woła o pomstę, że taki tytaniczny ogrom pracy i jej wspaniały efekt końcowy nie jest pokazywany szerszej publiczności!

Dlatego zakończę ten tekst, tak jak go rozpocząłem: To jest jawna niesprawiedliwość i absolutne marnotrawstwo, żeby taki spektakl jak „Schaeffer Arts Fight – na 13-tej edycji Festiwalu ERA SCHAEFFERA” był grany jeden raz! Tak wiem!” itd.

OBSADA: Lidia Bogaczówna, Izabela Warykiewicz, Alicja Węgorzewska-Whiskerd, Sean Palmer, Marcel Wiercichowski, Witold Jurewivcz (tancerz), Janusz Radek, Marcin Wyrostek & Coloriage, Paweł Tomaszewski (Piano), Małe Instrumenty

PS. W tym mistrzowskim teamie chcę zwrócić uwagę na osobę Seana Palmera, który jako rodowity Brytyjczyk, absolutnie nie odstawał od reszty wykonawców i tak jak pozostali imponował znajomością tekstów Schaeffera i rewelacyjnie improwizował po polsku, na równi z polskimi koleżankami i kolegami!

Źródło:

Materiał nadesłany