Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Przed wschodem / przed zachodem

30.06.2026, 09:29 Wersja do druku

„Przed wschodem / przed zachodem” na kanwie filmów Richarda Linklatera i Kim Krizan w reż. Adama Sajnuka z Teatru WARSawy w Instytucie Teatralnym w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Przemysław Wojtaś

W czasie mojej ostatniej wizyty w Instytucie Teatralnym, po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu o ogromnym talencie Adama Sajnuka, jego mistrzowskim konstruowaniu spektakli i takim samym prowadzeniu grających w nich aktorów. Ostatnia premiera Teatru WARSawy zapowiadała się bardzo ciekawie, ponieważ Sajnuk postanowił tym razem stworzyć spektakl na podstawie dwóch znakomitych filmów z przełomu wieków: „Przed wschodem słońca” [1995 r.] i „Przed zachodem słońca” [2005 r.]. Reżyserem obydwu jest Richard Linklater. Na ich podstawie Sajnuk napisał scenariusz sztuki teatralnej, którą zatytułował „Przed wschodem / przed zachodem”. Bardzo ambitny zamysł. Po obejrzeniu przedstawienia muszę stwierdzić, że zakończony pełnym sukcesem.

W spektaklu, podobnie jak w jego filmowych pierwowzorach, występuje dwójka aktorów. W warszawskiej inscenizacji są to Monika Markowska i Robert Mróz

We wszystkich spektaklach reżyserowanych przez Adama Sajnuka podziwiam trafność jego wyborów obsadowych. Tak samo jest w tym przedstawieniu, w którym (oczywiście oprócz wspaniałych tekstów) główną siłą jest gra młodych artystów.

Zakładam, że fabuła filmów, na podstawie których powstał ten spektakl, znana jest większości widzów jednak dla tych, którzy jej nie znają, krótka informacja. Przypadkowe spotkanie w pociągu dwójki nieznajomych, młodych ludzi, przeradza się w całonocną włóczęgę po Wiedniu. Żeby nie było niedomówień: tylko i aż włóczęgę i rozmowy na wszelkie tematy. Nic więcej! I to jest siłą tego spektaklu.

Młodzi wiedzą, że mają ograniczony czas (do rana) i że raczej nie spotkają się więcej, więc nie muszą rozkładać pawich ogonów, wymyślać niestworzonych historii na swój temat i brać pod uwagę ewentualnych przyszłych konsekwencji tych konfabulacji. W tym układzie słyszymy prawdę, prawdę i tylko prawdę.

Zachwyciłem się grą Moniki Markowskiej. Jej naturalność, radosna dziewczęcość, ciekawość całego świata i drugiego człowieka, uwodzicielska bezpruderyjność, zaskarbiła sobie nie tylko moją sympatię, ale sądząc z reakcji, również pozostałej widowni. Można powiedzieć, że gra Markowskiej jest totalna. Gra nie tylko „całą sobą”, ale również (co wcale nie jest takie częste), mimiką, gestem, intonacją głosu czy spojrzeniem. Kto nie zetknął się z zalotnym spojrzeniem dziewczyny, ten po obejrzeniu tego spektaklu będzie już wiedział o co chodzi. 

Znowu wrócę na chwilę do osoby reżysera. Sajnuk jest mistrzem w prowadzeniu ról kobiecych. One zawsze są bardzo wyraziste, ale nienachalne i nieprzerysowane. Właściwie mówią wszystko o stanie emocjonalnym granej postaci. Teksty są tylko werbalną ilustracją tego, co widz ma okazję obserwować. Markowska w mistrzowski sposób buduje swoją rolę i pokazuje ogromną skalę swoich możliwości aktorskich.

Robert Mróz jest dla niej równorzędnym partnerem. Jego Filip jest chłopakiem, rzec by można niepasującym do epoki. Romantyk, czytający prawdziwe książki (dla młodszych pokoleń, to takie przedmioty z papieru, które czytało się i z których czerpało się wiedzę przed epoką smartfonów i czytników e-booków). Na pewno nie można nazwać go przebojowcem i cynikiem. Zachwyca się przyrodą, ale również architekturą. Przebywał w klasztorze trapistów i wcale ich nie wyśmiewa. Zdecydowanie nie jest typem mizogina i potrafi „nadawać” na tych samych falach co dziewczyna, z którą spaceruje. Dlatego ten spektakl ogląda się z taką przyjemnością, bo rozmowa między młodymi przebiega płynnie i można powiedzieć radośnie. A przecież poruszane jest w niej przebogate spectrum tematów. Widzowie słyszą i o filozofii, i o religiach, i o ekologii, i przeczytanych lekturach, i rozważany jest najklasyczniejszy z tematów, czyli „jak żyć”. Oczywiście nie może zabraknąć wątku miłości w ogóle i tych miłościach, które młodzi już mają za sobą. Jest o astrologii i o pięknie rozgwieżdżonego nieba. Jest wesoło, romantycznie, bardzo intymnie, ale też na poważnie. Można tak wymieniać jeszcze długo. Ale dzięki wspaniałemu tekstowi stworzonemu przez Sajnuka i cudownej grze Moniki Markowskiej i Roberta Mroza spektakl absolutnie nie dłuży się. Ja bardzo żałowałem, że już się skończył, bo mógłbym go słuchać i oglądać nadal. 

Właśnie – oglądać. Bo znakomitą scenografię do niego stworzyła Katarzyna Adamczyk (kostiumy również). Jest bardzo pomysłowa, znakomicie się ją ogląda i jest wielofunkcyjna. Podziwiałem duet aktorski, że nie pogubił się w szybkich zmianach elementów dekoracji i to przy wyciemnionych światłach. 

Opis „Przed wschodem / przed zachodem” nie byłby pełen bez podkreślenia ogromnej wartości dodanej, którą jest warstwa muzyczna, za którą odpowiadał Michał Lamża. Dźwięki które słyszymy są wspaniałym dopełnieniem tekstów i gry aktorskiej. 

„Przed wschodem / przed zachodem” w Teatrze WARSawy, wyreżyserowany przez Adama Sajnuka, to uroczy i równocześnie bardzo mądry spektakl, który gorąco polecam Państwu. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także