Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: 50 słów

20.07.2026, 12:21 Wersja do druku

„50 słów” Michaela Wellera w reż. Waldemara Zawodzińskiego z Teatru Kamila Maćkowiaka w Łodzi, gościnnie w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Tomasz Zawadzki

„Jeśli góra nie chce przyjść do Mahometa, to Mahomet musi pójść do góry”. Od razu wyjaśniam: ani ja nie jestem górą, ani Teatr Kamila Maćkowiaka nie jest Mahometem, chociaż jeżeli wspominam o wyżynach, to spektakl „50 słów” (autor Michael Weller; a bardzo dobre tłumaczenie – Bogusława Plisz-Góral), jeżeli chodzi o grę aktorską, rozgrywa się w okolicach szczytów. Przysłowie, które zacytowałem na wstępie, przyszło mi do głowy, bo już od kilku lat słyszałem wiele dobrego na temat tego przedstawienia, ale ciągle nie mogłem wybrać się do Łodzi, aby zobaczyć je na macierzystej scenie i, co gorsze, tak się pechowo składało, że nigdy nie udało mi się zobaczyć go na gościnnych występach w Warszawie. No i wreszcie stało się! W Teatrze Polonia, który użyczył swoją główną scenę na potrzeby tego przedstawienia, przekonałem się, że bardzo dobre opinie na temat fabuły, tekstów, reżyserii, a co najważniejsze gry Marii Seweryn i Kamila Maćkowiaka, nie były przesadzone ani o jotę.

Michael Weller jest dramatopisarzem i scenarzystą z Nowego Jorku. W swoim dorobku oprócz wielu znanych sztuk teatralnych ma scenariusze do filmów, w tym dwóch  wyreżyserowanych przez Miloša Formana: „Hair” oraz nominowany do Oscara „Ragtime ”.

50 słów” jest efektem obserwacji i przemyśleń autora. I nie są to optymistyczne spostrzeżenia. Na scenie oglądamy parę z dziesięcioletnim stażem małżeńskim i – co bardzo ważne! – dziewięcioletnim synem, którego po raz pierwszy „od zawsze” nie ma w domu. A więc dla małżonków jest to absolutnie nietypowa sytuacja. Okazuje się, że każde z nich ma inny plan na wykorzystanie tego, wydawać by się mogło, podarunku od losu – nareszcie sami!

Co wynikło z ich zamiarów, muszą Państwo zobaczyć i usłyszeć osobiście. A warto, chociaż uprzedzam, że nie jest ani łatwo, ani przyjemnie! Ale … i to jest paradoks: bywa śmiesznie.

Od samego początku reżyser i autor scenografii (Waldemar Zawodziński) sygnalizują widzom, co ich czeka. Na prawie pustej scenie, na której widzimy tylko trzy poziomy podestów, w przeciwległych rogach, po przekątnej, ustawione są niskie kubiki (twarde sześciany dowolnej wielkości), na których małżonkowie siadają, popijają wodę i ewentualnie wycierają się małym ręcznikiem. Przypomina to Państwu coś? Miłośnikom boksu – na pewno! No więc właśnie w taki sposób zaczyna się spektakl: wkroczenie w światła, krótkie skupienie na siedzisku, popicie wody i … pierwsza runda! A później ten rytuał powtarza się kilkakrotnie przy lekko przyciemnianych światłach, za to przy bardzo adekwatnej do sytuacji muzyce, opracowanej przez Rafała Maćkowiaka, po czym następuje kolejne starcie.

Bo to jest starcie mentalne i werbalne! Znakomicie napisane, znakomicie wyreżyserowane i znakomicie zagrane. Widz jest świadkiem chyba wszystkich emocji, jakie mogą zaistnieć między parą małżeńską. Świadomie nie napisałem „biskich sobie ludzi”, bo jak to genialnie sformułował Tadeusz Boy-Żeleński z wiersza „Stefania” (w cyklu „Słówka”): „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz!”. A jeżeli jedno zdecydowanie nie chce, a drugie tak na zmianę, to mamy to, co w „50 słowach”. I nie chodzi tylko o niechęć do wykorzystania nieobecności dziecka w domu. Problem dotyczy codziennych relacji między małżonkami, bliskości w ogóle, dostrzegania tej drugiej osoby, uwrażliwienia i zrozumienia potrzeb i oczekiwań współmałżonka.

Naprawdę trzeba być znakomitym aktorem/aktorką, żeby wydobyć z siebie takie emocje, jakie serwują widowni Maria Seweryn i Kamil Maćkowiak. Sporo z nich zakrawa wręcz na układ sado-maso, i to absolutnie niedobrowolny! Nie ma w nich najmniejszego fałszu i dzięki temu, to co mówią do siebie, jest tak wstrząsająco prawdziwe. Jest prawda JEJ i prawda JEGO! Oczywiście – przeciwstawne! Najbardziej niesamowite jest, to że obydwie są prawdziwe! Jak to jest możliwe? Po prostu – samo życie.

Dla mnie dużym bonusem tego spektaklu były reakcja szczelnie wypełnionej widowni i komentarze zasłyszane w foyer po spektaklu. Zaskoczyły mnie one, bo spodziewałem się trochę innych, biorąc pod uwagę fakt, że widownia składała się w ponad dziewięćdziesięciu procentach z pań ze wszystkich grup wiekowych. Radzę Państwu, gdy uda się Wam zdobyć bilety na „50 słów”, w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, grane w Teatrze Kamila Maćkowiaka, abyście Państwo, oprócz delektowania się sztuką, zwrócili uwagę również na reakcje i komentarze otoczenia. U mnie były bardzo ciekawe!

Znakomity spektakl!

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także