24.11.2020, 09:31 Wersja do druku

Odchodzą przyjaciele Papieża

Śp. Halina Kwiatkowska – aktorka, pedagog, wielki człowiek.

 

fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Odchodzą ostatni żyjący dotąd przyjaciele Karola Wojtyły – Jana Pawła II, naszego Ojca Świętego. Niedawno, 4 listopada tego roku, zmarł Eugeniusz Mróz. Miał 100 lat. Urodził się w tym samym roku co nasz Papież i w wadowickim gimnazjum chodził z nim do klasy. Razem też zdawali egzamin dojrzałości, a do tego mieszkali w tej samej kamienicy. Po maturze wybrali studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, tyle że na różnych kierunkach: Eugeniusz Mróz – prawo, a Karol Wojtyła – filologię polską. Był jednym z najbliższych przyjaciół Karola Wojtyły, a potem Ojca Świętego Jana Pawła II.

Niewiele ponad tydzień później, 12 listopada 2020 r., w wieku 99 lat zmarła Halina Kwiatkowska, aktorka, pedagog, przez 72 lata – aż do śmierci Papieża – zaprzyjaźniona z nim. 

Tych dwoje to ostatni dotąd żyjący serdeczni przyjaciele Ojca Świętego od lat szkolnych po kres życia Jana Pawła II.

Obalanie świętości

Ci wierni przyjaciele Papieża odeszli. Nie muszą już wysłuchiwać oszczerstw i cierpieć z powodu haniebnej nagonki na św. Jana Pawła II, jaką ostatnio za pośrednictwem swoich agentów w Polsce zorganizowała komunistyczno-liberalna międzynarodówka. Atak przygotowano perfekcyjnie. I to w różnych przestrzeniach naszego życia. A w „organizacji” owej nagonki „nieocenione” okazały się – jak zawsze – media. Polskojęzyczne, ale przecież nie polskie. Perfidna nagonka na św. Jana Pawła II to silne uderzenie antykościoła w Kościół katolicki, aby wyeliminować nas, katolików, i naszą wiarę z przestrzeni publicznej. Najkrócej mówiąc, jest to atak na naturalny porządek świata ustanowiony przez Pana Boga.

Zastanawiam się, co czuła, co myślała, jak reagowała Halina Kwiatkowska w ostatnich tygodniach swego życia, gdy przyszło jej wysłuchiwać w przestrzeni publicznej kalumnii rzucanych w jej wielkiego przyjaciela. Czy docierały do niej oszczerstwa wypowiadane pod adresem Jana Pawła II także przez ludzi teatru? Byłoby to nadzwyczaj nieludzkie, to jakby atak na samą Halinę Kwiatkowską – była wszak zaprzyjaźniona z Papieżem. Nie są to pytania abstrakcyjne, bo doskonale wiemy, że środowiska artystyczne w większości popierają tzw. strajk kobiet, popierają niejednokrotnie ideologię lgbt itd. W tych perfidnych pochodach nie brak transparentów uwłaczających naszej wierze, Janowi Pawłowi II, Panu Jezusowi, Matce Bożej. Wystarczy wejść do teatru i obejrzeć przedstawienie, aby zorientować się, po czyjej stronie – śmierci czy życia – jest dziś teatr.

Ta barbarzyńska nagonka na Jana Pawła II musiała być niezwykle bolesna dla Haliny Kwiatkowskiej, osoby ukształtowanej moralnie i światopoglądowo przez należyte wychowanie w domu rodzinnym państwa Królikiewiczów (ojciec był dyrektorem wadowickiego gimnazjum), w dużej mierze uformowanej artystycznie, etycznie, patriotycznie przez Mieczysława Kotlarczyka prowadzącego w Wadowicach amatorski teatr, a potem w Krakowie – Teatr Rapsodyczny. To właśnie już w Wadowicach zawiązała się przyjaźń Haliny Królikiewiczówny (po wyjściu za mąż: Kwiatkowskiej) z Karolem Wojtyłą. Oboje występowali na scenie wadowickiego teatru pod okiem reżyserskim i wychowawczym (poprzez odpowiedni dobór repertuaru i osobisty autorytet moralny) Mieczysława Kotlarczyka. Tutaj, na małej szkolnej scenie, grali w wielkim, trudnym, antycznym i romantycznym repertuarze, jak m.in. „Antygona” Sofoklesa, gdzie Karol wystąpił jako Hajmon, a Królikiewiczówna była tytułową Antygoną, o czym mówił w 1999 roku w Wadowicach Karol Wojtyła już jako Papież, recytując spore fragmenty roli z pamięci. Grali razem także w innych wielkich dziełach, na przykład w dramacie Juliusza Słowackiego „Balladyna” – Halina w roli tytułowej, a Karol jako Kirkor.

Nieodżałowany pedagog

To właśnie Kotlarczykowi Halina Królikiewiczówna zawdzięczała swą pasję do teatru. Podobnie zresztą jak przyszły Papież. Rola Mieczysława Kotlarczyka w artystycznym uwrażliwianiu młodzieży gimnazjalnej na szlachetną literaturę dramatyczną i wielkie klasyczne dzieła jest nie do przecenienia. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktor nauk humanistycznych, pedagog, miłośnik i znawca teatru, reżyser, dla którego słowo stanowiło najważniejszy budulec przedstawienia (stąd później Teatr Rapsodyczny), a przy tym wyjątkowy artysta, wielki patriota i człowiek wiary, Mieczysław Kotlarczyk miał ogromny wpływ na młodzież realizującą swą pasję teatralną na szkolnej scenie. Był dla niej autorytetem artystycznym, ideowo-wychowawczym i po prostu jako człowiek. Być może dlatego właśnie Halina Kwiatkowska i Karol Wojtyła po maturze wybrali studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Droga aktorska Haliny Kwiatkowskiej – mająca swoje silne podstawy w założonym w Krakowie w 1941 roku przez Mieczysława Kotlarczyka, przy współudziale Karola Wojtyły, Teatrze Rapsodycznym – owocowała w latach następnych na scenach krakowskich: w Teatrze Słowackiego czy w Starym Teatrze, gdzie zagrała wiele znakomitych ról o szerokim emploi – od klasyki po współczesność, od ról komediowych po postaci tragiczne. Grała także w filmach, pisała utwory dramatyczne, słuchowiska radiowe, a także książki, m.in. podręcznik dobrego zachowania. I co bardzo istotne, była także profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie (obecnie Akademia Sztuk Teatralnych). Jako nauczyciel akademicki przez czterdzieści lat uczyła studentów aktorstwa piosenki, a także tego, jak mówić prawidłowo prozę, wiersz. Prowadziła też wykłady z przedmiotu, który sama wymyśliła, a który nazwała „kultura bycia”. Wpojone od lat szkolnych wartości, rozwijane w Teatrze Rapsodycznym i później w latach dorosłych, były dla Haliny Kwiatkowskiej drogowskazem zarówno w jej kreowaniu ról scenicznych, jak i w przekazywaniu studentom tego, na czym polega prawda postaci i sztuki.

Potrzeba nam dziś w polskich szkołach teatralnych nauczycieli akademickich o prawdziwym autorytecie zbudowanym na wartościach fundamentalnych. A nie takich, którzy wywieszają na frontonach szkół teatralnych jakieś wielobarwne szmaty i z błyskawicami wysmarowanymi na maseczkach i gdzie tylko jeszcze się da biorą udział w spędach, wykrzykując wulgarne hasła i zachęcając tym samym do takiego wulgarnego zachowania swoich studentów. Takich pseudonauczycieli nam nie potrzeba!

Tytuł oryginalny

Odchodzą przyjaciele Papieża

Źródło:

Nasz Dziennik nr 274