„Król Zofius i Cudowna Kura” wg Tankreda Dorsta w reż. Jacka Malinowskiego w Białostockim Teatrze Lalek. Pisze Justyna Białous w Teatrze dla Wszystkich.
Premiery Białostockiego Teatru Lalek w 2025 roku wypadły dobrze, a nawet bardzo dobrze. Tym bardziej rozczarowuje ostatni tegoroczny projekt, który nie domyka tej serii z podobną jakością.
„Król Zofius i cudowna kura” w reż. Jacka Malinowskiego podejmuje temat doświadczenia straty – opowiada o sytuacji, w której to, co posiadamy, traci znaczenie w obliczu braku bliskiej osoby. Spektakl ma więc wyraźny potencjał edukacyjny.
W przedstawieniu znajdziemy kilka udanych pomysłów. Motyw znikających przedmiotów z pałacu Króla Zofiusa jest ciekawy i technicznie dopracowany – scena ta okazuje się zabawna i wciągająca. Interesująca jest również postać Ściemniacza – narratora, który spaja całą inscenizację. Oddanie mu sprawczości w kierowaniu losami bohaterów, jego bezpośrednie zwroty do publiczności oraz płynne przechodzenie z pozycji uczestnika wydarzeń do trzecioosobowego narratora stanowią wyzwanie, któremu Mateusz Smaczny sprostał.
Uwagę przyciąga także Cudowna Kura – nie tyle za sprawą swoich magicznych właściwości, ile dzięki wyrazistej kreacji Sylwii Janowicz-Dobrowolskiej. To kura w wydaniu glamour: dumna, wyniosła, a jednocześnie przezabawna i niezwykle atrakcyjna scenicznie.
Problemem spektaklu pozostaje jednak niejednoznaczny adresat. Tekst sceniczny – przez swoją powtarzalność i tempo – momentami brzmi, jakby był skierowany do najmłodszych, co nie współgra z inscenizacją ani aranżacją przestrzeni. Akcja przedstawienia jest nierówna: niektóre sceny są nadmiernie rozciągnięte, inne sprawiają wrażenie urwanych, tworząc luki fabularne i dramaturgiczne. Pewne wydarzenia dzieją się bez wyraźnego powodu, a ich konsekwencje są trudne do zrozumienia. Nagłe zmiany motywacji postaci dezorientują widza. Do tego dochodzą niezręczne momenty, jak wątek opryszków spod mostu, w którym jeden z nich nagle wykazuje obsesyjne zainteresowanie Księżniczką Rozalindą. Brak informacji o wieku bohaterki – przy kontekstowej sugestii, że jest dzieckiem – czyni ten fragment szczególnie konfundującym.
Również postać Króla została zarysowana jednowymiarowo i rodzi pytanie o jakąkolwiek przemianę bohatera w kontekście rozgrywających się wydarzeń. Impulsem do zmiany staje się dopiero jego rozmowa w szafie z Cudowną Kurą, jednak i tutaj brak logiki odbiera wiarygodność tej kreacji.
Aktorom nie można wiele zarzucić. Urszula Chrzanowska ma swoje przyjemne wokalnie pięć minut, a cały zespół robi, co może, by utrzymać energię spektaklu. Jednak przy tak skonstruowanym scenariuszu aktorskie wysiłki nie są w stanie obronić całości. Zabrakło czasu na dopracowanie szczegółów, a niektóre fragmenty balansują na granicy społecznej i językowej wrażliwości.
Na tle pozostałych tegorocznych premier „Król Zofius i cudowna kura” wypada blado. Twórcy wcześniejszych spektakli wykazali się świetnym poczuciem humoru i trafnym rozpoznaniem swoich odbiorców. „Serial Killer Story” (reż. Joanna Drozda) oraz „Na arce o ósmej” (reż. Paweł Aigner) chętnie obejrzałabym ponownie — i właśnie takich przedstawień życzę Białostockiemu Teatrowi Lalek w kolejnym roku.