18.06.2021, 14:26 Wersja do druku

O prostocie życia, czyli komedia nie humorystyczna

„Komedia. Wujaszek Wania” Huberta Sulimy na podstawie dramatu Antona Czechowa w reż. Jędrzeja Piaskowskiego. Pisze Paweł Kluszczyński z Nowej Siły Krytycznej.

O prostocie życia, czyli komedia nie humorystyczna

fot. Monika Stolarska

Teatr Zagłębia w Sosnowcu już ponad roku tomu zapowiadał premierę „Komedii. Wujaszka Wani” w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego. Pandemia pokrzyżowała plan, tytuł tym bardziej był wyczekiwany. Przedstawienie wbrew tytułowi jest odległe od lekkiego nastroju, nie wzbudza salw śmiechu na widowni i nie pozostawia publiczności w szampańskim nastroju. Za to pozwala dostrzec piękno prostoty życia, które podobnie jak spektakl bywa ciche, czasem nuży, nie jest idealne, ale za to jest znośne, z kilkoma wspaniałymi chwilami.

Sztuka Antona Czechowa traktuje o XIX-wiecznej rosyjskiej prowincji. Dramaturg Hubert Sulima buduje na jej podstawie pogrążony w sennym nastroju portret, dziś by rzecz, patchworkowej rodziny. Majątkiem ziemskim zarządza Iwan Wojnicki (Tomasz Muszyński), a raczej zarządzał, bo wpadł w melancholię po przybyciu męża zmarłej przedwcześnie siostry. Szwagier, Aleksander Sieriebriakow (Przemysław Kania), zamierza spędzić we włościach sędziwe lata z drugą żoną, Heleną (Mirosława Żak), i mieszkającą tu córką Sonią (Joanna Połeć). Ich pobyt zaburza równowagę domostwa. Wania obserwując emerytowanego uczonego dostrzega bezsens jego dorobku naukowego, podstawy jego światopoglądu kruszą się. Sporo młodsza od męża Helena mimowolnie kokietuje męskie towarzystwo. Nie ma pomysłu na siebie, wie jedno, jej małżeństwo to pomyłka, jest umową dwojga ludzi, których nie łączy żadne uczucie. Wydaje się, że i Sonia nie ma planu na przyszłość, sprawia wrażenie zagubionej, nie obca jest jej melancholia, zwłaszcza, że zadurza się w miejscowym doktorze Astrowie (Aleksander Blitek). Szybko jednak godzi się z losem odrzuconej. Mimo, że jej zachowanie, ton głosu, spojrzenia można wziąć za dziecinne, jest najbardziej dojrzałą osobą z domowników. Wie, co robić, zamienia srebrne buciki na kalosze. Staje się w finale gospodynią posiadłości, czym daje impuls wujaszkowi Wani, by stanął u jej boku i wrócił do pracy.

fot. Monika Stolarska

Czy udało się reżyserowi zrobić z tej w gruncie rzeczy rodzinnej tragedii komedię? Profesor z żoną wracają do Charkowa, Iwan z Sonią zakasują rękawy na kolejne lata, by ci uprzywilejowani ludzie wciąż mogli żyć dostatnio. Nic w tym do śmiechu, a jednak bohaterowie nie raz chichoczą, szczególnie w pierwszym akcie. Czy udzielił mi się też podobny nastrój? Niestety nie. Być może za sprawą sennej muzyki Jacka Sotomskiego, która cały czas była w tle, a może po prostu nie mam poczucia humoru? Choć dostrzegłem kilka komediowych akcentów: kieliszki przyklejone do tacy, sztuczny tort (Sonia od początku widzi, że to podpucha i robi wszystko, żeby tylko nie spróbować podejrzanego łakocia). Konstrukcja na planie trójkąta z trzech par drzwi, która służy do przedstawienia różnych wnętrz, to prosty zabieg scenografki Anny Met, zrekompensowała nim widok osmolonych ścian wnętrza sceny. W takich detalach ukryta jest komediowość spektaklu, reżyser puszcza w naszą stronę oko, proponuje zabawę w teatralne kalambury. Udało mi się odgadnąć kilka, czy inni też podołają? Oby, choć widz zwiedziony tytułem i wytłuszczonym czerwonym napisem na plakacie „KOMEDIA” może poczuć się skołowany, a może i oszukany…

Sonia na zagłębiowskiej scenie błyszczy, to wybitna rola Joanny Połeć. Jej bohaterka to prosta dziewczyna, myśli, że świat zwojuje, co jest przymiotem młodości, ale kiedy się orientuje, na czym polega życie, szybko się przestawia i dostrzega jego piękno. Tomasz Muszyński wiarygodnie emanuje życiowym zmęczeniem, zwątpienie bije z oczu Wani. Przemysław Kania mimo średniego wieku prawdziwie pokazał postać skostniałego starca, choć czasem ma odrobinę zbyt młodzieńczy głos. Mirosława Żak jako Helena lawiruje pomiędzy mężczyznami z prowincji, zaloty sprawiają jej frajdę, swoją wesołkowatością trochę nie pasuje do towarzystwa, które jest zasępione, melancholijne. Nie sposób nie wspomnieć też o Beacie Deutschman, jako… kurze! Przebrana w kostium niczym ze spektaklu dla dzieci przechadza się po scenie, katalizuje napięcia i pomaga rozwiązać problemy, a co najistotniejsze zna łacinę, bynajmniej nie kuchenną.

Hubert Sulima na podstawie dramatu Antona Czechowa

„Komedia. Wujaszek Wania”
Teatr Zagłębia w Sosnowcu, premiera 11 czerwca 2021
reżyseria: Jędrzej Piaskowski

światła: Monika Stolarska

występują: Ryszarda Bielicka-Celińska, Maria Bieńkowska, Beata Deutschman, Joanna Połeć, Mirosława Żak, Aleksander Blitek, Kamil Bochniak, Tomasz Kocuj / Przemysław Kania, Tomasz Muszyński

Paweł Kluszczyński – rzemieślnik kultury, z wykształcenia technolog chemik, z pasji autor recenzji, felietonów, dramatów, poezji, bajek, bloga ijestemspelniony.pl; zawodowo od zawsze związany z teatrem, finalista VII Edycji Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego dla młodych krytyków teatralnych.

fot. Monika Stolarska

Źródło:

Materiał własny