31.05.2021, 11:16 Wersja do druku

O Boska!

„Boska” Petera Quiltera w reż. Roberta Talarczyka w Teatrze Ludowym w Krakowie. Pisze Marek Kosma Cieśliński w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Klaudyna Schubert

Od kilku już lat „Boska” zdobywa przebojem sceny teatralne. Wyrazista rola wiodąca, efektowne epizody dla kilkorga aktorów, dowcipne dialogi i okazja do muzycznych, albo – pseudomuzycznych – popisów, to wszystko atrakcyjny materiał dla twórców i efektowne danie dla widzów ceniących komedie oferujące więcej niż tylko humor sytuacyjny. Tu ze szczególnym upodobaniem do kiczu.

Nowohucki Teatr Ludowy zdecydował się na premierę w czasie pandemii. Sztuka Petera Quiltera wystawiona na Dużej Scenie to w zamierzeniu brawurowy popis przebrzmiałej, a bogatej i zakochanej w sobie gwiazdy scenicznej, której zasobny portfel, pozycja towarzyska, a zwłaszcza rozbuchana megalomania pozwalają terroryzować otoczenie w celebrowaniu własnego… braku słuchu i talentu, oraz zupełnie ignorować reguły operowej wokalistyki. Artystki, która w dodatku zapełniała sale koncertowe. Będąca pierwowzorem „Boskiej”Florence Foster Jenkins, popularna w latach 30. i 40. XX wieku amerykańska sopranistka-amatorka, która w oparciu o rodzinną fortunę wypuszczała na rynek kolejne albumy fonograficzne, stała się fenomenem estradowym na długo przed epoką „Szansy na sukces”. Była omnibusem, samodzielnie komponując pieśni, projektując kostiumy, a nawet… organizując widownię.

Zwierciadłem dla – mimo wszystko – przeżywającej dramat Boskiej są jej sekretarz, z poświęceniem akompaniujący do wykrzykiwanych z desperacją arii, para przyjaciół i rozwrzeszczana gosposia, a także my – w finale jako publiczność nowojorskiego Carnegie Hall, chociażby dlatego, że co i rusz wybuchamy śmiechem. Dzięki relacji między nimi i nami, na scenie rozgrywa się dramat o niespełnieniu, skrywanych (przez wszystkie pojawiające się postaci) namiętnościach, złudnych nadziejach i zwodniczej żądzy sławy – czyli wszystko to, czym teatr karmi się z upodobaniem. Podczas spektaklu jest i poważnie i śmiesznie, główna bohaterka uwodzi niezamierzonym komizmem, a jej otoczenie zaskakuje nieoczywistymi reakcjami. Co ważne, przedstawienie w niczym na szczęście nie przypomina adaptacji telewizyjnej i filmowej, dobrze już znanych z efektownego aktorskiego wykonania.

fot. Klaudyna Schubert

Reżyserem nowohuckiej inscenizacji jest Robert Talarczyk (na co dzień dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach), który tym razem postawił na czystą, klarowną rozrywkę, nie szukając drugiego dna opowieści. Boską kreuje Marta Bizoń, precyzyjna w interpretacji, z wyczuciem podająca fałszywe dźwięki śpiewanych arii i idealnie obnażająca absurdalność swojej (autentycznej przecież) postaci. Partnerują jej znakomicie – bo jest to popis zespołowy! – Robert Ratuszny, Tadeusz Łomnicki, Beata Schimscheiner (przekomiczna jako rozpijaczona Dorothy), a także Roksana Lewak i Jagoda Pietruszkówna. Warto się o tym przekonać i zachwycić niezwykłością boskiej Florence – w najbliższym czasie spektakl wraca na Scenę pod Ratuszem, czyli w samo serce Krakowa.

Boska, Peter Quilter, reż. Robert Talarczyk, Teatr Ludowy w Nowej Hucie

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Marek Kosma Cieśliński

Data:

29.05.2021