EN
15.02.2021, 12:26 Wersja do druku

Nocne ikony. O sztuce Artura Grabowskiego „W nocy lepiej widać głosy”

[…] współczesny buntownik jest sceptykiem i nie potrafi niczemu całkowicie zaufać.
Gilbert Chesterton, Ortodoksja

Imagine there’s no heaven
It’s easy if you try
No hell below us
Above us only sky

John Lennon, Imagine

Polski dramaturg i teatrolog Artur Grabowski napisał sztukę o frapującym tytule W nocy lepiej widać głosy,opartym na zaskakującym koncepcie, bo czyż noc nie przynależy raczej do zmysłu słuchu niż wzroku? I kiedy możemy zobaczyć prawdziwy głos? Sam tytuł próbuje zatem wybić nas z naszych codziennych rytuałów postrzegania rzeczywistości i skierować ,,wzrok” na inne tory. Podtytuł także brzmi intrygująco, bowiem, jak pisze Grabowski, jest to ,,moralitet – audio – video”. Dramat jest zatem rozpisany na sferę ratio i sferę zmysłów. Rozum i serce, podział charakterystyczny dla kultury Zachodu.

Kim jest bohater tego moralitetu (być może mamy tutaj do czynienia z większą ilością bohaterów)? Postacią pierwszoplanową wydaje się prowadzący program ,,dziennikarz (w wieku późno średnim, ale przecież mógłby uchodzić za młodszego) siedzi (jeszcze „prywatnie”) w studiu radiowym, na głowie słuchawki i okulary, na stole, częściowo ukryta za kadrem, maseczka jednorazowa.” Mimo dobrze zarysowanych cech indywidualnych postać dziennikarza może być odczytana jako przysłowiowy everyman współczesności, odgrywający swoją ,,rolę” w nowoczesnym społeczeństwie spektaklu, tak trafnie opisanym przez Guya Deborda.

Autor dramatu W nocy lepiej widać głosy sięga zatem po dobrze zakorzenioną w tradycji europejskiej formułę moralitetu, przetwarzając ją w swoisty dla siebie, patchworkowy sposób, i wpisując ją w nowy ironiczno – technokratyczny kontekst rzeczywistości człowieka współczesnego, który nie potrafi już niczemu całkowicie zaufać, i który wszystko kwestionuje.

Miejscem akcji jest dziennikarskie studio przy ulicy Słonecznej (nie przypadkiem ta nazwa ulicy, wszak optymizm, ba, nawet entuzjazm, to pierwsze przykazanie społeczeństwa konsumpcji) w czasie nocnej audycji. Słowo entuzjazm pochodzi od greckiego słowa ,,enthousiasmos” znaczącego wypełniony bogiem, uniesiony bogiem, opanowany przez boga. Jaki jednak bóg panuje w społeczeństwie opanowanym przez konsumpcję?

Czy zatem celem dziennikarza jest dotarcie poprzez muzykę do naszego ducha? Czy głos słyszany nocą ma być synonimem duszy? Pytania pojawiają się już w czasie lektury pierwszej strony. Mimowolnie myślimy o ,,ciemnej nocy” hiszpańskich mistyków. Ale jaką sferę ducha mamy ocalić w świecie, który bezustannie żąda od nas spektaklu, także tego największego, bo złożonego z naszych uczuć, myśli i duszy? Czyżby nasza intymność także miała stać się elementem przedstawienia?

W dramacie czytamy, że ta noc jest wyjątkowa, jest nocą cudów, ponieważ prowadzący i słuchacze mogą zobaczyć się na youtubowym kanale ,,Radia Razem”. Dotąd jedynie się słyszeli, ale teraz będą się mogli także zobaczyć. Spełnienie marzeń. Wizja uobecniona! Obietnica wspólnego przeżywania ,,misterium” słuchania muzyki i ludzkiego głosu zdaje się być zarazem propozycją nie do odrzucenia w społeczeństwie pozbawionym wspólnotowych przeżyć i doznań. Moralitetowe ujęcie postaci i fabuły zostało w dramacie Grabowskiego połączone ze znanym toposem theatrum mundi. Dziennikarz jest Autorem swoistego radiowego ,,spektaklu”, zaś słuchacze Postaciami, którym przydzielono określone role.

Po 43 odcinkach wspólnych audycji słuchacze tworzą wręcz ,,radiową rodzinę”, zaś słuchanie muzyki w czasie nocnej audycji jest sposobnością do kontaktu z innymi. Tematem jest miłość, o której dziennikarz opowiada w pozornie prawdziwy i złożony sposób: ,,Miłość, rzecz jasna nie tylko ta romantycznie zmysłowa, czy może raczej klasycznie erotyczna; miłość więc nie tylko między kochankami, lecz również miłość nasza wzajemna, której doświadczamy, albo za nią tęsknimy na co dzień. Miłość opiekuńcza, miłość wspierająca, miłość, jednym słowem, potrzebna jak pokarm, a więc warta wysiłku. Bo kochanie, jak wspólną kolację, trzeba sobie najpierw wspólnie upichcić, z darów Bożych co prawda, ale jednak własną inwencją.”

Muzyka zdaje się tu być personifikacją boskiej siły przybywającej z tamtego świata, aby wypełnić pustkę. Nieprzypadkowa też jest nocna pora audycji, bowiem, jak powie dziennikarz: ,,A w nocy muzyka ma moc szczególną. Dociera do nas jakby znikąd, jakby z zaświatów. Już nie tylko zaspokaja pragnienia, ale uspakaja, leczy urazy i koi skołatane nerwy; kołysze, kołysze, kołysze.” Muzyka, jak bóstwo składające siebie w ofierze, daje wszystko i jest niczym źródlana woda zmywająca nasze winy. Muzyka, jak powie dziennikarz ,,wychodzi na jaw”, aby pomóc ujawnić prawdę serca.

Sztuka Grabowskiego jest niekończącym się monologiem dziennikarza, który zachowuje się jak reżyser w teatrum mundi swojej audycji. To on mówi, kiedy należy się podłączyć, gdzie się zalogować, kiedy zacząć mówić i na jaki temat. Rozpoczyna audycję: ,,Oto ja, wasz głos we własnej osobie! Kłaniam się więc państwu pięknie z cudownie odsłoniętego przed słuchaczami studia radiowego. Tej nocy zaiste nie mamy przed wami nic do ukrycia. Nawet piosenki będzie można sobie pooglądać.”

Radiowa audycja, która ma przypominać spotkanie rodzinne, zaczyna wymykać się spod kontroli prowadzącego, kiedy w internecie logują się Jezus i Maryja. Dziennikarz zdaje sobie pytanie czy są to ekscentryczne pseudonimy odbiorców, czy też może manifestacja boskiej obecności. Pojawiają się także Adam i Ewa oraz słuchaczka o nieprzypadkowym imieniu Faustyna,

Autor audycji puszcza pierwszą piosenkę Roberta Planta i Alison Krauss ,Please read the letter, jednak przerywa ją w pewnym momencie. Odczuwa zazdrość, że sam nie jest w stanie dostarczyć słuchaczom odpowiedniej dawki liryzmu. Występujące w spektaklu piosenki przywodzą na myśl interludia, mające zarazem aspekt ludyczny i narracyjny. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że są one nastawione na odpowiednio zaplanowany efekt i ,,podkręcanie atmosfery”. Wszak atmosfera jest w cenie! Śmiech i łzy słuchaczy także!

Dziennikarz mówi do słuchaczki Faustyny i dowiaduje się, że to oryginalne imię nie pochodzi jednak od świętej. Ojciec kobiety fascynował się Goethem i Faustem. Otrzymał tę książkę w obozie pracy od komendanta. Po wojnie recytował Fausta dzieciom, jak bajki czy też kołysanki. Córka, aby sprawić mu przyjemność, przyjęła w zakonie imię inspirowane lekturą Goethego. Jak się później dowiadujemy, to niejedyna tak oryginalna historia, której wysłucha prowadzący audycję.

W dramacie Grabowskiego odnajdujemy bez wątpienia intertekstualne gry, znane postaci literackie czy też historyczne, tytuły ulubionych filmów, popularne piosenki, których tytuły i słowa przywodzą na myśl określone konteksty kulturowe. Nie przypadkiem w sztuce pojawiają się Stairway to Heaven i The Wall Pink Floydów z wyświetlaną na ekranie kroniką filmową z czasów PRL-u, Tonight Tiny Turner i Davida Bowiego czy też Imagine z fotografią Lennona na ekranie i nagranie z „łóżkowego protestu” z Yoko Ono.Piosenki te są bez wątpienia manifestami określonego pokolenia, jego swoistym credo. Warto wspomnieć, że Imagine Lennona przywołuje na myśl rewoltę studencką z maja 1968 we Francji i przewrót kulturowy kwestionujący tradycję.

Kolejne odsłony akcji są sposobnością do pokazania poszczególnych Alegorii grzechów, takich jak: Pycha, Chciwość, Nieczystość, Łakomstwo, Zazdrość, Gniew, Lenistwo czy też Acedia, będąca rodzajem znużenia duchowego podobnego do depresji, o której to dolegliwości pisał Ewagriusz z Pontu. Jego zdaniem acedia rodzi się z uczucia buntu przeciwko temu, co jest, i tęsknoty, za tym, czego nie ma, i prowadzi do niechęci, frustracji i goryczy.

Alegorie grzechów nie występują tu jako poszczególne postacie, ale jako sytuacje demaskujące określone grzechy (w społeczeństwie konsumpcyjnym często przedstawiane jako cnoty). Grabowski, opisując zjawisko internetowego hejtu (,,myślałem, że ludzie tylko po to włażą do sieci, żeby sobie pohejtować”), odwołuje się do Alegorii gniewu i zazdrości. Fenomen podglądactwa jest bez wątpienia związany z zazdrością i nieczystością. Postawa dziennikarza, który liczy liczbę słuchaczy, jest przykładem pychy (,,Ja się pokazuję pierwszy. Oto ja, wasz głos we własnej osobie!”). Jego pozorne pragnienie wspólnoty jest jedynie motywowane strachem i potrzebą poklasku (,,muszę z kimś rozmawiać, bo mi siądzie audycja”). Prowadzący wciąga swoich słuchaczy w intymne rozmowy, ich zwierzenia służą mu jako materia prima jego audycji, która w rzeczywistości jest nie tyle sposobnością spotkania, ile okazją do propagowania powszechnego fenomenu podglądactwa, tutaj w specyficznym wymiarze radiowym. Wszak w czasie rozmowy ze słuchaczami powie na stronie: ,,To fanatycy. Dziwny kraj” i stwierdzi, że należy ich skierować ,,chyba do diabła.”

W trakcie trwania audycji dowiadujemy się, że jest także druga prowadząca, która pozostaje zarazem w osobliwej relacji z dziennikarzem. Ich dialogi przypominające kłótnię małżeńską stają się ,,spektaklem” dla ich odbiorców. Odsłaniają także ukryte motywy ich postępowania. Jedno z nich powie: ,,Dobra, idę. Weź coś wykombinuj, żeby tym świrom się chciało gadać.” Kiedy zdają sobie sprawę, że są obserwowani, potrafią jedynie wykrzyknąć: ,,Jezus Maria, kurwa!” Kiedy indziej zaś pada wyznanie: ,,Pieprzona radiowa rodzinka! Zaraz mnie tu zaczną rozbierać do nagiej duszy” i jeszcze bardziej dosadne stwierdzenie: ,,Oni słuchają mnie, bo chcą się wy-po-wie-dzieć. Wypróżnić się chcą”.

Dialogi, które toczą ze słuchaczami, dotykają co prawda problemu wiary i religii, ale jest to jedynie powierzchnia bez głębi. Przywoływanie obrazów Marii, Jezusa, Adama, Ewy, Ziemi Obiecanej i pustyni jest jedynie postmodernistycznym zabiegiem i pustym dyskursem. To, co obiecywała metafizyczna przestrzeń nocy i wspólnotowe spotkanie (choć jedynie online), zostaje zakwestionowane. Przestrzeń spotkania ,,twarzą w twarz” staje się swoją własną parodią.

Dziennikarz prosi o zdystansowanie się do całej sytuacji zauważając, że jego audycja składa się z głupio-wesołych piosenek, nudnego gadania, absurdu i rozpaczy. Prowadząca z nim audycję stwierdzi: ,,Dajesz im złudzenie wspólnoty, żeby ich okradać. Bo sam od dawna jesteś pusty.” Dziennikarz, podsumowując swoją audycję, odpowie: ,,Wszyscy żyjemy na niby. Wiesz, jak w Halloween: gumowe maski na twarzach i dance macabre!” Pojawia się teledysk Black Sabbath Hole in the Sky. Kłótnia między prowadzącymi audycję narasta. Grabowski pisze: ,,Muzyka bardzo głośno. Zmienia się na Europe The Final Countdown. Po dłuższej chwili dziennikarz pojawia się w studiu w nieco rozchełstanej koszuli.”

W finałowej scenie widzimy Marię, Jezusa, Adama, Ewę i Faustynę. Postaci są zarazem ludzkie i nadprzyrodzone. Maria w okienku powie: ,,Twój czas minie. Nie trzeba się wysilać”, zaś Jezus doda: ,,W końcu wszystko zrobi się jasne.” Moralitet audio-video kończy się obrazem czarnego ekranu. Czyżby to była prawdziwa noc cudów? Czy głosy, które słyszeliśmy, były prawdziwe? W końcu to prawda, że nocą słychać zawsze lepiej. Sztuka Grabowskiego, choć jest jedynie zdeformowanym i groteskowym moralitetem, niewątpliwie służy nam jako lustro. Spojrzeć sobie w twarz jest rzeczą cenną, nawet kiedy okazuje się, że dziś wyglądamy niespektakularnie.

Tytuł oryginalny

Nocne ikony. O sztuce Artura Grabowskiego „W nocy lepiej widać głosy”

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak

Data:

15.02.2021