09.08.2006 Wersja do druku

Nisza "Polywood"

Z tezami Piotra Gruszczyńskiego o pokoleniu "nowych niezadowolonych" polskiego teatru jest trochę tak, jak z tym dowcipem z czasów ZSRR. "Czy to prawda, że na Placu Czerwonym obywatel Kuroczkin dostał za darmo nowego zaporożca? Oczywiście, że prawda! Tylko że obywatel nazywał się Achmedow i to nie było w Moskwie, a w Baku, i nie o nowego zaporożca chodzi, ale o starego moskwicza, a w ogóle to mu tego moskwicza nie dali, tylko ukradli" - pisze Łukasz Drewniak w Tygodniku Powszechnym.

Autor terminu "nowi niezadowoleni" już raz wszedł do historii polskiego teatru dzięki hasłu "młodsi zdolniejsi". Teraz próbuje zdefiniować kolejny reżyserski przełom generacyjny. I tak samo, jak ważna była odkrywczość jego pierwszego wystąpienia, tak przewidywalna wydaje się oczywistość drugiego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Gruszczyński próbuje nazywać coś, co rzeczywiście istnieje. Jego podstawowy błąd metodologiczny polega na tym, że wybrał do swego manifestu twórców najpopularniejszych i najaktywniejszych, aczkolwiek wcale nie najbardziej typowych. Typowy reżyser nowej generacji jest zmuszony - lub po prostu lubi - inscenizować w konwencji teatralnego minimalu współczesne małoobsadowe teksty z przeważającym udziałem aktorów rówieśników. Jeśli porywa się na klasykę - uwspółcześnia, robi spektakl atrakcyjny dla widza, nowoczesny, popowy. I nie liderzy stanowią o wyrazistości formacji intelektualnej, którą Gruszczyński próbowa

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nisza "Polywood"

Źródło:

Materiał nadesłany

Tygodnik Powszechny nr 32

Autor:

Łukasz Drewniak

Data:

09.08.2006

Tematy w toku