„Nurejev” w choreogr. Yurija Possokhova w Staatsballett Berlin. Pisze Benjamin Paschalski na swojej stronie.
Jeszcze nie tak dawno cały artystyczny świat ekscytował się życiem gwiazd baletu. Z okładek kolorowych pism zerkały portrety największych osobowości sztuki tańca, a ich losy prywatne zaprzątały uwagę wielu. Mówiło się i komentowało spektakularne ucieczki na zachód ikon baletu radzieckiego, śledziło kariery, występy i małe oraz duże skandale. Dziś jakby owa magia ucichła. Owszem istnieje kilka nazwisk, które definiują rangę baletowej sceny, ale nie jest to porównywalny oddech do tego co dawniej konstruowało kariery, a może odwrotnie talent budował medialny rozgłos. Zastanawiam się wielokrotnie nad owym fenomenem owych wielkich primabalerin i pierwszych tancerzy. Ich sztuką, która stała się legendą znaną tylko z kart książek, filmów dokumentalnych i fabularnych. Niewątpliwie taką postacią, która odcisnęła wielki ślad swojego talentu na światowej sztuce bez słów był Rudolf Nurejew. Nie czas opowiadać losy Baszkira, którego losy wiodły z siermiężnego Związku Radzieckiego, poprzez brawurową, pełną napięcia ucieczkę na Zachód, która rozegrała się na lotnisku w Paryżu, aż do wielkiego światowego triumfu, rozpoznawalności, sukcesów, bogactwa. Ale to nie tylko radość, ale także życiowe, osobiste niepowodzenia. Nie do końca stabilny związek z duńskim tancerzem Erickiem Bruhnem, masa przygodnych relacji, czerpanie z tego co najpiękniejsze dla życia, ciężka praca, bezkompromisowość oraz straszna śmierć w bólach i cierpieniu. Wyrok AIDS w latach dziewięćdziesiątych XX wieku był nieodwracalną diagnozą. Artystę mogliśmy tylko raz podziwiać w Polsce. Miało to miejsce w roku 1991 gdy jako dyrygent poprowadził Orkiestrę Filharmonii Częstochowskiej w utworach Beethovena oraz Czajkowskiego z wybranymi fragmentami z baletów Dziadek do orzechów i Śpiąca królewna. Pozostanie wiecznym wspomnieniem, a dla świata tańca niedoścignionym, choć wybuchowym i bezkompromisowym, wzorem.
Zmierzenie się z jego biografią wydaje się nie lada wyzwaniem nie tylko dla teatru dramatycznego, a tym bardziej sceny baletowej. W grudniu 2017 roku (choć pierwotnie premiera była planowana w lipcu, decyzją dyrekcji została przesunięta o pół roku) w repertuarze Teatru Bolszoj w Moskwie pojawił się spektakl, który przełamywał dotychczasowe schematy jak można opowiedzieć o życiu jednostki za pomocą ruchu. On także poruszał tematy, które mogły wydać się nieadekwatne z punktu widzenia nadal siermiężnej obyczajowości rosyjskiej. Pole artystycznej aktywności uzupełniła, a tak naprawdę stała się główną linią opowieści, rzecz o człowieku, który posiadał namiętności, duszę i serce. Nurejew stał się sensacją, bilety rozchodziły się w zawrotnym tempie, ale z czasem spektakl pojawiał się rzadziej w repertuarze sceny. Ostatecznie został usunięty z afisza w roku 2023. Związane to było z nowym prawem tyczącym nie eksponowania treści niespójnych z tradycyjnymi wartościami, to także efekt stanowiska jednego z realizatorów, który otwarcie mówił o odpowiedzialności Rosji za napaść na Ukrainę. Warto zauważyć, że uległa również zmiana w fotelu dyrektorskim moskiewskiej sceny. Vladimira Urina, który podpisał w lutym 2022 roku list ludzi kultury, skierowany do Władimira Putina, o wstrzymanie działań wojennych Rosji w Ukrainie, zastąpił Valery Gergiev, bliski, zaufany człowiek Prezydenta Federacji Rosyjskiej, usunięty ze wszystkich instytucji światowych. Obecnie pan na dwóch posadach kluczowych instytucji muzycznych Rosji: moskiewskiego Bolszoj i petersburskiego Teatru Maryjskiego. Główną jego tezą stało się wprowadzenie klasycznego repertuaru rodzimego kosztem współczesnej i obcej twórczości. Ciężko zweryfikować obecny repertuar instytucji, gdyż od kilku miesięcy nie można z Polski połączyć się z witryną internetową podmiotu.
Jednak pojawił się Christian Spuck, obecny szef Staatsballett Berlin, który w obecnym sezonie artystycznym postanowił wprowadzić ów tytuł do repertuaru prowadzonego zespołu. Do jego realizacji zaprosił tych samych twórców, którzy przygotowywali premierę moskiewską, a całość opowieści scenicznej jest spójna z tym co prezentowano podczas pierwszych wykonań dziewięć lat temu. To niewątpliwie jedno z najciekawszych, najoryginalniejszych, świetnie pomyślanych doświadczeń baletowych ostatnich lat. Świetny zespół realizatorów: inscenizator Kiryll Serebrennikov, odchodzący od skrupulatnej narracji losów tytułowego bohatera na rzecz refleksów, skojarzeń z życia artysty, choreograf: Yuri Possokhov, jeden z najciekawszych twórców swojego pokolenia, dziś rezydent San Francisco Ballet oraz kompozytor Ilya Demutsky, stworzyli spójną opowieść, gdzie wygrywa taniec, ale przede wszystkim ulotna, niezwykle bolesna rzecz o jednostce rozdartej pomiędzy ukochaną Rosją, a pragnącej wolności. Opuszczenie Związku Radzieckiego miało swoje poważne następstwa – brak możliwości kontaktu z rodziną, przyjaciółmi, całkowitą izolację, na swój sposób samotność duszy, która tak ważna jest w ukazywaniu rosyjskiej tożsamości. Nie można pominąć faktu, że spektakl mimo że jest niesamowitym artystycznym doświadczeniem, to część realizatorów nadal pracuje w macierzystym kraju. Possokhov kreuje spektakle w Teatrze Muzycznym im. Stanisławskiego i Niemirowcza-Danczenki, a Demutsky, w tym samym miejscu, wkrótce będzie mieć premierę własnej kompozycji do kolejnej baletowej wersji Anny Kareniny w układzie obecnego szefa tegoż zespołu baletowego Maxima Sevagina. To pewien moralny zgrzyt, dwuznaczność, która ukazuje, że chyba kultura, mimo czasu wojny, nie powinna mieć swoich ograniczeń, gdyż nadal cierpi Piotr Czajkowski, a współczesność żyje swoim życiem.
Rzecz o Rudim, Rudiku, tak jak mawiali o nim przyjaciele, posiada swoją wyjątkową narrację. Ponoć, gdy artysta umarł, pojawiła się w Paryżu jego rosyjska rodzina. Niby bliscy, a jednak nieznajomi. Głównym celem stało się spieniężenie wielkiej fortuny, która została zdeponowana nie tylko w nieruchomościach, ale także niezliczonej liczbie antyków, dóbr luksusowych i dzieł sztuki. Przewodnikiem po owym świecie pamięci, która przywoływana jest niezwykle sugestywnie za sprawą kolejnych świetnie skonstruowanych obrazów, stał się prowadzący aukcję pamiątek, ale także na swój sposób wspomnień. Amerykański aktor, który występował w rosyjskich produkcjach, w tym wcielając się w postać Piotra Czajkowskiego w filmie Serebrennikova, Odin Lund Biron świetnie operuje nastrojem, owym tłumem biorącym udział w owej licytacji, który nieustannie przybiera pozy tanecznej ekstazy. Przywołuje we własnych myślach wspomnienie. Ważną postacią, która również przewija się przez scenę jest rosyjska Babuszka, też jakby wyjęta z pamięci dziecka postać ciepła, tęsknoty, a może ta jedyna, która przyjdzie i pożegna w ostatniej drodze ziemskiej podróży. W owej opowieści przetykają się nieustannie dwa światy: wątków z życia artysty z ową wyprzedażą życia, która wiele mówi o bohaterze spektaklu: kim był, co cenił, co szanował. Czasem owe światy współgrają ze sobą. Wszak egzystencja nie może obejść się bez wspomnień, a taneczny epos jest z niego utkany. Ów wątek akcji buduje klimat życia Nurejeva, wchodzimy w je każdą szczeliną – nie tylko biograficzną skrupulatnością, ale raczej nastrojową codziennością.
Tło stanowi świetna kompozycja muzyczna Ilyi Demutskyego, który zjawiskowo operuje aparatem orkiestry tworząc poszczególne sceny w odpowiednim nastroju i klimacie. To nie tylko same instrumentalne wykonanie, ale wsparte świetną wokalizą dodającą nastrój pompatyczności czasów realizmu socjalistycznego. To także nuty barokowej refleksji, pełnej ozdobniczego kunsztu głosu kontratenora, niczym Farinelliego na dworze króla Hiszpanii. Demutsky mocno czerpie i inspiruje się licznymi kompozycjami baletowymi i symfonicznymi, ale w owym zamyśle pozostaje nadal autonomicznym twórcą dzięki przełamaniom i własnym ozdobniczym pomysłom.
Twórcy pomijają dzieciństwo artysty. Pierwsze sekwencje łączą się bezpośrednio z baletem. Zatem to nie jest życiorys, epos, saga życia, ale dzieje artysty na tle ówczesnych czasów. Szkoła baletowa, której twórczynią, a dziś patronką jest Agripina Waganowa to pierwszy przystanek owej podróży. Centralny punkt zajmują portrety wybitnej baleriny obok zmieniających się przywódców Rosji i Związku Radzieckiego: Mikołaja II, Włodzimierza Lenina, Józefa Stalina i Nikity Chruszczowa. To jasny sygnał postepujących czasów, ale niezmiennej stylistyki klasycznego tańca. Dekoracja, symboliczna i monumentalna, faktycznie niezmienna dla całego przedstawienia, autorstwa Kirilla Serebrennikova, ukazuje przestrzeń klasycznego wnętrza ze zjawiskowymi drzwiami niczym w kremlowskim pałacu. Z biegiem zdarzeń ów świat uszczupla się, dochodzi do jego demontażu, tak jak egzystencja staje się ulotna. Jednak lata szkolne Nurejeva to moment nieustannej praktyki, ćwiczeń i pokazów tanecznych adeptów. W owym świecie młodych talentów pojawia się on – Rudolf Nurejev. W wyróżniającym się białym kostiumie zachwyca swoją techniką, aparycją, ale przede wszystkim tym unikalnym „coś”. W owej roli obsadzono Davida Soaresa. Ten brazylijski tancerz w latach 2015-2022 znajdował się w zespole moskiewskiego Bolszoj, zerwał kontrakt po agresji rosyjskiej i podjął pracę w Berlinie. Zatem to nie był przypadek, gdyż doświadczenie wschodniej szkoły pomogło mu w wyrazie postaci tytułowego bohatera. Tancerz jest wręcz dedykowany do owej roli. Z jednej strony perfekcjonizm, nieustępliwość, postaciowa choleryczność, ale także delikatność, naturalna charyzma oraz niezbędna tajemnica i odmienność poszukiwania szczęścia u boku męskiego ramienia. To człowiek, który chce być kochany, a jego naturą jest stać się ptakiem: wolnym i niezależnym. W sekwencji edukacyjnej wykazuje się nieprzeciętnym talentem, który wyprzedza jego rówieśników. Ów świat wieńczy koncert dyplomowy rozegrany niczym akademia znana z dawnych czasów ubarwiona chóralnym popisem niczym świadectwo Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu z popisami młodzieży. I ów wątek finaizuje pojawienie się barierek, które niczym żelazna kurtyna odgraniczają dwa światy. Rudik zostaje w Paryżu, inni wracają do siermiężnej rzeczywistości radzieckiego autorytaryzmu.
Stolica Francji staje się wybawieniem. To nie tylko delikatny walc będący powiewem wolności, ale przede wszystkim życie nocne pisane spotkaniami z drag queen. Ta gorąca scena ukazuje fascynację męskim ciałem, wtopienie się w świat tego co ukryte, a ekscytujące. Przełamanie stanowi subtelna scena studenta (świetny w popisie solowym Anthony Tette), którego tłem są listy do Rudiego od jego uczniów-przyjaciół, dla których był mentorem i wzorem. Przeplatające się słowa Charlesa Jude i Laurenta Hilaire brzmią jak niesamowite wspomnienie po utracie kogoś bliskiego, nie tyle istotnego, ale najważniejszego w życiu. Symbolicznym jest, że Hilaire związany był przez pewien czas z Moskwą, gdy prowadził zespół Teatru Muzycznego im. Stanisławskiego i Niemirowcza-Danczenki.
Ciekawym jest, czy owa decyzja wiązała się z próbą zmierzenia się z Rosją własnego idola. Artysta zerwał kontrakt w roku 2022 i opuścił Moskwę. W owej subtelnej scenie bije wielka siła nostalgii, tajemnicy, ale i tanecznej miłości do tego, którego nie ma, a ciągle żyje w pamięci. Ów nastrój refleksyjny odmienia sekwencja z nowojorskiego studia fotograficznego, gdzie tancerz pozował do portretów i aktów Richardowi Avedon. Owe fotografie są oczywiście przedmiotami aukcji, które wykupują zdesperowane fanki artystki. Wielki szał, Rudomania, gdy nagi artysta, tylko w długim futrze uwodzi wielbicielki i paparazzich urzeka taneczną eksplozją różnorodności i niewinnej zabawy. Zwieńczeniem jest subtelna scena pomiędzy kochankami: Nurejev i Bruhn (George Susman) wspólne życie, przetykane próbami i pracą, krótkimi spotkaniami, wakacjami, ale pisane wielkim uczuciem, które bije z owego subtelnego duetu.
Część druga posiada odmienny charakter. Oryginalne kompozycje Demutskyego zastępują przearanżowane cytaty z klasyki muzyki. Licytacja trwa dalej. Pod młotek idą kostiumy z wielu występów artysty. Wspólny duet z artystką, która otworzyła przed Nurejevem wrota Wielkiej Brytanii – Margot Fonteyn (Michelle Willems), jest wyrazem miłości niemożliwej, ale relacji żarliwej i bliskiej. A jego finał stanowi świetna wiązanka znanych baletowych hitów od Raymondy do Jeziora łabędziego. Artysta jest nie tylko tancerzem, ale i choreografem. Dążący do precyzji, wzorowego wykonania ukazuje swoją twarz despoty, nieomylnego i jedynego niczym boga tańca, dyspozytora życia i śmierci tanecznej sceny świata. Analogicznie jak wspomnienia przyjaciół, tak samo własne uczucia na papier i taneczne kroki przelewają muzy baletowej sceny: Alla Osipenko i Natalia Makarova. Ponownie bije z nich olbrzymia pustka, brak przyjaciela, partnera, bliskiej osoby. Kluczowe są słowa o ucieczce z Rosji, ale byciu zawsze Rosjaninem, tym który kocha ów kraj i jego kulturę. Słowa primabalerin służą za tło muzyki Adagietto z V Symfonii Gustawa Mahlera. Owa głębia pożegnania wykorzystana w filmie Luchino Viscontiego Śmierć w Wenecji ukazuje ulotność życia, przemijania, tego co nieodwracalne i utracone. Ową solową partię Divy wykonuje Weronika Fordyma. Pochodząca z Polski artystka, dziś pierwsza tancerka zespołu berlińskiego urzeka wręcz w swojej interpretacji. Pełna bólu, wewnętrznego cierpienia, braku pogodzenia się z odejściem bliskiej osoby, tworzy taneczny, wstrząsający popis. Pełno w nim technicznych trudności, ale przede wszystkim wielkiej precyzji i dokładności, wykończenia każdej figury i pozy.
Świat Nurejeva to obrazy, fascynacja męskim ciałem i postacią św. Sebastiana, patrona gejów. Owe dzieła wędrują pod młotek, ale artysta żyje jak „król słońce” otoczony luksusem, światem dóbr materialnych. Przy dźwiękach barokowej nuty trwa parada męskiej siły, gdzie prym wiedzie tancerz. Przemienia się w Pierrota, który przypomina Pietruszkę z baletu do muzyki Igora Strawińskiego. Sam, opuszczony, samotny we włoskiej, wyspiarskiej willi należącej niegdyś do Leonida Miasina, rozpamiętuje życie, czy był tylko szmacianą lalką z ulicznego teatru, a może przeżył życie tak jak chciał i pragnął. Rozstanie, pożegnanie. Ostatni akord – sceny z pożegnalnej produkcji do której przygotował choreografię. Bajadera i świat cieni. W owej półmgle kroczy artysta, ale już nie na scenę, ale w toczku na głowie i fraku do pulpitu dyrygenckiego aby poprowadzić owe wykonanie. Rozstanie z baletem, światem życia, własną legendą. Batuta w dłoni i świat zjaw, które już za chwilę przyjmą wielkiego tancerza do swojej wspólnoty. Śmierć nadeszła cicho niczym pół jawa, a już sen. Babuszka z liliami żegna artystę, który na zawsze pozostanie w jej fantazji i pamięci.
To niesamowity wieczór baletowy. Po ostatniej wybrzmiałej nucie zrywają się niemilknące oklaski. Owa wędrówka po refleksach życia ma w sobie niepowtarzalną moc uwiedzenia. Taneczna kreska Possokhova urzeka neoklasyczną techniką, a muzyka buduje świetne napięcie i nastrój postępującej, zbalansowanej opowieści. To rzecz o wyprzedaży życia, poszukiwaniu siebie, ale czy rzeczywistego szczęścia? Trudno powiedzieć, gdyż nostalgia, tęsknota za własnym światem, mimo oferowanej wolności, bije z każdą minutą spektaklu. To także rzecz o nieokiełznanej samotności, pustce, której nie było w stanie wypełnić życie obok bliskiej osoby, przygodne związki, dobra materialne, a jedyną ucieczką stawał się balet, który dawał zapomnienie i spełnienie.
Owe artystyczne przeżycie w Berlinie na długo pozostanie w pamięci. To czas o dziejach baletu, wszak widziany oczami jednego, wspaniałego bohatera. Mierzenie się z legendą, symbolem, ikoną, która wywarła ślad na kilku pokoleniach obserwatorów życia artystycznego. Dziś również nie pozostaje obojętny, choć od jego śmierci minęło już trzydzieści trzy lata. Jest ikoną, ale i nieodgadnioną tajemnicą. Szkoda, że owa prezentacja ma miejsce w czasach podziałów, wojen i niepokojów. Nurejev chciał być wolny i niezależny, uciekał przed opresyjną Rosją do niezależnego świata. Ale ona zawsze w nim była, oddychała. I dla wielu świat sztuki mocarstwa jest istotny i ważny, gdyż stanowi niebagatelny wkład do naszej cywilizacji. Zatem niech ona łączy, buduje mosty i niweczy polityczne gry, które degradują kulturę, a to niebagatelny element kształtowania nas wszystkich.
Nurejev, choreografia: Yuri Possokhov, inscenizacja: Kirill Serebrennikov, muzyka: Ilya Demutsky, Staatsballett Berlin, premiera: marzec 2026