Kiedyś to było. Była np. „Gazeta" kupowana każdego dnia dla higieny umysłu, od niej dzień się zaczynał, bez „Gazety" i kawy myśli miałem nieostre, dopóki sobie nie pobrudziłem palców farbą drukarską przy porannej lekturze, nie zasiadałem do roboty umysłowej. Pisze Wojciech Kuczok w „Przeglądzie”.
Tytuł oryginalny
Wieczne odpoczywanie: Nieczułe miejsca straceń
Źródło:
„Przegląd” nr 11