Logo
Recenzje

Nie Titanic, nie Heweliusz – M/S Batory!

13.07.2026, 10:10 Wersja do druku

„Batory. Transatlantyckie love story” Michała Walczak w reż. autora na Scenie Letniej Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Pisze Natalia Karpińska.

fot. Piotr Pędziszewski/mat. teatru

Do wspólnego wywoływania duchów z przymrużeniem oka zapraszają nas twórcy musicalowej komedii „Batory. Transatlantyckie love story” – spektaklu w reżyserii Michała Walczaka, którym Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni celebruje 30-lecie istnienia plenerowej Sceny Letniej. Walczak, znany z purnonsensowego poczucia humoru (współtwórca „Pożaru w burdelu”), tworzy absurdalnie zabawną opowieść o współczesnej rodzinie wyczekującej upragnionego urlopu, która w tajemniczych okolicznościach trafia na pokład legendarnego transatlantyku M/S Batory. Po „Gdynia. Fordewind” w reż. Darii Kopiec to kolejny projekt Teatru Miejskiego, który eksploruje historię miasta, czyniąc z niej jednego z głównych bohaterów.

Scena Letnia Teatru Miejskiego ma swój wyjątkowy urok. Scenografią stają się malownicza plaża, morze, a czasem także przechodnie spoglądający z ciekawością na to, co dzieje się u stóp orłowskiego lasu. Widownia wypełnia się prawie po brzegi – Scena Letnia ma swojego stałego widza. Ale zdziwi się ten, kto doszukiwałby się otwarcia nowego sezonu w anachronicznej komedio-farsie. Samo zaproszenie Michała Walczaka do współpracy to deklaracja: chcemy robić teatr na czasie, teatr, który wyczuwa nerw współczesności i nie boi się ryzyka. „Batory. Transatlantyckie love story” to przede wszystkim niesamowita energia zespołu aktorskiego, który w tej kabaretowej rewii czuje się jak ryba w wodzie. Aktorzy uwodzą publiczność od pierwszych minut, rozpoczynając dwie równoległe narracje: jedną poświęconą mitycznemu „lucky ship Batory”, który przez 33 lata pływał pod polską banderą, przewożąc podczas wszystkich rejsów ponad 270 tysięcy pasażerów, i drugą – współczesną historię wielkomiejskich, nieco zblazowanych poszukiwaczy odpoczynku, których losy splatają się w czasie oczekiwania na lot do Amazonii. Warto przypomnieć „Amazonię” Walczaka, równie celnie portretującą wybrane środowisko, wówczas aktorów.

fot. Piotr Pędziszewski/mat. teatru

O zawrót głowy przyprawia liczba bohaterów zapełniających scenę: rodzina Stropów, małżeństwo Andrzeja (Rafał Kowal) i Klary (Agnieszka Bała) na czele z młodym maturzystą Tadziem, aka Tadeuszem (Krzysztof Berendt), Blanka Heks – twórczyni horrorów i zwolenniczka artystycznego kina grozy (jak zwykle wyrazista Elżbieta Mrozińska), Janusz Biznesu (fantastyczny Szymon Sędrowski) – znany z produkcji reklam napojów alkoholowych i lowelas, Rita Brokuł (Marta Kadłub) – właścicielka biura podróży Karma Travel oraz jej partner Kambo – zwolennik czystości umysłu, jogi i ayahuaski (Jacek Bała). Nie zabrakło również czerwonowłosej patostreamerki żyjącej instagramowym życiem (Weronika Nawieśniak). A obok nich duchy przeszłości – pasażerowie nie Titanica czy Heweliusza, ale M/S Batorego: kapitan Eustazy Borkowski (Grzegorz Wolf), duszpasterz Bałtyku (Bogdan Smagacki), Piłsudzki (Mariusz Żarnecki), Riko (Maciej Wizner) – wystylizowany na błazna z komedii dell’arte, wodzirej wieczoru, oraz zwodnicze syreny – dawne gwiazdy estrady i kina: Kalina, Violetta, Loda i Hanka (Beata Buczek-Żarnecka, Olga Barbara Długońska, Monika Babicka i Martyna Matoliniec).

Na scenie skecz miesza się z sentymentalnym powrotem do przeszłości, melodramaty rodem z opery mydlanej czy randkowego reality show przeplatają się z songami duchów i syren. Walczak nie odtwarza historii pasażerów Batorego, nie rozwija wątku tych, którzy opuszczali Polskę w poszukiwaniu wymarzonej Ameryki czy Kanady. Przywołuje raczej aurę i legendę statku, wieczne „party” pośród rozszalałych fal Bałtyku, fantazjuje na temat pokładowych romansów i plotek. Faktografia i historyczny biografizm nie są najważniejszym elementem spektaklu. Losy Batorego stanowią jedynie punkt wyjścia, który kieruje twórców w stronę refleksji nad utraconym pięknem podróżowania bez granic, podróżowania ryzykownego – pozostawiania na lądzie wszystkich problemów i przeszłości, oddawania się potędze morza. W szyderczym lustrze przeglądają się współcześni poszukiwacze przygód w tropikach, przyklejeni do telefonów influencerzy i zestresowani pracoholicy, którzy po urlopie wracają jeszcze bardziej zmęczeni. To refleksje w punkt, które dają do myślenia. „Batory. Transatlantyckie love story” to opowieść o tęsknocie za przeszłością, za hipnotyzującym głosem Kaliny Jędrusik, za bezwstydnym wyznawaniem miłości o zachodzie słońca, za poczuciem misji i celu, które wskazywały kierunek nie tylko kapitanom statków.

Czarna komedia z elementami fantastyki Walczaka to przede wszystkim kawał przemyślanej rozrywki, dużo muzyki i zabawy, porywające komediowe wątki oraz unoszący się nad sceną aktorzy Teatru Miejskiego – odważni, otwarci na improwizację i interakcję z publicznością, igrający z polityczno-obyczajową satyrą i kabaretową werwą. Do tego intrygujące, czarno-białe kostiumy, przywołujące malarski ekspresjonizm, autorstwa Kamili Bukańskiej oraz wpadająca w ucho muzyka Andrzeja Izdebskiego. Teatr Miejski latem? Zdecydowanie wakacyjne wieczory warto zaplanować w jego towarzystwie!

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także