Logo
Recenzje

Monumentalna „Walkiria" w Operze Leśnej

3.07.2026, 13:07 Wersja do druku

„Walkiria" Richarda Wagnera w reż. Johna Fulljamesa – koprodukcja Opery Bałtyckiej z Royal Danish Theatre i Greek National Opera na IV Baltic Opera Festivalu w Operze Leśnej w Sopocie. Pisze Łukasz Rudziński w portalu trojmiasto.pl.

fot. Krzysztof Mystkowski/mat. teatru

Najważniejszym wydarzeniem trwającej czwartej edycji Baltic Opera Festivalu jest międzynarodowa koprodukcja "Walkiria" Opery Bałtyckiej z Royal Danish Theatre i Greek National Opera. Centralna część tetralogii "Pierścień Nibelunga" Richarda Wagnera w niepowtarzalnych okolicznościach przyrody Opery Leśnej w Sopocie wypadła bardzo okazale dzięki świetnym głosom solistów i imponującej grze potężnego aparatu wykonawczego Orkiestry Opery Bałtyckiej i Orkiestry Symfonicznej Lwowskiej Filharmonii Narodowej im. Myrosława Skoryka.

Wszyscy kojarzą najsłynniejszy motyw "Walkirii", czyli szalony, rozsławiony przez popkulturę "Cwał Walkirii" na początku III aktu opery (obecny m.in. w filmie "Czas Apokalipsy" w reż. Francisa Forda Coppoli), który ilustruje podniebny lot mitycznych walkirii, zbierających ciała ciała poległych bohaterów z pól bitewnych.

Ta bardzo piękna wizualnie scena podczas premiery "Walkirii" w reż. Johna Fulljamesa w Operze Leśnej rozegrana została już po zmroku. Mityczne wojowniczki witają w niej kolejnych rannych herosów, którzy mozolnie wspinają się po schodach do Walhalli - raju bohaterów wedle mitologii nordyckiej. Niektórzy z nich nawet po śmierci kontynuują walkę, nie szczędząc sobie ciosów.

Jednak całe przeszło 4-godzinne dzieło Richarda Wagnera łączy monumentalizm z minimalizmem, wyrwane z ram określonej epoki. W zamyśle reżysera Johna Fulljamesa wszystko dzieje się na potężnych schodach przypominających wejście do monumentalnej antycznej budowli, co skontrapunktowano wizją nowoczesnego biura projektowego (synonimu współczesnej korporacji? - centrum dowodzenia), w którym nad losem świata przed ekranami monitorów i z modelami 3D głównych elementów scenografii pracują m.in. waleczne walkirie pod okiem swojego szefa - Wotana.

Projektowanie świata bohaterów jest przewodnim motywem scenografii Toma Scutta. Ważną rolę spełniają w niej również efektowne reflektory upozowane na sztalugi malarskie, niejednokrotnie spełniające role parawanów. 

Projektanci wypełniają drugi plan podczas I aktu, w którym śledzimy losy Zygmunta i Zygelindy - rozdzielonej w dzieciństwie pary bliźniaków, które nieprzypadkowo odnajdują się w domu Zygelindy i jej męża Hundinga (umieszczonego z tyłu obrotowej konstrukcji schodów) i błyskawicznie zapałają do siebie gorącą, mającą również wymiar cielesny, namiętnością.

fot. Krzysztof Mystkowski/mat. teatru

Produkcja Royal Danish Theatre i Greek National Opera powstała w Kopenhadze w 2022 roku. Dzięki staraniom dyrektora artystycznego Baltic Opera Festivalu Tomasza Koniecznego (kreującego w tamtej produkcji rolę Wotana), spektakl wznowiono i zaprezentowano w Operze Leśnej. Plenerową wersję "Walkirii" zawdzięczamy Johanne Holten, która zaadaptowała operę wyreżyserowaną przez Johna Fulljamesa w realia sopockiej sceny. Poza Tomaszem Koniecznym, ponownie grającym rolę Wotana, w Sopocie podziwiamy nowy zespół śpiewaków. Operę wykonują inne zespoły orkiestrowe, zaś za muzyczną stronę przedsięwzięcia odpowiada ceniony niemiecki dyrygent Axel Kober (podczas duńskiej premiery był to Thomas Søndergård).

Sopocka "Walkiria" jest w dużej mierze dziełem autonomicznym, opartym na inscenizacji Johna Fulljamesa i scenografii oryginału sprzed czterech lat. Od pierwszych taktów w majestatyczny świat muzyki Richarda Wagnera przenoszą nas muzycy Orkiestry Opery Bałtyckiej i Orkiestry Symfonicznej Lwowskiej Filharmonii Narodowej im. Myrosława Skoryka, znakomicie prowadzeni przez Axela Kobera.

Wagnerowska "unendliche Melodie" (niekończąca się melodia) nabiera pod ręką dyrygenta lekkości i sprawia wrażenie precyzyjnie skomponowanej filmowej ścieżki dźwiękowej, idealnie skorelowanej z emocjami bohaterów. Wspaniałych momentów muzycznych, włącznie ze słynnym, wspomnianym już "Cwałem Walkirii", jest całe mnóstwo. Dzięki brawurowo wykonanej muzyce można dać się porwać tej nieoczywistej opowieści o zakazanej miłości, władzy, przeznaczeniu i cenie, którą trzeba zapłacić za swoje czyny.

fot. Krzysztof Mystkowski/mat. teatru

Zrozpaczona Zygelinda (sopranistka Izabela Matuła) po kazirodczym uniesieniu odczuwa wstyd, połączony z miłością i lękiem o ukochanego brata. Zygmunt (w tej partii francuski tenor Stanislas de Barbeyrac) pali się do walki z Hundingiem (bas René Pape z Niemiec). Kochanek Zygelindy wierzy we wsparcie bogów, ponieważ jako jedyny zdołał wyciągnąć Nothung - magiczny miecz przeznaczony dla "wolnego bohatera" (tylko ktoś taki może odzyskać Pierścień Nibelunga dla Wotana).

Jednak Fricka, żona Wotana (znakomity dialog muzyczny w wykonaniu mezzosopranistki Małgorzaty Walewskiej z Tomaszem Koniecznym) w emocjonalnej konfrontacji przekonuje Wotana, że Zygmunt nie jest bohaterem, którego oczekuje Wotan, bo jest w praktyce realizatorem jego zamierzeń, a ona jako bogini ogniska domowego i strażniczka małżeństwa bierze stronę pohańbionego Hundinga i domaga się śmierci Zygmunta.

W to wszystko wmiesza się również odważna Brunhilda (szwajcarska sopranistka Stéphanie Müther), faworyta Wotana wśród jego córek-walkirii, która ma wykonać wolę ojca, ale pod wpływem spotkania z Zygmuntem podejmuje decyzję, za którą poniesie surowe konsekwencje. 

Trzeba przyznać, że wszyscy soliści wokalnie prezentują się znakomicie. Bardzo długie, statyczne sceny są także dużym wyzwaniem aktorskim, ale zarówno w pierwszym akcie, granym niemal w całości przez Stanislasa de Barbeyraca i Izabelę Matulę (duet romantycznych kochanków) z udziałem odstręczającego, nieokrzesanego Hundinga (René Pape), jak i w trzecim akcie, gdy Wotan (Tomasz Konieczny) żegna się z Brunhildą (Stéphanie Müther), w długiej, czułej scenie rozpoczętej od arii Wotana "Leb' wohl, du kühnes, herrliches Kind!" - śpiewacy dbają o dramaturgię i drobne, znaczące gesty, jak wzdrygnięcie na czyjś dotyk czy uchylenie się od uścisku.

Głównym mankamentem sopockiej "Walkirii" są nieciekawe, szaro-beżowe, bardzo do siebie podobne kostiumy praktycznie wszystkich bohaterów (odpowiada za nie autor scenografii Tom Scutt). W plenerowych warunkach Sceny Leśnej trudno z daleka odróżnić, kto jest kim. Jednak dramaturgia dzieła, przebieg muzyczny i precyzja aktorska wynagradzają tę niedogodność. Bardzo efektownie wypada finałowy Czar Ognia (Feuerzauber). Ciekawie też symbolicznie ukazano potężny jesion w domu Zygelindy i Hundinga.

Monumentalna (z pewnością niepozbawiona kontrowersji przez zaproponowaną wizję świata demiurgów) sopocka inscenizacja bardzo sumiennie prowadzi odbiorców przez skomplikowane meandry losów bohaterów.

Z grona solistów trudno wyróżnić najlepszego, bo władcza, wyniosła surowość Wotana (Konieczny), podszyty gniewem i osobistą urazą chłód Fricki (Walewska), krucha i szczera emocjonalność Zygelindy (Matuła) czy pełna optymizmu młodzieńcza naiwność Zygmunta (de Barbeyrac) i wreszcie pełna gama emocji Brunhildy (Müther) w scenie "Pożegnania Wotana" (Wotans Abschied) zasługują na docenienie.

Dlatego też sopocka "Walkiria" jest pełnokrwistą, tradycyjną w wyrazie, ale bardzo aktualną i współczesną operą, której można dać się porwać. I to na przekór naszej przebodźcowanej codzienności - tutaj mamy czas, żeby zanurzyć się w muzyczny, fantastyczny świat potężnego dzieła Richarda Wagnera i dokładnie się w nim rozsmakować. 

Tytuł oryginalny

Monumentalna "Walkiria" w Operze Leśnej

Źródło:

www.trojmiasto.pl

Link do źródła

Autor:

Łukasz Rudziński

Data publikacji oryginału:

03.07.2026

Sprawdź także