Logo
Magazyn

Miał szyk, wdzięk i klasę angielskiego lorda: 35 lat temu zmarł aktor Mieczysław Voit

31.01.2026, 08:58 Wersja do druku

Miał szyk, wdzięk i klasę angielskiego lorda - 31 stycznia 1991 r. zmarł Mieczysław Voit, aktor znany z ról Kuno von Lichtensteina w „Krzyżakach”, księdza Suryna w „Matce Joannie od Aniołów” i profesora Dąb-Rozwadowskiego w „Alternatywy 4”. Rzadziej wspominane są jego wybitne kreacje sceniczne. Pisze Paweł Tomczyk dla PAP-u.

fot. mat. Filmu Polskiego

Niespełna rok przed śmiercią wystąpił w drugim odcinku serialu „Dziewczyna z Mazur” w reżyserii Juliana Dziedziny. Na oczach tytułowej bohaterki Marty (Beata Paluch) - po raz pierwszy wprowadzonej do łódzkiego SPATiF-u przez chcącego jej zaimponować fotografa (Andrzej Kopiczyński) - wychylił przy barze pięćdziesiątkę wódki z Bronisławem Pawlikiem. Obaj aktorzy zagrali samych siebie - ich nazwiska nie pojawiły się w napisach końcowych.

„Miał szyk, wdzięk i klasę angielskiego lorda. Do dziś widzę go, jak na Placu Czerwonym, ubrany w klasyczny prochowiec Burberry i lekko zawiany, macha parasolem, usiłując zatrzymać mknące na Kreml i z powrotem czajki” - wspominał krytyk Janusz Majcherek. „Voit musiał jednak zrobić wrażenie – może zgoła nietubylczą aparycją – bo któraś z limuzyn zabrała go do hotelu” - dodał („Teatralny.pl”, 2016).

Urodził się 2 sierpnia 1928 roku w Kaliszu jako najmłodszy syn Marii Herminy z domu Hudetz i Romana Voita, dyrektora Banku Ziemi Kaliskiej i skarbnika Towarzystwa Miłośników Sceny - inicjatora odbudowy gmachu miejscowego teatru. Miał trzech starszych braci - Olgierda, Tadeusza i Władysława. Dzieciństwo spędził w Tarnopolu i Katowicach, wybuch wojny zastał rodzinę Voitów we Lwowie.

W pierwszych dniach września 1939 roku w walkach z Niemcami zginął najstarszy z braci - Olgierd. „Nigdy nie dowiedzieliśmy się, w jakich nastąpiło to okolicznościach, choć mama Sławka przez długi czas po wojnie próbowała to ustalić” - powiedziała PAP w 2021 r. Barbara Horawianka, aktorka i żona Mieczysława Voita.

Po zajęciu Lwowa przez wojska sowieckie Roman Voit został aresztowany i wywieziony do łagru nad Kołymą. Uwolniony po podpisaniu paktu Sikorski-Majski, służył w Biurze Opieki nad Rodzinami Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS. Po wojnie osiedlił się w Wielkiej Brytanii. Był działaczem Skarbu Narodowego, członkiem Rady Instytutu Wschodniego „Reduta”, wiceprezesem Stowarzyszenia Byłych Sowieckich Więźniów Politycznych. Zmarł 18 września 1965 r. w Londynie i został pochowany na Cmentarzu Gunnersbury.

Jeszcze przed zakończeniem wojny Maria z synami opuściła Lwów, by przenieść się do Nowego Targu. Tam, już po wojnie, Mieczysław uczył się w gimnazjum.

Z zachowanych w Instytucie Pamięci Narodowej akt wynika, że 5 czerwca 1948 r. Mieczysław Voit, wówczas uczeń Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie został zatrzymany podczas próby nielegalnego przejścia granicy czechosłowacko-niemieckiej. „Ww. zamierzał przekroczyć granicę, celem dołączenia do rodziny przebywającej na Zachodzie. Przekazany stronie polskiej, został skazany na 2 miesiące więzienia”.

Po maturze studiował malarstwo w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych oraz historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako Sławek Sławkowski publikował w gazetach krakowskich satyry i fraszki, które ilustrował swoimi rysunkami.

W 1947 r. rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Aktorskiej w Krakowie. Wkrótce i te studia przerwał - jak podaje Encyklopedia Teatru Polskiego (ETP) - by zaangażować się do Teatru Rapsodycznego Mieczysława Kotlarczyka, w którym występował do likwidacji sceny w maju 1953 roku.

Debiutował 12 czerwca 1948 r. rolą Marlowe'a w przedstawieniu „Lord Jim” według Josepha Conrada, w reżyserii Kotlarczyka.

„Miał wtedy 20 lat, smukły i bardzo wysoki, nie zagrzał miejsca w Szkole Aktorskiej. Chciał być aktorem, ale jakoś inaczej. W sensie warsztatowym nie umiał prawie nic, ale miał miły głos, kulturalną wymowę (piękne „ł” przedniojęzykowe wyniesione z domu rodzinnego: Podole), wdzięk i to, co najważniejsze: osobowość i tę szczególną inteligencję aktorską, która podpowiadała mu co się robi na scenie” - napisała aktorka Danuta Michałowska w książce „Pamięć nie zawsze święta: wspomnienia” (2004).

„Teatr Kotlarczyka ukształtował jego warsztat aktorski — nieskazitelną dykcję, precyzyjną i oszczędną gestykulację, nauczył szacunku dla słowa, wywarł wpływ na upodobania do wielkiej poezji, a także w pewnym stopniu na postawę życiową” - napisał Andrzej Androchowicz („Słownik biograficzny Wielkopolski południowo-wschodniej. Ziemia kaliska”, 2003). „Zdawał się stworzony do ról bohaterów w tzw. wielkim repertuarze — elegancki, zawsze wyprostowany, o nienagannych manierach, twarzy o regularnych rysach, ciemnych oczach, czarujący mową, gestem. Chętnie powierzano mu role osób tzw. dobrze urodzonych, postaci szlachetnych, nierzadko o skomplikowanym wnętrzu, które przekonująco potrafił pokazać na scenie i w filmie” - dodał.

„Miał właściwy sobie sposób ujmowania roli, specyficzny głos. Trochę ironii, szczyptę sarkazmu, lekkie uniesienie brwi jakby w zdziwieniu, trochę zadumy, czasem liryzmu i filozoficznego spojrzenia na świat, czasem dystansu. Wszystko to sprawiało, że choć nie zawsze grał role główne, to postaci przez niego kreowane stawiało się w rzędzie pierwszych i długo pamiętało” - ocenił historyk teatru Stanisław Marczak-Oborski („Teatr polski w latach 1918-1965. Teatry dramatyczne”, 1985). „Udatnie przełamywał sztampę poetyckiego kochanka, nasycając ironią i refleksją” - podkreślił.

„Był niezwykle barwną osobowością, nie tylko na scenie, ale i w życiu, co dawało mu rys nieco młodopolski” - wspominał aktor Witold Skaruch.

Po debiucie Voit zagrał m.in.: Hrabiego w „Panu Tadeuszu” (1949), tytułową rolę w „Eugeniuszu Onieginie” (1949) i Romea w „Aktorach w Elzynorze” (1951).

„Było to przedstawienie skompilowane z kilku sztuk Szekspira - »Hamleta«, »Henryka IV«, »Wesołych kumoszek z Windsoru«, »Makbeta« i »Romea i Julii«. Julię grała Danuta Michałowska. Ale pewnego razu musiała gdzieś wyjechać i - wspólnie z Kotlarczykiem - ustalili, że mam ją zastąpić. I wtedy Julia poznała swojego Romea…” – uśmiechnęła się Barbara Horawianka. „Ten spektakl rzeczywiście połączył nas na kilkadziesiąt lat, choć początkowo Sławek denerwował mnie niezmiernie. Publicznie wyznawał mi uczucia, prawił jakieś komplementy, więc na początku nie traktowałam go poważnie. Ale kiedy zmienił metodę i wyciszył się, wtedy uwierzyłam w prawdziwość tych wyznań” - wyjaśniła.

„Potem okazało się, że poznaliśmy się znacznie wcześniej. Moja mama przypomniała sobie, że przed wojną, w Katowicach w Parku Kościuszki, bawiłam się w piaskownicy z synkiem znajomego ojca. Mój ojciec był adwokatem, a ten znajomy dyrektorem banku i nazywał się Roman Voit” - wspominała Horawianka. „Niewiarygodne, ale prawdziwe” - podkreśliła.

W 1957 roku przenieśli się do Łodzi. Kilka lat namawiał ich do tego Kazimierz Dejmek, ówczesny dyrektor łódzkiego Teatru Nowego, który obejrzał „Nie igra się z miłością” (1953) w krakowskim Teatrze Poezji. „Wystąpiliśmy w tym spektaklu 250 razy” - powiedziała Horawianka. „Trudno było zamienić Kraków na Łódź. Ale kiedy pobraliśmy się, to okazało się, że nie mamy gdzie mieszkać Krakowie. A Dejmek dawał nam w Łodzi dwa mieszkania do wyboru i role do zagrania” - wyjaśniła. „I nigdy potem nie żałowałam tej decyzji, bo zagraliśmy bardzo dużo w znaczącym teatrze” - podkreśliła.

W Nowym Voit zagrał najpierw Zygmunta Augusta w „Barbarze Radziwiłłównie” (1958) a potem Hrabiego Henryka w „Nie-Boskiej komedii” (1959). Zdaniem Bohdana Korzeniewskiego, reżysera tego spektaklu, „posiadał wymarzone warunki fizyczne i psychiczne do tej roli”. „Był arystokratą w prawdziwym znaczeniu tego słowa, tzn. człowiekiem, który umiał się zachować w najtrudniejszej sytuacji nie tracąc panowania nad sobą… Rola była jakby dla niego pisana, wykorzystywała te cechy, którymi Sławek odznaczał się w stopniu najwyższym, a nie zawsze miał sposobność pokazać je na scenie” - ocenił Korzeniewski, cytowany w ETP.

Później wystąpił m.in. jako Marek Antoniusz w „Juliuszu Cezarze” (1960); dwa lata później w tytułowych rolach w „Brytanniku” i „Cyranie de Bergerac” oraz jako Don Kichot z Manchy w „Zaczarowanej gospodzie”.

„Teatr Nowy to siedem lat naszego aktorskiego życia: piękne sztuki i piękne role” - oceniła Horawianka.

W 1963 roku Dejmek został dyrektorem Teatru Narodowego i zaproponował im przejście do Warszawy. „W Warszawie okazało się, że znowu nie mamy gdzie mieszkać, więc naszym domem dosłownie stał się teatr - mieszkaliśmy więc przez trzy lata w garderobie” - wspominała.

W Narodowym Voit grał do 1966 roku. Występował także w stołecznym Teatrze Dramatycznym, gdzie został szczególnie zapamiętany jako Pan w „Kubusiu Fataliście” (1976) w reżyserii Witolda Zatorskiego. „Grał z właściwym sobie wdziękiem arystokraty i jakby od niechcenia” - przypomniał Janusz Majcherek. Pracował w Teatrze na Woli (1979-81), Ateneum (1981-86) i Na Targówku (1986-88). W 1980 roku gościnnie wystąpił w Teatrze Powszechnym jako Generał w „Spiskowcach” Conrada wyreżyserowanych przez Zygmunta Hübnera.

W 1975 roku ponownie podjął współpracę z łódzkim Teatrem Nowym. „Dejmek przyszedł do nas i zapytał: »No co, pójdziecie za mną? Pewnie nie, bo wy jesteście teraz warszawiacy…«. Ale poszliśmy” - powiedziała Horawianka. „Mieliśmy dwa domy, warszawski i łódzki. Cały czas byliśmy w drodze. Potem w połowie lat 80. znowu poszliśmy za Dejmkiem do Teatru Polskiego” - dodała. W stołecznym Teatrze Polskim Mieczysław Voit pracował do śmierci.

Drugi pobyt Voita w łódzkim Teatrze Nowym był, zdaniem krytyków, najlepszym okresem jego pracy artystycznej. W reżyserowanych przez Dejmka przedstawieniach stworzył znakomite kreacje Księcia Himalaja w „Operetce” Witolda Gombrowicza i Barona w „Garbusie” Sławomira Mrożka „uznane za arcydzieła sztuki aktorskiej”. „Odkrył w nich swoje nowe możliwości — talent do groteski, parodii, bawił publiczność każdym słowem i gestem” - czytamy w Encyklopedii Tatru Polskiego.

Jego Książę Himalaj - w ocenie Korzeniewskiego - był „kwintesencją arystokratyzmu w sposobie bycia, zachowania, noszenia fraka, laski i wielkopańskim mówieniu »r«”. Z kolei Baron - według Marty Fik - był „pełnym wdzięku, sceptycznym, świetnie wychowanym i inteligentnym uwodzicielem”. Za rolę Księcia Himalaja Voit otrzymał pierwszą nagrodę na XVI Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu w 1975 roku - rok później na tym samym Festiwalu nagrodzono kreację Barona.

W czasie stanu wojennego związał się z Duszpasterstwem Środowisk Twórczych - występował na koncertach poetyckich w kościołach, salach parafialnych i plebaniach w całym kraju; swoimi recytacjami towarzyszył też Filharmonii im. Romualda Traugutta.

Z informacji tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa można się dowiedzieć, że Mieczysław Voit wraz z żoną utrzymują kontakt z działaczami podziemnej „Solidarności”, „z rozwiązanym b. ZASP-em i tamtejszym aktywem” oraz, że „oboje często występują w kościołach recytując wiersze”. Z tego powodu w maju 1985 r. Mieczysław Voit otrzymał zastrzeżenie wyjazdów zagranicznych do „wszystkich krajów świata” na okres 2 lat, oraz odmowę wydania paszportu na wyjazd do Włoch na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II.

5 grudnia 1985 roku TW „Piotr” doniósł, że dzień wcześniej Mieczysław wystąpił w wieczorze poetyckim „Przeciw nienawiści” w Łodzi. Według tajnego współpracownika SB, występ aktora stanowił „otwarty i ostry atak wobec systemu politycznego PRL” – teksty, które wyrecytował i odczytał „były najbardziej politycznie agresywne”, a „aktorskie zachowanie Mieczysława Voita” było pełne „oskarżycielskich i buntowniczych” akcentów. Podczas występu dwukrotnie wznosił rękę w znaku „V”, na co obecni „reagowali owacyjnymi brawami, a wielu wznosiło ręce w analogicznym geście”.

W latach 1962-89 Voit zagrał w wielu spektaklach Teatru Telewizji – m. in. w „Vatzlavie” i „Cyranie de Bergerac”. Wystąpił też w ok. 70 filmach. m.in. jako Ksiądz Suryn w „Matce Joannie od Aniołów” (1960) Jerzego Kawalerowicza - za tę rolę otrzymał nagrodę na festiwalu w Sao Paulo w 1962 roku. Publiczność zapamiętała go również jako Kuno von Lichtensteina w pierwszej polskiej superprodukcji historycznej „Krzyżacy” (1960) w reżyserii Aleksandra Forda.

Barbarze Horawiance najbardziej podobała się jego rola Wojewody w „Mazepie” według Juliusza Słowackiego - jedynym filmie fabularnym wyreżyserowanym przez Gustawa Holoubka.

Grał również w serialach, m.in. „Stawce większej niż życie” Andrzeja Konica, „Wielkiej miłości Balzaka” Wojciecha Solarza, „Modrzejewskiej” w reżyserii Jana Łomnickiego i „Alternatywy 4” Stanisława Barei - w którym, jako profesor Ryszard Dąb-Rozwadowski, odbierał telefon od jąkającego się Adama (serial emitowano jesienią 1986 roku, kiedy jeszcze nikt nie wspominał o żadnym „Okrągłym Stole”).

Ostatnią rolą filmową Voita był Nieznajomy w „Czarnych słońcach” (1992) Jerzego Zalewskiego.

Był też jednym z lektorów czytających radiową wersję Biblii Tysiąclecia. W Polskim Radiu przeczytał wiele książek, obecnie dostępnych w postaci audiobooków.

Mieczysław Voit zmarł 31 stycznia 1991 roku w wieku 62 lat. Jest pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. 27 września 2024 roku w tym samym grobie spoczęła Barbara Horawianka. (PAP)

Źródło:

PAP

Sprawdź także