25.09.2020, 15:04 Wersja do druku

Maszyniory

Rozpoczynamy cykl przedruków najciekawszych, rezonujących z aktualnymi tematami, artykułów z "Gońca Teatralnego". W roku 2020 minęło trzydzieści lat od ukazania się pierwszych numerów "Gońca". Tekst pochodzi z numeru  2/1990 - cały numer dostępny jest w Encyklopedii Teatru Polskiego.


Robotnik niewykwalifikowany z anachronicznym tytułem: maszynista, szeregowy pracownik pionu technicznego w teatrach. Kolejny przykład niedowidztwa ministerialnego, przeoczeń w zbiorze zawodów kodeksu pracy. Już wkrótce, po spotkaniu ze świątynią sztuki cała dotychczasowa optyka widza, zdarza się, teatromana, ulega zakłóceniom. Świat za kulisami to niejednokrotnie brutalny ekshibicjonizm brudu, starzyzny, prowizorki.

Wewnętrzną architekturą są kręte korytarze z wyskokami poziomów, ciasne pakamerki bez wentylacji. Pomieszczenia dla maszynistów wobec powyższej obiektywnej sytuacji mają najgorszą lokalizację: suterena, podscenie, piwnica. Tu, w przegęszczeniu maszyniści przebywają całe dnie plus noce. Podzielny dzień pracy, rano – wieczorem, a i w środku dnia znajdują się zajęcia. Praca w dni wolne, w soboty i niedziele, święta i wielokrotnie w poniedziałek, który jest jedynym dniem wolnym. Takiego kieratu nie doświadczają reprezentanci tzw. ciężkich zawodów.

Warunki pracy pomijając uchybienia BHP: magazyny dekoracji w większości teatrów są niedostosowane do składowania dekoracji a to kubaturą, to znów wcześniejszym przeznaczeniem. Ciemne zawilgocone szopy, adaptowane piwnice, gdzie kończą się i zaczynają zarazem draki z transportem elementów dekoracji. Owe golgoty wiodą często przez otwartą przestrzeń między budynkami (pory roku), potem są schody, czyli akrobatyka z przyrządem, między rzędami, przez balkon, okno, pionowo, skosem, na płask, na stoja, aż w końcu, kurwa mać, taranem…

Cóż, były pakty zarówno z nadzorem technicznym jak i scenografami – wszystko urągowisko. Dla uwznioślonych wizją scenografów wszelkie próby skorygowania wymiarów i ilości elementów dekoracji są ewidentnym dowodem naszych barbarzyńskich umysłowości. Natomiast nadzór techniczny ogranicza się do wyartykułowania haseł z cyklu: dobro spektaklu. Ostatecznie nasz ciemiężyciel-gigantoscenograf dopina swego; są ogromne koszty, jest wyrozumiałość kierownictwa. Ma swój malowany kamień Syzyf – maszynista.

Status maszynisty w hierarchicznej społeczności teatrów jest dolno spadkowy – zależnie jak wybitną grupę artystów ma śmiałość obsługiwać.

Przekonujemy się o tym w teatrze, a już szczególnie dosadnie podczas wojaży teatru po laury – różnicowanie zakwaterowania, zachowanie się miejscowych elit itp.

Sami maszyniści: wielki poczet typów ludzkich, pijaczkowie z lumpenproletariacką motywacją, ludzie, którym zapodziały się gdzieś żony i dzieci, inteligenci z uprawnieniami do biurka, ale się skundlili oraz różni wszędobylscy. Typowa charakterystyka nieudaczników, upadłych aniołów. Nietypowo są również między maszynistami przedstawiciele ogólnie szanowanych zawodów: filozof, redaktor, aktor, reżyser, właściciel warsztatu usługowego. Były milicjant też jest.

Co ich nagania, a później trzyma w tych budynkach o pompatycznych fasadach: usprawiedliwiona nieobecność w życiu, tym — poza teatrem, czy zarobki wynikające z pracy dwa miesiące w miesiącu? Albo współuczestnictwo w szulerskim zadaniu ogrania tych kilkudziesięciu par oczu zbrudzoną atrapą. A może, rzadka sposobność „odkompleksowania się” na kontraście: wyobrażenia a rzeczywistość. Aktor i jego niedoskonałości, i ten sam aktor naprzeciw owacji. Tym wszystkim można się umazać za kulisami, okaleczyć dawną radość przeżywania.

Maszyniści – ludzie wydarci rodzinom, przyjaciołom przez zaborczy system pracy, przytakujący wszelkim złorzeczeniom na własny los. A jednak istnieją na podobieństwo chińskich cieni za plecami aktorów. A więc co ich tu trzyma? Nawet najbardziej przepoczwarzony, ale – Teatr. Zapraszamy do kadr.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Maszynior

Tematy w toku